Strony

czwartek, 31 stycznia 2013

Zapraszam... NOWE WYZWANIE!!!!

Nie trzeba za wiele pisać, wszystko co miało być powiedziane pięknie w słowa ujęła Agnieszka :) 
Gdyby nie ona, pewnie nie byłoby tego wyzwania :)
Dziękuje Agnieszko!

Nie mogłam się doczekać, musiałam się z Wami podzielić tą wiadomością, najwyżej mi się oberwie od Agnesto ;)

Nie przedłużając...
Ruszyło wyzwanie:  "W królestwie Nory Roberts" :))) 
Cieszę się ogromnie :)))

Zapraszam serdecznie :)

Wszystkie szczegóły TUTAJ - klik



Banery są dziełem niezawodnego KUBUSIA :)
Dziękujemy!!!!!!!!!!!



Pieśń Alaski...

Lydia wychodzi za Floyda, podstarzałego wdowca. Czyni to nie z własnej woli, ale w ramach umowy biznesowej zawartej przez jej ojca ze wspólnikiem. Małżonek okazuje się jednak okrutnym tyranem. Jego nagła śmierć staje się dla upokarzanej przez męża i jego dzieci Lydii szansą na wyzwolenie z udręk. 

Autor: Tracie Peterson
Wydawnictwo: WAM
Wydano:  2012
stron: 352
okładka: miękka

seria: Pieśń Alaski tom 1 

Okładka przyciąga wzrok - na długo. Oczywiste jest to, że nie ocenia się książki po okładce, ale obok tak pięknej i przyciągającej nie da się przejść obojętnie. Na całe szczęście jakość oprawy przekłada się też na jakość powieści! Tracie Peterson to dla mnie całkowicie nowa powieściopisarka, pierwszy raz spotkałam się z tym nazwiskiem i jej twórczością - z pewnością nie po raz ostatni! "Preludium brzasku" to rewelacyjna powieść zapowiadająca niezwykłą, ciepłą, wzruszającą, ale też z pewnym niebezpieczeństwem, trylogię nazwaną Pieśnią Alaski...

XIX wiek.
Lydia, szesnastolatka zostaje zmuszona do małżeństwa z Floydem - podstarzałym wdowcem z czwórką dorastających dzieci. Młoda kobieta nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, do tego mąż okazuje się być tyranem, a pasierbowie upokarzają ją na każdym kroku. Życie z jej nową rodziną to pasmo udręk i cierpień. 
Kiedy  nadchodzi wiadomość, że jej mąż i ojciec, wspólnicy od czasu ślubu Lidii i Floyda, mieli wypadek i obaj zginęli - kobieta uwalnia się od tyrana. Nieoczekiwany spadek po mężczyznach nie pozwala jej odciąć się od dotychczasowego życia, postanawia odnaleźć ciotkę na dalekiej Alasce...
Jednak pasierbowie nie dają kobiecie o sobie zapomnieć...
Czy kobieta wyzwoli się od rodziny Floyda? Czy odnajdzie ciotkę? Czy znajdzie swoje miejsce na świecie???? Czy będzie jeszcze szczęśliwa????
Na te i na wiele innych pytań odpowiedzi znajdą się w tej niesamowitej powieści!

"Pieśń Alaski" zapowiada się rewelacyjnie! Tom pierwszy mnie urzekł! Tracie Peterson ma niesamowity dar, dar do tworzenia historii, które czyta się jednym tchem, chłonąc każde słowo i każde wydarzenie. Potrafi utrzymać w napięciu czytelnika! Oj potrafi! Rewelacyjnie przekazuje to co chce przekazać, nie zapominając, że najważniejsze w takich powieściach są emocje! Potrafi pisać emocjonalnie, robi to świetnie! Wzrusza do łez, bawi, ale też trzyma w napięciu. Świetny styl, wysoki poziom, do tego zmusza do myślenia, choć książka na pozór wydaje się być lekka, miła i zabawna! Nic mylniejszego.
Peterson porusza trudne tematy. Począwszy od małżeństw zawieranych jako typowe biznesy, poprzez chciwość ludzką, przemoc w rodzinie, czy też utratę wiary. Przyznaję się, że bałam się przesadnej religijności, miło się rozczarowałam, owszem, Autorka korzysta z wiary, ale jest to delikatne nawiązanie, muśnięcie, które generalnie na całość ma ogromny wpływ. 

