Strony

środa, 31 sierpnia 2011

Przywraca wiarę w dobrych ludzi, w nas samych i w dobre zakończenia...

Gródek to wieś pachnąca rozgrzanymi przez słońce ziołami. Miejsce małych radości i niewielkich smutków, spokojne i harmonijne, gdzie czas odmierzają msze w kościele i wieczorne dysputy w barze. Ludzie żyją z dnia na dzień, a ksiądz może więcej niż wójt. Ten trwający od lat porządek burzy śmierć starego proboszcza. Do Gródka musi przyjść ktoś nowy!


Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2011
stron :366

Z pewnością nie będzie to recenzja, nawet nic zbliżonego... Będzie to "laurka", którą otrzyma Maciej Grabski! Napisał rewelacyjną powieść, którą pochłonęłam. Trudno uwierzyć, że jest to debiut - genialny debiut!!!
Po debiuty sięgam zdecydowanie i często, lubię od zawsze. Zaczynam od pierwszej książki, jeśli ma to "coś" kupuje kolejne, tym sposobem powiększam grono pisarek i pisarzy. Autorów szanuję, podziwiam , a także  namiętnie kolekcjonuję i czytam ich powieści. Z pewnością Maciej Grabski poszerzył to grono, jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności i stylu pisarskiego, który w żaden sposób nie "pachnie" debiutem!!! Podziwiam ogromny talent. 


Polubiłam Gródek, małą wieś gdzieś na odludziu. Ludzie jak wszędzie, wyrywni, złośliwi i obmawiających innych, lecz gdy zachodzi konieczność są jedną wielką jednością skorą  do pomocy. Tylko podziwiać. Niestety ja nie dostrzegam czegoś podobnego w moim regionie. Być może to już nie te czasy, być może już nie to pokolenie, a może nie to miejsce...tego się już nie dowiem. Jedno wiem, chcę tam wrócić, i choć jest to tylko podróż w karty powieści z przyjemnością i ogromną ochotą ją odbędę. Najszybciej jak się da!!! 
Polubiłam mieszkańców, polubiłam proboszcza, polubiłam Dzikuska, ale przede wszystkim polubiłam to urocze malownicze miejsce z 500-letnim kościółkiem na czele. 


Podziwiam Autora za odwagę i prawdziwość. Choć nie jestem w stanie pamiętać lat 70-tych, czytałam powieść jednym tchem, chłonąc wszystko i zastanawiając się jakby to było, gdyby wielu ludzi nauczonych luksusu, dobrobytu musiało sobie poradzić w sytuacji mieszkańców Gródka? Czy daliby radę? Czy wielu z nich wróciłaby wiara w Boga  i drugiego człowieka???? Odnaleźliby właściwą drogę? Nie wiem i nie dociekam, jednak nie byłoby to łatwe...


"Ksiądz Rafał" to świetna powieść, której było żal odłożyć, prosta, ale jednocześnie bardzo bezpośrednia. To mi się wręcz bardzo podobało, tak samo jak styl, świetne opisy i opisane sytuacje. Pan Maciej stworzył wręcz realne postaci wielopokoleniowe, o różnych charakterach, a niektóre z nich wręcz zaskakujące. Nie zapomina też z pewnością o swojej miłości do muzyki i zwierząt, którą świetnie ulokował na kartach powieści.Choć książka nie należy do najdłuższych to i tak autor zadbał o to, by czytelnik się nie nudził,bo w Gródku się działo...

Cieszę się, że Maciej Grabski ma wspaniałe osoby koło siebie, które namówiły go do napisania książki. To była właściwa decyzja, bo nie tylko ja polubiłam Gródek,  duszpasterza, ale także wszystkich mieszkańców, wiele osób zachwyca się powieścią, teraz rozumiem dlaczego...
Żałuję tylko, że książka długo czekała na swoją kolej, to był błąd! Ogromny błąd!!!!



*****************


Wszystkim BLOGEROM w dniu ich święta życzę wielu wspaniałych dni, postów i odwiedzających :)


Wiem, powinnam dać linki, do ulubionych blogów recenzenckich, ale takowe można znaleźć u mnie z lewej strony :)
Nie będę kopiować :)
Zaproponuję ciut inne blogi, które odwiedzam :)




a także Rodzynek :)

wtorek, 30 sierpnia 2011

ABC ... Katarzyny Michalak

Pomysł i realizacja.
Sam pomysł zrodził się bardzo spontanicznie. Postanowiłam zrobić na blogu coś nowego i szalonego , nie wiem czy uda mi się zaprosić autorki i autorów do zabawy w wyznania, czas pokaże...