Autorka poruszyła mnie przede wszystkim tematem małżeństw zawieranych nie z miłości, ale z chęci wzbogacenia się. Pieniądz rządzi teraz, rządził i w XIX wieku. Ojcowie wydawali swoje córki za tyranów, by tylko zdobyć z tego korzyść majątkową. Córka musiała poddać się woli rodzica. Nie obchodziło go to, że zięć jest tyranem, który znęca się nad żoną psychicznie i fizycznie. Robi wszystko by była posłuszna i uległa,  nie zważając na nic i nie licząc się z nikim i niczym. Biznes to biznes - nie ma znaczenia jakim kosztem.

"Preludium brzasku" to piękna i wzruszająca powieść! Powieść, którą zapamiętuje się na długo. Napisana bardzo emocjonalnie, co dla mnie ma ogromne znaczenie. Od książki nie potrafiłam się oderwać, pochłonęłam ją i żałuję! Żałuję, że nie mam kolejnej części. Odczuwam niedosyt, który trzeba będzie jakoś zaspokoić. Mam nadzieję, że niebawem zostaną przetłumaczone kolejne tomy "Pieśni Alaski", że powrócę do pięknej Sitki, dowiem się co u Lydii, Kjella, Zee czy choćby Evie. Z przyjemnością powrócę na Alaskę! 
Autorka przekonuje - daje nadzieję na lepsze jutro, pozwala wierzyć, że jak bardzo się chce można wiele osiągnąć, wiele zmienić i odmienić własne życie...  

Tracie Peterson ma na swoim koncie ponad osiemdziesiąt powieści, niestety nie są tłumaczone na język polski, żałuję, bo Autorka ma niezwykłe pióro i porusza ciekawą, trudną tematykę opatulając to wszystko miłością. 

"Preludium brzasku" polecam miłośniczkom romansów historycznych, które uwielbiają tajemnice rodzinne, niebezpieczeństwo, intrygi, ale też i miłość. Tracie Peterson zapewnia to wszystko, a nawet dużo, dużo więcej! To piękna i wzruszająca historia, dla której warto poświęcić czas! Polecam z całego serca! 





       Za książkę dziękuję Panu Łukaszowi oraz:


 

środa, 30 stycznia 2013

Zielono mi...

Jakoś mi się skojarzyło...
Grasz w zielone? Gram
Masz zielone? Mam
Znacie???

Nie o tym chciałam. Brakuje mi ciepła, zieleni, słońca! Jednym zdaniem: BRAKUJE MI WIOSNY!!!
Za oknem zimno, mokro i ponuro. Z dwojga złego wolałam śnieg...

Mój blog, jakby nie patrzeć, jest miejscem, w którym spędzam mnóstwo czasu mogę sobie pozwolić na wiosenne akcenty. Szczerze mówiąc, w mojej skrzynce znalazł się mail, który w tytule miał napisane: taki wiosenny żarcik.
Zaglądam i co widzę??? 
Banerek, wiosenny, cudny, i taki mój :) 
Ropuch jest świetny, niestety żart się nie udał, bo ja zakochałam się w tym banerku :)

Przepraszam Kubusiu!!!!!

Banerek jest dziełem Kuby - jak widać ma niesamowite wyczucie smaku i świetne pomysły. Niedługo przekonacie się, że to nie jedyne dzieło Kuby - artysty! 
Aaaaa w sumie drugie jego dzieło, znajduje się u jego żony na blogu - KLIK.
A inne na nowym całkiem blogu, który ruszy niebawem...ale o nim jeszcze nie mogę pisać :))))

Jak się Wam podoba Pan Żaba????
Mnie ogromnie :)))))

 Kubuś dziękuję!!!!!


Róże czy stokrotki?

Miało być tak pięknie, landrynkowo, a tymczasem jest zwyczajnie, z problemami. Ale nie ma sensu martwić się na zapas.
Przecież w naszym życiu jest też miejsce na szczęśliwe zakończenia…


Autor: Anna Gratkowska
Wydawnictwo: Replika  
Wydano:  listopad 2012
stron: 228
okładka: miękka


Debiut - czyli coś co Sabinka bardzo lubi... A tak na poważnie, faktycznie lubuję się w debiutanckich powieściach, znajduję w nich świeżość, powiew nowych zapachów, smaków, jakiś nowinek, niektóre okazują się być niezłymi perełkami, ale niestety zdarzają się też rozczarowania... "Stokrotki w deszczu" okazały się być takim rozczarowaniem, choć mogła być niezła powieść!!!

Główna bohaterką jest młodziutka mężatka marząca o swoim kącie, szczęściu i satysfakcjonującej pracy. Część z nich dochodzi do realizacji. Przeprowadzają się do wynajętego mieszkanka - idylla! Do czasu... 
Czasem trzeba pomóc innym, do ich "gniazdka" wprowadza się na jakiś czas kolega z pracy Jurka - Michał. Na początku jest malo uciążliwym lokatorem, ale z czasem... Z czasem wprowadza sporo zamieszania w życie młodego małżeństwa...

"Miało być tak pięknie, landrynkowo, a tymczasem jest zwyczajnie" tak określa cytat z okładki zapowiadającą powieść, ja niestety mogę tylko napisać, że dodając "ale nie było" rewelacyjnie określa samą powieść.
Książka zapowiadała się być fajną, lekką, ciekawą powieścią z morałem, okazała się być szybko czytającym się czytadełkiem. Niestety.
Gdy kończyłam czytać nasunęła mi się pewna myśl - porównanie.
Podsumowałabym "Stokrotki w deszczu" porównując je do krótkiej podróży pociągiem. Ferie sprzyjają podróżom. Najpierw czekamy aż pociąg wreszcie wjedzie na stacje, wsiądziemy, znajdziemy odpowiednie i wygodne miejsce w przedziale. Rozbieramy się, przedział jest pusty. Będzie nam ciepło i wygodnie, może znajdziemy czas na rozmyślanie, albo chwilę zadumy, bądź idealny czas na książkę czy drzemkę. Za oknem piękne i malownicze widoki. Niestety drzwi się otwierają. Wchodzi do przedziału młodziutka kobieta. Będziemy wspólnie podróżować przez najbliższe dwie - trzy godziny. Podczas podróży okazuje się, że kobieta jest niezwykle rozmowna, buzia się jej nie zamyka. Opowiada o swoim małżeństwie, relacjach z teściami, rodzicami, kłopotach zdrowotnych ojca, poszukiwaniu pracy, porodzie przyjaciółki, milostkach innej, a jeszcze o koleżance, która bywa męcząca. O kłopotach z lokatorem. Nagle zrywa się, bo zbliża się jej stacja... Wysiada. Była i nie ma. Nie zdążyłam nawet zapytać jak jej było na imię? Zwierzyła się, opowiedziała, zniknęła, a ja zapomniałam.
Idealnie tak samo jest z książką Anny Gratkowskiej. Autorka opowiada, zwierza się, w pewnych momentach irytuje, i kończy się książka, a ja zapominam... Nie odczuwam potrzeby przemyślenia pewnych spraw, zdecydowanie ma na to wpływ braku emocji. Tego właśnie najbardziej zabrakło mi w  tej powieści - emocji, przekazu, ale przede wszystkim umiejętności przekonania czytelnika. 

"Stokrotki w deszczu" to może życiowa książka, którą się bardzo szybko czyta, ale brakuje jej przekazu i emocji. Czasami miałam wrażenie, że Autorka "zapychała" strony, by powstała powieść. Może się mylę, ale takie idzie odnieść wrażenie. Plusy? Owszem są. Szybko się czyta, dialogom też nic nie brakuje, bardzo prosty język ( choć chyba do końca to nie plus), niewymagająca powieść, która najbardziej nadaje się podczas korzystania ze środków komunikacji- nie wymaga myślenia i skupienia - po prostu się czyta.