ABC to zabawa w skojarzenia, poproszę autorów i autorki o ich tajemnice, wyznania, pierwszą myśl :o)
Mam nadzieję, że do wszystkiego podejdą z humorem :o)
Początki są trudne, dlatego zaprosiłam osobę, która chyba nie potrafi mojej skromnej osobie odmówić. Żeby nie było mi przykro, zgodziła się na ten eksperyment :o)

Katarzyny Michalak  nie trzeba zbytnio przedstawiać, większość zaglądających tu osób z pewnością nie raz o niej czytało. Katarzyna to mieszkanka Urli City, mama dwóch synów, opiekunka wszelakich zwierząt. Właścicielka małego wymarzonego domku bez łap.
Autorka wielu książek.
Do tej pory ukazały się:
2007- "Gra o Ferrin"
2008 - "Poczekajka"
2009 - "Zachcianek"
2010 - "Zmyślona"
2010 - "Rok w Poziomce"  
2011 - "Lato w Jagódce"
2011 - "Sklepik z Niespodzianką. Bogusia"
2011 - "Sekretnik"

Strona Katarzyny Michalak - KLIK

********

Czas na zabawę:

ABC... Katarzyny Michalak :)
 
Poproszę pierwsze skojarzenia z wyrazami:

Anioły - Anael, to moje pierwsze skojarzenie, Anioł Miłości, który dał imię najulubieńszej bohaterce moich opowieści, Anaeli
Bóg - boję się, oj boję. Staram się mieć z Nim dobre relacje, ale bywa różnie. Mam nadzieję, że gdy przyjedzie co do czego, Bóg przy mnie będzie.
Charakter - mam. Rodzina uważa, że trudny, przyjaciele twierdzą, że cudowny. I komu wierzyć?
Dom - zawsze przez duże D. Miejsce-azyl, miejsce-bezpieczna przystań. Mam to szczęście, że wreszcie mieszkam w pięknym, kochanym, spokojnym Domu, do którego zawsze wracam jak na skrzydłach.
Ekologia - ważna, ale bez przegięć. Uprawiam taką "codzienną" ekologię: staram się nie używać plastikowych torebek i butelek, nie wylewam chemii do przydomowej oczyszczalni (trochę z ekologizmu, trochę z egozimu: bakterie by mi zdechły), uważam jednak, że to nie zwykły zjadacz chleba niszczy naszą Ziemię, a przemysł państw tzw. wysoko rozwiniętych, produkujący tony sprzętu, broni, samochodów, paliw dla garstki bogatych.
Fantazja - mam ci ją, oj mam. Czasem sama się dziwię, skąd biorą mi się pomysły do kolejnych książek. Od najmłodszych lat potrafiłam wymyślać historie, a do niesamowitych zabaw wystarczyły czasem... metalowe wióry z wysypiska i szpulka nici, zastępująca pieska.
Gra - oczywiście Gra o Ferrin, książka, która zmieniła wszystko. Do niedawna najważniejsza, teraz Grę o Ferrin zdetronizowała powieść mego życia (w pisaniu) pt. "Miasto Aniołów'44".
Hobby - hobby stało się moją pracą, a praca pozostała hobby, jest absolutnie cudowne i życzę, by każdy znalazł coś takiego dla siebie. Gdy zastanowię się, co jeszcze jest moim hobby... pasjonuje mnie produkcja (teledysk poczekajkowy był niesamowitym przeżyciem) i "rzeźbienie" okładek do moich książek. Bardzo to lubię, ale to też łączy się z moją pracą!
Inteligencja - 10/10 tyle punktów daję inteligencji w moim prywatnym rankingu najbardziej pożądanych cech. Ex equo: uczciwość, empatia, siła woli, poczucie humoru. 
Jadłospis - mogę prosić następne pytanie? ;) Od zawsze jem "nieregularnie", co często oznacza śniadanio/obiado/kolację o dziwnych porach. Do niedawna takie odżywianie mi służyło, byłam szczupła i wiotka, teraz... cóż, też mi służy, tylko odwrotnie.
Krytyka - nie lubię, bardzo się nią przejmuję i boli mnie każde złe słowo. Nie dotyczy to krytyki "przyjaznej", choćby nie wiem jak druzgocącej, od moich zaufanych recenzentek, które są pierwszymi czytelniczkami powieści. Wiem, że każda ich uwaga, nawet bolesna, służy książce i przyjmuję je z ogromną wdzięcznością i pokorą.
Literatura - swego czasu byłam pożeraczką książek. W szkolnej bibliotece czytałam "półkami", czyli wszystko, po kolei, co stało na półce. Tak "zaliczyłam" fantastykę, literaturę polską i obcą. Ile ja w życiu książek przeczytałam! Dziś więcej piszę, niż czytam, ale tamto doświadczenie miało ogromny wpływ na moją twórczość. Mam takie powiedzenie: pisarz jest tym lepszy im więcej książek przeczytał, a nie napisał.
Łzy - płakałam kiedyś, dużo... bardzo... Teraz na szczęście jestem szczęśliwa i już zapomniałam jak gorzki mają smak.
Marzenia - och... gdy tylko wydaje mi się, że spełniłam już wszystkie, bo czego więcej można pragnąć, niż cudownych, kochanych dzieci, zdrowia, ślicznego miejsca do życia i wspaniałej pracy, pojawiają się nowe. Teraz marzę o tym, by "Miasto Aniołów'44" spełniło pokładane w nim nadzieje.
Nagrody - nie dostałam żadnej! Czuję się niedoceniona... ;) Tak naprawdę nagrody dostaję codziennie: są to dobre słowa od Czytelniczek i wspaniałe maile. Nic innego się dla mnie nie liczy. W życiu prywatnym zaś największą nagrodą jest dla mnie synek Patryczek.
Opinie - mówić dobrze, albo wcale - to moje credo. Nie uznaję jednak "prawdy aż do bólu", uważam ją za zwykły sadyzm. Skoro można przemilczeć, po co kogoś ranić?
Przyjaźń - bardzo, bardzo cenię moich Przyjaciół. Nie mam ich zbyt wielu, ale są zaufani i sprawdzeni. Mogę nie widzieć ich latami, lecz jestem, gdy przyjaciel mnie potrzebuje i wzajemnie.
Rodzina - marzyłam o mężu i dwójce dzieci, a mam dwójkę dzieci. Wszystko jednak przede mną!
Seks - tu musiałam się uśmiechnąć, bo pamięć podsuwa mi najzabawniejszy seks w moim życiu, seks, którego nie było. Lata temu poznałam fantastycznego faceta, który miał cudowne poczucie humoru. Dodam, że był niesamowicie inteligenty, a i wyglądał też niczego sobie. Zakochaliśmy się w sobie nieprzytomnie. Gdy przyszło co do czego... zaczęliśmy się tak śmiać (zabijcie, ale nie przypominam sobie dlaczego), że... nic z tego nie wyszło. Prześmialiśmy nasz pierwszy raz. Na szczęście nie ostatni. ;)
Temperament - jestem ponoć uosobieniem spokoju. "Kasia jest taka spooookoooojna". Do czasu. Niejednego zdziwiło, gdy ta słodka, subtelna Kasia wybuchnęła gniewem. I przeraziło. Wyprowadzona z równowagi zmieniam się w prawdziwą furię.
Uczucia - tylko pozytywne. Te cenię ponad wszystko: radość, nadzieja, wiara, miłość, przyjaźń, spokój, bezpieczeństwo, zaufanie, mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Dobre uczucia sprawiają, że chce się żyć. By być nimi otoczona staram się nie oglądać TV i nie czytać wiadomości. O wojnie i podwyżce podatków zawsze się dowiem.
Wady - mam. Staram się jednak tak żyć, by co rano móc spojrzeć bez wstydu w lustro i powiedzieć: Kasiu, mimo wszystko jesteś okej.
Zdrada - nie do wybaczenia.
Życie - jest piękne, ludzie dobrzy, a świat ciekawy.

Dziękuję Sabince za zaproszenie mnie do tej zabawy. Pozwoliła mi ona zastanowić się nad sobą i moimi wartościami. Jestem też zaszczycona, że inauguruję Sabinkowe ABC... Mam nadzieję, że Czytelniczki poznały mnie dzięki pytaniom i odpowiedziom nieco lepiej.
Serdeczności Poziomkowe.
Kejt Em

A teraz niespodzianka :o)

Kasia M ze swoją ukochaną babcią - 41 lat temu...

Ze starszym synkiem Andrzejem - 12 lat minęło...
Z młodszym synusiem - Patryczkiem - 2 tygodnie temu...




Autorce Kasi bardzo serdecznie dziękuję za udział w zabawie, kolejny gość mam nadzieję, już we wrześniu...
Zapraszam

niedziela, 28 sierpnia 2011

Popołudnie spędzone w Zatoce Cedrów


Zatoka Cedrów
Cedar Cove to malownicze miasteczko nieopodal Seattle. Mieszkańcy kochają się, zdradzają, nienawidzą się i rozchodzą jak wszędzie na świecie. Mają swoje historie, swoje sekrety. Tylko że tutaj nikt nie jest anonimowy. Ktoś zawsze pomoże ci rozwiązać problem, nawet gdy tego nie chcesz…



Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Wydano: 2011
stron : 336





Po książki Debbie Macomber sięgam z ogromną przyjemnością. Wiem, że przy każdej wybranej powieści spędzę miłe godziny, w bardzo dobrej i przyjaznej atmosferze, ale także z pewnością w najpiękniejszych zakątkach Stanów Zjednoczonych. 
Nie mogłam się doczekać kiedy pojawią się dalsze losy mieszkańców uroczego i jakże malowniczego miejsca zwanego Zatoką Cedrów. Lubię spędzać wolny czas, zatapiając się w lekturze, zapominając o realnym świecie, chętnie przenoszę się do miasteczka nieopodal Seattle. Mieszkańców miałam okazję poznać już w poprzednich powieściach Debbie Macomber - "Hotel na rozdrożu" oraz "Spokojna przystań", książki wspominam bardzo miło. Z ogromną radością i z nutką nostalgii powróciłam do Cedar Cove, z przyjemnością sięgnęłam po powieść zatytułowaną "Wiktoriańska herbaciarnia". Na ogromne brawa, a także wielkie uznanie zasługuje grafik okładki - Kuba Magierowski. Genialne wykonanie, które nie pozwala oderwać oczu od przepięknie dobranych elementów, a także barw.