 
Dziękuję pani Justynce oraz Wydawnictwu Replika.


 



Wyzwanie: Polacy nie gęsi... 



 

 

wtorek, 29 stycznia 2013

Królestwo Deltory...

Nad królestwem Deltory, rozległej krain magii i potworów zapanował nikczemny Władca Mroku. Zmusił do ucieczki rodzinę królewską i zniszczył Pas Deltory, którego magia chroniła królestwo. 

Autor: Emily Rodda
Wydawnictwo: Egmont
Wydano: 2012
stron : 176
oprawa: miękka 
seria: Pas Deltory

tom: 1

Z racji wieku rzadko sięgam po książki skierowane do młodzieży, ale sięgam. Staram się na bieżąco przeglądać nowości, orientować się czym teraz interesuje się młodzież, ta młodsza jak i ta starsza. Nie oznacza to jednak, że wszystkie czytam. Nie. Wybieram tylko te, które mnie zainteresują. W większości jednak korzystam z lektur przeznaczonych dla najmłodszych i młodszych nastolatków, choćby dlatego, by znaleźć świetne i interesujące powieści i opowiadania, które mogłyby zainteresować mojego niespełna ośmiolatka...
Pokusiłam się na serię Pas Deltory. Nie żałuję, tom pierwszy - "Puszcza Milczenia" została przeze mnie pochłonięta. Zatopiłam się w przygodzie, w historii Królestwa Deltory i jego mieszkańców. 

Kiedy umiera król i królowa królestwa Deltory, zostaje koronowany ich jedyny syn Endon. Podczas ceremonii zakłada Pas Deltory - piękny, niepowtarzalny i wyjątkowo cenny. Na co dzień znajduje się pod opieką straży w najwyższej wieży. Używany tylko podczas koronacji. Jarred - przyjaciel księcia z dzieciństwa odkrywa zło jakie czai się wewnątrz królestwa, jednak podstęp i intryga zmuszają chłopca do ucieczki z pałacu. Wtedy dowiaduje się co kryje się w miasteczku... 
Nie potrafi jednak zatrzymać zdarzeń, które nastąpią.
Nad Królestwo nadciągnie zło...
Po latach Lief, Barda i napotkana dziewczynka wyruszą by przeżyć przygodę życia, ale także by odszukać kamienie, które są cenne dla Królestwa. Nie jest to jednak takie proste...

Jestem pod wrażeniem "Puszczy Milczenia". Spodziewałam się fajnej, lekkiej powieści przygodowej dla dzieci i młodzieży, a otrzymałam świetnie napisaną historię o Królestwie Deltory, Władcy Mroku i innych napotkanych stworach. Niemniej jednak książkę się pochłania, autorka w świetny sposób przedstawia znaczenie i historię Pasa Deltory, Królestwa i jego mieszkańców. 
Tom pierwszy to przede wszystkim wprowadzenie młodego czytelnika w świat magii oraz walki dobra ze złem. Muszę się przyznać, że od początku do końca nie było czasu na nudę. Rodda dawkuje idealnie napięcie, genialnie zaciekawia i sprawia, że nie da się książeczki odłożyć. Wydarzenia ciekawią, a zakończenie powieści jest zachęcającym początkiem niesamowitej, jakże szaleńczej i obiecującej wyprawy. 
Ucieszyło mnie, że w tej książce nie ma mnóstwa fantastyki, tylko śladowe ilości.
"Puszcza Milczenia" nie zaspokoiła mojej ciekawości, z całą pewnością i pewną niecierpliwością sięgnę po kolejne tomy Pasa Deltory. Książka dla młodzieży, ale czym więcej się zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że mój osobisty ośmiolatek byłby nią zachwycony. Polecam. Świetna książka dla dzieci ciekawych, dociekliwych i jakże lubiących przygody i szalone wyprawy. 


Dziękuję Pani Kasi i Wydawnictwu Egmont :)



   



 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Obudzić szczęście...