Zawitałam do Cedar Cove. Odwiedziłam urocze i znane już mi miejsca, z cudownymi widokami, autorka nie oszczędzała na pięknych opisach przyrody. Odwiedziłam tak dobrze znane mi już osoby. Muszę przyznać, że wiele się wydarzyło od mojej ostatniej wizyty...
Restauracja "Latarnia morska" uległa całkowitemu spaleniu, zostały zgliszcza, Justine i Seth Gunderson są w kłopotliwej sytuacji. Czas ucieka, oboje pozostają bez pracy, okazuje się też, że restauracja została podpalona, poszukiwania podpalacza trwają, a oni z dnia na dzień oddalają się od siebie. Setha cała sytuacja przerasta, a Justine ma niesamowity pomysł, tylko czy uda się go zrealizować ???Czy okażę się kto jest winnym podpalenia? Jak poradzą sobie z ratowaniem małżeństwa i własnych uczuć?
Głównym podejrzanym jest były pracownik restauracji - Anson. Chłopak znika, jedyną osobą, która mu ufa i wierzy w niewinność jest jego dziewczyna Allison Cox. Czy uda się jej oczyścić z zarzutów Ansona?? Czy jej wiara w jego niewinność wytrzyma, jeśli wszyscy sądzą, ze chłopak jest winny???
Cecilia i Ian są szczęśliwi i wychowują Aarona, niestety i ich dogonią kłopoty, podobnie jak Linette i Cala. 
Zajrzałam też do salonu kosmetyczno - fryzjerskiego, gdzie czekały mnie miłe niespodzianki, jak i w domu Maryellen i Jona, którzy spodziewają się kolejnego dziecka. 
Generalnie spędziłam cudowny czas w Zatoce Cedrów.



Debbie Macomber w "Wiktoriańskiej herbaciarni" postanowiła swoim bohaterom zmienić życie, jednym na lepsze, drugim na gorsze, czasem wystarczyło niektórymi wstrząsnąć, by się opamiętali, jeszcze innych postanowiła uszczęśliwić. Jak nie lubić autorki? Jak nie pokochać mieszkańców Zatoki Cedrów, do których z książki na książkę co raz bardziej się przywiązuję, czekam z niecierpliwością na nowe wieści, bądź samą wizytę w miasteczku.
Autorka choć napisała powieść obyczajową, nie zapomniała o bardzo ważnych i trudnych tematach. Zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz, mianowicie na to, że miłość, zaufanie i rozmowa są bardzo ważnym elementem naszego szczęśliwego, ale zarazem wspólnego życia. Bez tych i innych cech małżonkowie oddalają się od siebie, powstają niedomówienia, jedna choćby najmniejsza, ale szczera rozmowa może zmienić nasze życie. Praca nie jest najlepszym schronieniem przed problemami. Czasem wystarczy kilka, za to bardzo ważnych słów. Warto też wybaczać, choć nie jest to z pewnością łatwe, jednak z czasem można spróbować...

Debbie Macomber w swoich dziełach nie zapomina o zwierzętach, jej książki są przepełnione miłością i szacunkiem do zwierząt. W "Wiktoriańskiej herbaciarni" również przypomina swoim czytelnikom o dobroci i miłości dla zwierząt, że warto pewne uczucia okazać swoim małym czworonożnym domownikom. Oddają je z wzmożoną siłą. Podobał mi się wątek Cala, który postanowił jako wolontariusz wyruszyć do Wyoming, by ratować dzikie mustangi. Uwielbia konie, ma z nimi wspaniały kontakt, nie potrafił przejść obojętnie koło rzezi,  na jaką były skazane te cudowne dzikie konie. 


Cieszę się ogromnie, że powstała kolejna część Zatoki Cedrów. Spędziłam tam bardzo miło czas, polecam głównie miłośnikom małych, jednak uroczych miasteczek, które zamieszkują zwyczajni ludzie, borykający się ze zwyczajnymi problemami dnia codziennego. Z pewnością książka zainteresuje też miłośników zwierząt i przepięknych pejzaży, a także osoby, które już choć raz odwiedziły to malownicze miejsce. Polecam !!!



Polecam też:
"Hotel na rozdrożu" oraz "Spokojna przystań"

Pani Moniko - BARDZO dziękuję :o*

sobota, 27 sierpnia 2011

Wampiry i wampiry, pełno ich ...

Wampiry wcale nie są złe!
Pewnego dnia w dziwnym, starym domu, w miasteczku Wampirzyce, na uboczu, zamieszkał siedmioletni Kazio wraz z zabieganą mamą, z tatą artystą malarzem, z nieznośną starszą siostrą i młodszym bratem wiercipiętą. Jamnik Wampir też jest tu bardzo istotny.
Kazio, jak to Kazio - był ciekawski.


Wydawnictwo: Wilga
Wydano: 2011
stron : 80

Do tej pory nie czytałam dziecku, ani też sobie żadnej książki Iwony Czarkowskiej. Postanowiłam zapoznać się z twórczością tej autorki, mój i synka wybór padł na "czerwoniastą"  książeczkę -"Kazio i skrzynia pełna wampirów". Choć mój syn miał sporo obaw co do krwiożerczych wampirów, dał się namówić. O dziwo z przyjemnością i uśmiechem wysłuchał całej historii Kazia. 


Kaziu to chłopczyk niezwykle ciekawski, wszystkim się interesuje, czasem bywa "zakręcony". Jak tu nie być takim, gdy tata jest artystą, mama wiecznie zabiegana, siostra jest nieznośną kobietką, a brat Staś wiercipiętą, na dodatek pies - Wampirem. Cała rodzina przeprowadza się do nowego domu, o którym krążą różne plotki. Kazio ze swoim wścibskim charakterem odkrywa wiele różnych, interesujących  rzeczy. Najpierw znalazł sztuczną szczękę, potem przeszukał strych pełen kurzu, zdechłych much, pogniecionych kartonów i połamanych krzeseł. Potem jeszcze zajrzał do starego zegara i znalazł tam... przeczytajcie sami :)

Iwona Czarkowska wymyśliła niesamowitą historię pełną wampirów, czosnku i koloru czerwonego, jednak nawet czosnek nie był w stanie nas odstraszyć, nie wspominając już o wujku Draculi. Choć autorka nie ułatwiła zadania dzieciom wprowadzając trudne imiona to i tak moje dziecię było zachwycone. Wesoła książeczka, która bawi, lekko straszy i pachnie czosnkiem, to z pewnością obowiązkowa lektura dla dzieci powyżej 6 roku życia. Nam się podobało i  z pewnością sięgniemy po drugą część przygód Kazia.
Rewelacyjnym dodatkiem jest grafika. Ilustracje wykonane przez Olgę Reszelską zasługują na ogromne brawa, idealnie wkomponowały się w treść opowiadania.

Iwona Czarkowska swoją książkę "Kazio i skrzynia pełna wampirów" poleca dzieciom od siedmiu lat, jestem przekonana, ba, mam pewność, że zainteresuje już wścibskie i ciekawskie, jak Kazio sześciolatki. Polecam tez rodzicom i nastolatkom, z pewnością nie będą się nudzili.

 

Szlakiem wielkopolskich morderstw...

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE
Festyn archeologiczny w Biskupinie co roku przyciąga tłumy. Antropolog Ewa Zakrzewska właśnie tutaj zamierza spędzić urlop. Detektywa Krzysztofa Sobolewskiego sprowadza do Biskupina warszawskie śledztwo. Nie spodziewają się, że łużycka osada stanie się miejscem zbrodni. Jednak w szuwarach nad pobliskim jeziorem znalezione zostaje ciało Jakuba Mroka – mistrza złotnictwa, specjalisty od dawnej biżuterii i doskonałego fałszerza.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydano: 2011
stron : 294


Opis z okładki zachęcił mnie wystarczająco, by zdecydowanie i jak najszybciej sięgnąć po "Śmiertelne zlecenie". Zachęciło mnie głównie to, że akcja książki dzieje się w Wielkopolsce, w miejscach mi znanych i bardzo lubianych. Nie mogłam odmówić sobie takiej przyjemności, a zarazem wyprawy, choćby literackiej w tak urokliwe miejsca jak Biskupin czy też blisko mnie pięknie położony i urokliwy Gołuchów. Jednak zdecydowanie i z pewnością Katarzyna Rygiel pokusiła mnie  festynem archeologicznym, na który wybieram się i wybrać nie mogę. Cieszę się, że choć kilka opisów z festynu się trafiło, aż nie trafił się ...trup!