Sarah Daly, autorka komiksów, ma dwa oblicza. Na pozór jest szczęśliwą kobietą, jednak głęboko skrywa frustrację. Nie ma odwagi mówić o niej głośno, inaczej niż bohaterka jej komiksów Shirl. Shirl, w przeciwieństwie do Sarah, jest bezkompromisowa, mówi i robi to, na co ma ochotę.

Autor: Susan Wiggs
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Wydano: maj 2011
stron : 448
seria: Powieść obyczajowa
oprawa: miękka
 


Po świetnej lekturze "A między nami ocean" zapragnęłam jeszcze raz zmierzyć się z twórczością Susan Wiggs. Ostatnio przeze mnie czytana powieść obyczajowa okazała się być napisana na poziomie. Autorka zgrabnie w fabułę wplątuję problemy życia codziennego. A któż nie lubi czytać o problemach innych, z niektórymi się utożsamić, wiele spraw można przemyśleć czy choćby wyciągnąć konkretne wnioski? Dlatego lubię powieści obyczajowe i styl jakim posługuje się Wiggs. 
Zastanawiałam się czy każda książka tej Autorki jest ciekawa i wciągająca? Pierwsze spotkanie z twórczością uważam za bardzo udane, a drugie??? 
Oj tak!

"Obudzić szczęście" to historia o Sarah Daly. Na co dzień jest znaną autorką komiksów i spokojną, uległą żoną. Dla męża zostawiła całą swoją przeszłość, rodzinne miasteczko i została w Chicago. Wpasowała się idealnie w jego grafik, w jego znajomych nie oczekując za wiele. Trwała przy mężu na dobre i złe, do czasu gdy pewnego dnia postanawia zawieźć zapracowanemu ukochanemu pizzę do pracy. Tam czeka ją niemiła niespodzianka, która odmienia jej życie. Zmienia swoje życie.
Czy jest szczęśliwa??? 
A czym jest szczęście? Dla jednych to radość z dnia, zdrowie, miłość, dla innych kariera, mąż czy dziecko. Jeszcze dla innych to tylko to co przyniesie kolejny dzień...

Susan Wiggs w swojej książce ukazuje życie pozornie szczęśliwej mężatki. Sarah ma męża przy którym trwa nawet podczas ciężkiej choroby. Wiara i leki uczyniły cuda.
Kobieta marzy o dziecku, o które usilnie się starają. Ma swoją pracę, którą kocha, znajomych, którzy wydają się być przyjaciółmi. Ale czy tego właśnie chce? Jako autorka komiksów ma drugą osobowość - Shirl - kobietę pewną siebie, wiedzącą czego chce od życia. A może gdzieś w podświadomości rysowniczki ukrywa się właśnie taka kobieta - silna, bezpośrednia i wyjątkowa!? Wkrótce będzie mogła się o tym przekonać. Wystarczy jedna chwila, jedno zdarzenie, by wszystko dookoła się zmieniło, zmienił się pogląd, nasze potrzeby czy nawet nasze życie. Żeby za łatwo nie było los potrafi na koniec spłatać figla - coby lepiej się żyło...

"Obudzić szczęście" to piękna i wzruszająca historia przy której nie ma czasu na nudę. Susan Wiggs niesamowicie dawkuje emocje, trzyma czytelnika  w niepewności, ale potrafi także zmusić do tego, by przemyśleć swoje własne życie. Czytając tę lekturę wręcz trzeba się zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem szczęśliwa???????? 
Rewelacyjna książka! Czas przy niej na pewno nie będzie stracony, wręcz przeciwnie, gdy tylko będziemy chcieli dużo z niej wywnioskujemy. Idealna lektura na zimne popołudnie z książką w jednej ręce i herbatką w drugiej... Polecam!


niedziela, 27 stycznia 2013

Jeśli czegoś nam brakuje...

Renee Vaughn, była prokurator, znalazła się na życiowym zakręcie. Jej kariera zawodowa stoi pod znakiem zapytania. Bez wahania zgadza się na pracę w agencji detektywistycznej, która podejmuje się poważnych i z pozoru beznadziejnych zadań. Jej pierwsza sprawa wydaje się dziecinnie prosta. 