Antropolog Ewa Zakrzewska postanowiła swój urlop spędzić wśród dawnych znajomych, których z pewnością spotka na corocznym festynie archeologicznym w Biskupinie. Biskupin znany jest głównie z wykopalisk dotyczących kultury łużyckiej oraz wielkich wrześniowych festynów archeologicznych wabiących tłumy odwiedzających. Krzysztofa Sobolewskiego w to miejsce i w tym samym czasie co Ewę wysyła warszawska policja, by zajął się obserwacją i poszukał powiązań z pewnym warszawskim morderstwem. 
Nie jest tym faktem zachwycony. Ewa podczas swojego pobytu w osadzie odświeża znajomość z Jakubem Mrokiem, rewelacyjnym artystą - złotnikiem, a z drugiej strony najlepszym fałszerzem jakiego świat widział. Przypadkiem wpada też na swojego byłego męża, handlarza dziełami sztuki. Nie jest tym faktem zachwycona, niestety z dnia na dzień jest jeszcze gorzej, gdy zostaje znalezione ciało Mroka, ślady prowadzą do Tomasza, eks męża antropolożki, a także do pewnego strażnika gołuchowskiego zamku. Sprawy nabierają niesamowitego tempa...


Katarzyna Rygiel stworzyła świetną powieść kryminalną. Nie jest ona przepełniona okrutnymi scenami, choć trupów nie brakuje, nie są one jakoś szczegółowo i brutalnie opisywane, ale generalnie powieść trzyma w napięciu. Akcja powieści rozgrywa się w pięknych zakątkach Wielkopolski godnych polecenia i zwiedzenia.  Choć okoliczności nie tworzyły przyjemnej atmosfery, raczej pokazały te miejsca od tej złej, sensacyjnej strony, to i tak miło było poczytać o swoim najbliższym regionie. 
Autorka ma bardzo dobre pióro, które zdecydowanie potrafi wykorzystać, książka niezwykle wciągająca, niestety nie dało jej się odłożyć na później. W powieści można znaleźć szczątkowe i bardzo ciekawe  informacje dotyczące archeologi, wykopalisk czy choćby osady biskupińskiej. Katarzyna Rygiel zawarła też nieco historii za którą nie przepadam, jednak o dziwo wcale mnie tu nie przeszkadzała. Z przyjemnością powróciłam do Biskupina, Pleszewa, Gołuchowa czy też Kalisza. Może kiedyś doczekam się od Pani Rygiel powieści, której akcja toczy się w najstarszym mieście polski - Kaliszu.
Póki co pozostaje mi zapoznać się z pozostałymi dziełami Katarzyny Rygiel, zrobię to z ogromną ciekawością i wielką przyjemnością.


Jeśli ktoś szuka ciekawego i lekkiego kryminału, owianego nutką tajemniczości, wielką dawką niepewności, a także odrobiną miłości i zazdrości to z pewnością i zdecydowanie powinien sięgnąć po "Śmiertelne zlecenie". Polecam.






piątek, 26 sierpnia 2011

Rok za nami...

20 sierpnia 2010 przybył do nas nowy domownik :) Na początku nie było lekko, dla nas był to nie lada wyczyn by sprostać, przyzwyczaić się i pokochać tego małego czworonoga, choć ostatnie było najprostsze, nie dało się go nie kochać :)
Musieliśmy przyzwyczaić się do wielu dla nas nowych rzeczy, nabyć kilka sprzętów, jednak największym zaskoczeniem była miłość kota do Miłosza!!!Ze wzajemnością !
Miłość taka, że podczas naszego wyjazdu, choć miał najwspanialszą opiekę tęsknił, nie jadł, nie spał ....

O  to nasz Hinduś :)

















czwartek, 25 sierpnia 2011

Wracałam do domu, słysząc za plecami drwiący chichot losu...

Joanna jest młoda, niezależna, a w pracy rywalizuje tylko z najlepszymi. Tę odrobinę wolnego czasu, który jej pozostaje dzieli między grono wiernych, trochę zwariowanych przyjaciółek, a Marka. Od czasu do czasu. Bez zobowiązań. Czego chcieć więcej od życia?


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydano: 2011
stron : 270



Co mnie skłoniło do przeczytania książki??? Z pewnością czysta ciekawość, ale także chęć porównania książki z serialem. Na oglądanie serialu namówił mnie mąż, przyznaje oglądałam lepsze, postanowiłam sprawdzić czy książka jest warta przeczytania...

Hanka Lemańska stworzyła piękną, a zarazem trudną historię młodej i zapracowanej kobiety - Joanny. Kobieta większość czasu spędza w firmie, która wymaga od swoich pracowników zaangażowania nawet kosztem własnych rodzin i przyjaciół. Joanna od 5 lat sobotnie wieczory spędza z Markiem, uważają, że taki układ im odpowiada, bez zobowiązań i planów na przyszłość. "Alergiczka" na koty i dzieci. Żyje w swoim wyjątkowo szybkim tempie. Jednak los ma inne plany co do osoby Joanny, stawia na jej drodze dwoje dzieci i kota...


"Chichot losu" czyta się niezwykle szybko i z ogromną przyjemnością. Choć książka należy do przewidywalnych, to i tak z ogromną przyjemnością przeczytałam ją od deski do deski, a raczej od pierwszej do ostatniej strony. Los zadrwił z Joanny, ale czy my mamy pewność, że pewnego pięknego, ba nawet słonecznego dnia nie postanowi zadrwić z nas??? Być może zmieni plany co do naszego życia, nigdy nic nie wiadomo. Może postawi na naszej drodze małego człowieka? Może zwierzątko. Być może postanowi zamiast nas i zakład pracy postanowi zrezygnować ze swojego pracownika i co wtedy? Co dalej???
Joanna krok po kroku przekonała się, że wcale nie jest uczulona na dzieci, ani na koty. Mało tego jej  decyzje, choć odwracają dotychczasowe życie do góry nogami to i tak czuje się szczęśliwa. Może więc warto czasem losowi dopomóc i nie dać mu szansy na drwienie z nas.
"Wracałam do domu, słysząc za plecami drwiący chichot losu..."

 Hanka Lemańska napisała bardzo dobrą powieść, dlatego uważam, że jak najbardziej powieść powinna wędrować dalej, głównie do tych, którzy wierzą w to, iż los może sprawić więcej niż nam się wydaje...
"Chichot  losu" zdecydowanie bardziej podobał mi się w słowie pisanym niż wersja "serialowa". Zdecydowanie polecam książkę.


Za możliwość przeczytania dziękuję WŁÓCZYKIJCE oraz wydawnictwu Zysk i spółka.


środa, 24 sierpnia 2011

Stosik jeszcze wakacyjny

i dedykowany zmuszającej mnie Lenie !!!!

No to lecimy :)

W różowościach od autorki "Przepis na torcik orzechowo - bezowy" - dziękuję Pani Kasi i Pani Agnieszce :)

Od góry:
Od Wydawnictwa MIRA i oczywiście Pani Moniki - za co ogromnie dziękuję, za książki, przechowanie i za całą resztę :O)
1,2 romanse na ciężkie dni ;O)
3. "Po drugiej stronie" D. Palmer
4. "Wiktoriańska herbaciarnia" D. Macomber
5. "Arystokraci" N. Roberts

Wygrane ostatnio książki :
1. "Śmiertelne zlecenie" K. Rygiel - ogromnie mnie ciekawi, bo akcja ma się dziać ...
2. " Port Mungo" P. McGrath

Książki dla dzieci:

Od Wydawnictwa Skrzat i oczywiście Pana Łukasza ;O) - dziękujemy !


Od Pani Kornelii z Wydawnictwa Zielona Sowa - dziękujemy !!!


Od Pani Agaty z Wydawnictwa Wilga - dziękujemy bardzo !


Mam nadzieję, że wpadnę już w normalny rytm, ogarnę co mam ogarnąć, a moje lenistwo odejdzie razem z kończącymi się wakacjami...

Babska paplanina...

Czterdziestokilkuletnia Iza wikła się w romans z żonatym mężczyzną. Decyzja na pierwszy rzut oka nie wydaje się odpowiedzialna, ale… Grzegorz jest fajny, przystojny, a jego małżeństwo to fikcja. Bohaterka – pierwszy raz w życiu – postanawia walczyć o swoje. Tyle że wybranek nie wykazuje się nadmierną odwagą w sprawie poinformowania małżonki o swojej nowej partnerce… Izę wspierają koleżanki, z którymi odnowiła znajomość po latach. Wśród nich są: projektantka mody – singielka wbrew własnej woli, redaktorka radiowa, przedszkolanka, niepracująca żona marynarza oraz kobieta-cudak – humanistka, która robi karierę w… banku. Co w sprawach sercowych niezawodne przyjaciółki doradzą nie zawsze roztropnej Izie?


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydano: 2011
stron : 592

Macie szalone przyjaciółki ??? Posiadacie zwariowane koleżanki??? A może fajnego kolegę? Nie? To nic straconego, zawsze jest szansa kogoś poznać! Wystarczy tylko się rozejrzeć. Teraz pytanie osobiste i zarazem retoryczne, a może jesteście tą trzecią?Tak? Nie? W takim razie koniecznie sięgnijcie po debiutancką powieść Izabeli Pietrzyk zatytułowaną "Babskie gadanie".

Cztredziestokilkuletnia Iza poznaje przystojnego Czarka. Wywiera na niej ogromne wrażenie, zapomina przy nim, że miała mieć chłopowstręt. Iza zafascynowana już facetem dowiaduje się, że jest żonaty i posiada dzieci. Gdy mija pierwszy szok, wdaje się w nim w romans z nadzieją, że być może przestanie być tą trzecią...