Autor: Debra Webb
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Wydano: 2010
stron: 224
Seria:  Romans and Sensacja


Jeśli czegoś nam brakuje to zazwyczaj po to sięgamy. Ostatnio przeczytany thriller okazał się być erotykiem, a nie żadną sensacją. Postanowiłam jak najszybciej nadrobić i zabrać się za coś z prawdziwą sensacją. Za książkę, która nie jest długa, ale za to konkretna. Nie ma nic prostszego, bo seria Romans & Sensacja nigdy mnie nie zawiodła. Niepozorne książki, które czyta się w ciągu dwóch godzin, ale za to jakie! Nafaszerowane niebezpieczeństwem, pościgami, mordercami, nieprzewidywalnością i wszystkim tym czego oczekujemy od sensacyjek. 
Debra Webb - to dla mnie nazwisko już znane i lubiane.  Kobieta zdecydowanie potrafi tworzyć mroczną i pełną niebezpieczeństw atmosferę. 
"Zakładnicy" to książka, którą pochłonęłam w ciągu dwóch godzin. Autorka nie zawodzi, za to zaskakuje, trzyma w napięciu od samego początku do samego końca - czyli tak jak lubię.
Narkotyki, Meksyk, ucieczka i pogoń to wszystko, a nawet więcej można znaleźć w tej niepozornej książeczce.  
Na koniec, a może troszkę w trakcie trwania akcji, osładza tę gorzką pigułkę z adrenaliną - małą kropelką romansu i miłości. Idealnie dobrane dawki dają gwarancję dobrze spędzonego czasu. 
Webb ma świetne pióro, świetne pomysły, które potrafi wykorzystać. "Zakładnicy" to był strzał w dziesiątkę. Chciałam szybką i dobrą sensację i takową znalazłam. Webb jednak nie zawodzi! 
Polecam.

Inne opinie o książkach Debry Webb - TUTAJ 
Inne opinie o książkach z serii  Romans & Sensacja - TUTAJ


 
Przeczytana w ramach Wyzwania "Z półki 2013"




Miało być...

No miało i nie ma...
Miało być o naszym - moim i Młodego wypadzie do kina.
Zapowiadało się fajnie i ciekawie :)

zdjęcie z tego miejsca - klik



Pojechaliśmy a jakże!
Zaparkowałam.
Poszliśmy kawałeczek pod kino i co?
I nic...
Na drzwiach kartka głosząca o awarii czegoś tam...
Szkoda.
Szkoda, że w necie nikt nie zamieścił żadnej informacji...
Mam nadzieję, że jeszcze zdążymy zobaczyć zanim coś innego wprowadzą w nowości...
Zdarza się.
Dziecko rozczarowane, ja chyba nieco też :(
A może już ktoś obejrzał???
Warto się wybrać???

Miłej niedzieli :)
Może poleci jakaś opinia jeszcze jak znajdę czas :)






sobota, 26 stycznia 2013

Tak króciutko...

W Hotelu Transylvania potwory mogą odpocząć z daleka od ciekawskich ludzkich oczu. Gospodarzami hotelu są Hrabia Dracula oraz jego 118-letnia córka Mavis, zachowująca się dokładnie tak, jak inne nastolatki. Kiedy Mavis łamie świętą zasadę potworów polegającą na unikaniu kontaktów z ludźmi, wprowadza tym samym w ruch łańcuch wydarzeń, które zagrażają hotelowi Transylwania i egzystencji potworów. (Opis i plakat z filmweb)


Wybraliśmy się.
Kino nie pękało w szwach...
Bajka...jak bajka, choć dla mniejszych dzieci mało zrozumiała, czasem czułam jak Miłosza wciskał strach w fotel, a niby duży facet ;) 
Drugi raz oglądać nie chce :) Chyba poszedł w ślady mamy i nie pała jakąś szczególną sympatią i zachwytem do wampirów i tego typu... żyjątek ;)
Straszny, wesoły, czasem robiący się nudny...ale był to fajny wypad rodzinny do kina :)
Nic więcej nie przychodzi mi do głowy :)
Chcecie to zabierajcie pociechy i idźcie się trochę rozerwać :)
Może Was bardziej zainteresuje, zabawi i rozweseli :)
A może już ktoś był? Oglądał?
 

Bo modne??? Bez znaczenia...

Żona wziętego prawnika i matka dwójki dzieci wdaje się w płomienny romans z tajemniczym biznesmenem. Nieoczekiwanie rozbudzona namiętność przywołuje niechciane wspomnienia i prowadzi do dramatycznego finału w mrocznym świecie wielkiego biznesu.

Autor: Ilona Felicjańska
Wydawnictwo: AKURAT
Wydano: styczeń 2013
stron: 304
Oprawa: miękka


Mam problem z zebraniem myśli. Niestety.
Kiedy usłyszałam, przeczytałam o tym, że ukażę się kolejna powieść erotyczna, pomyślałam...czemu nie!? Nie krytykuje tego, bo i dlaczego? Nastała moda na erotyki, niech będzie! Wcześniej były wampiry, paranormale i co tam jeszcze... teraz erotyki - dobra! Szczególnego porównania do innych nie mam, zresztą nie mam zamiaru do niczego przyrównywać, mam ochotę podzielić się tylko swoją opinią o książce, którą napisała znana celebrytka. Nie będzie to jakiś wywód, ale tylko moje odczucia.
Do pewnego momentu wahałam się czy kupić książkę, ulec reklamie i przeczytać. Opis zachęcał, napis: thriller erotyczny nęcił, ale ostatecznie przekonał mnie pewien Autor, którego cenię, lubie i szanuję. 

Ilona Felicjańska opisuje wspomnienia, codzienność i otoczenie Anny. Anna jest żoną i matką. Pracuję w jednym z większych wydawnictw. Ceni i lubi swoją pracę, kocha dzieci i męża. Ideał żony i matki... Jednak na pewnym przyjęciu poznaje uroczego, tajemniczego i niesamowicie pociągającego biznesmena. 
Z idealnej żony staje się kochanką doskonałą. Ukradkowe spotkania, "służbowe" coraz częstsze wyjazdy, nocowanie poza domem - staje się to normą. Kobieta staje się w pewien sposób uzależniona od tajemniczego Oskara... nie spodziewa się jednak takiego finału...

"Wszystkie odcienie czerni" z pewnością należy do tych książek, które dobrze i szybko się czyta. Gdy już przeczytałam, doszłam do wniosku, że być może dlatego, że czekałam, kiedy wreszcie akcja się zacznie. Napis thriller erotyczny zobowiązuje, obiecuje niebezpieczeństwo, dreszcz emocji, niepewność napięcie, owszem, Felicjańska emocje i dreszcze zapewniła, ale generalnie tylko erotyczne, a może aż erotyczne. Erotyku nie brakuje, jest mnóstwo seksu, mało uczuć i trochę emocji... Moim zdaniem książka powinna być opisana inaczej: dobry erotyk z maleńką domieszką thrillera...

Nie mówię, że książka jest zła. Czyta się szybko i dobrze, można odnaleźć wiele podobieństw ze świata celebrytów, polityków, afer, które kiedyś rządziły mediami. Autorka ukazuje świat, który dla nas, zwyczajnych ludzi jest mało dostępny, a z jej punktu widzenia, obserwacji, jest skupiskiem chamstwa, bogactwa i manipulacji. Pokazuje świat wykreowany przez manipulatorów i media...

Uważam, że nie straciłam czasu czytając "Wszystkie odcienie czerni", rozczarowana jestem wątkiem sensacyjnym, na który musiałam się naczekać brnąc przez wszystkie sceny łóżkowe (nie tylko) i wszelakie wspomnienia Anny. Po skończeniu książki pomyślałam, że może gdyby ostatnie 50 stron było pierwszymi 50 stronami byłoby znacznie ciekawiej... Książka nie jest zła, ale też nie należy do takich, które trzeba przeczytać.

Czy polecam? Nie wiem. Każdy musi zdecydować sam, czy chce przeczytać powieść erotyczną, z maleńką wstawką afery w środowisku farmaceutycznym. Z całą pewnością książka jest przeznaczona dla czytelników pełnoletnich. 



Wyzwanie: Polacy nie gęsi...