Historia zaczyna się typowo. Ona poznaje jego i zakochuje się. On obiecuje odejść od żony, z którą już go nic nie łączy prócz dzieci, ona mu w to wierzy. On wyznaje jej miłość, ona mu ufa. Ona czeka na niego i wierzy w odejście od żony, on tymczasem nie potrafi zostawić poślubionej kobiety. Ona każe mu wrócić do domu, on ze spuszczoną głową wraca potulnie do żony...
Schemat z życia wzięty. Czy bycie kochanką jest wspaniałe? Szczęśliwe? A przede wszystkim możliwe???
Na te i wiele pytań nie potrafię odpowiedzieć. Być może zdarza się, że jeden przypadek na tysiąc odchodzi i zostawia małżonka/e, ale większość mężczyzn, ale pewnie i kobiet zdecydowanie woli swoje już ułożone życie, nie lubi zmian. Nie twierdzę, że kobieta jak i mężczyzna korzysta ze  "skoku w bok", który miał być niezobowiązujący. Jednak czy na pewno ??? Czy nie krzywdzi się przy tym wielu osób? A gdzie po drodze zgubiono słowa przysięgi, czy ona już nic nie znaczy????
(...)ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci(...)
Świat wywraca się do góry nogami...

Izabela Pietrzyk stworzyła dowcipną opowieść o kłopotliwym byciu tą trzecią, ale także niesamowitą historię o wspaniałej i niepowtarzalnej przyjaźni. Powieść niezwykle lekko napisana, okraszona bardzo dużą dawką humoru. Niestety nie zabrakło też miłości, gorzkich rozczarowań i  słonych łez.
Choć czasem zagościł smutek to doskonale bawiłam się czytając o "Dziewczynkach". Te czterdziestokilkuletnie  Dziewczynki to przyjaciółki jeszcze z czasów  liceum, mogą na siebie liczyć, "psiapsiółki"  na dobre i złe. Wystarczy jeden wpis na forum lub zwyczajny sms, by pojawiły się w komplecie u tej, która ma kłopoty,czy jak to nazywały Rów Mariański. Któż by nie chciał takich koleżanek??? Przy tym zabawne, pomocne, ale przede wszystkim zwariowane i szczere. Polubiłam postać Izy, choć w pewnym momencie było mi jej zwyczajnie żal, ale cóż poradzić na nieszczęśliwą  miłość???

"Babskie gadanie" to dobry debiut, idealny na lato. Polecam powieść kobietom w każdym wieku, ale także pannom, matkom, przyjaciółkom, żonom czy też kochankom. Każda z nas znajdzie coś dla siebie, może to być przyjaźń, miłość, ostrzeżenie, czy choćby dobra powieść, która nas rozweseli i zrelaksuje po ciężkim dniu.

 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Prywata..

Dziś trochę prywaty, a dla nas ulgi ...
Nie wiem czy Wam pisałam, że zmagamy się od lutego z laryngologami w pewnym mieście. W sumie zmagania te są raczej wycieczkami i powrotami, bo za każdym razem Pan doktor ma jakieś ale... gdzie nie można wykonać zabiegu. Po ostatnim pobraniu tam krwi, moje dziecko ma jakąś traumę :( O tym miasteczku słyszeć nie chce, nie mówiąc o histerii na widok tamtego szpitala :( W sumie mnie to nie dziwi :(
Przypadek sprawił i poczta pantoflowa, że dowiedzieliśmy się o pewnej pani doktor w sąsiedzkim miasteczku.
Umówiliśmy się na wizytę, zaskoczeniem był już sam krótki termin  ustalonej wizyty!!!!
Pojechaliśmy i co???? W życiu nie widziałam takiej laryngolożki !!!! Konkretna, a zarazem baaaardzo sympatyczna !!!! Cierpliwa i raczej z powołania!!!!! Przez kilkadziesiąt - tak kilkadziesiąt minut w gabinecie przekonała do siebie Miłosza, mało tego wyjaśniła bardzo dokładnie i szczegółowo, pokazując na planszach czym jest 3 migdałek i jak będzie wyglądał zabieg !!!! Samo badanie było bezstresowe i w przyjemnej atmosferze, czego niestety nie mogę powiedzieć o poprzednim badaniu w innym szpitalu i przychodni :(

Wygadałam się, mam nadzieję, że was nie zanudziłam, ale jestem szczęśliwa i wreszcie spokojna o moje dziecko ...
Uwierzycie jak Wam powiem, że Młody dopytuje się kiedy pojedziemy wreszcie usunąć do tej pani migdałek??????????????????????

sobota, 20 sierpnia 2011

Klasyka dla najmłodszych...

Oto książka, którą polubi każde dziecko.
Oto książka, którą chętnie przeczyta dziecku każdy rodzic.
Oto zbiór najwspanialszych wierszy Jana Brzechwy, należących do kanonu literatury dziecięcej.





Wydawnictwo: Wilga
Wydano: 2011
stron : 32



Nie tak dawno, 15 sierpnia Jan Brzechwa obchodziłby swoje urodziny. Jest to jeden z najbardziej znanych polskich poetów, którego dzieła stały się już klasykami. Nie ma dziecka w wieku przedszkolnym, który nie zna choć jednego wierszyka Jana Brzechwy, a właściwie Jana Wiktora Lesmiana. Są to krótkie rymowanki, uwielbiane i chętnie czytane przez dzieci. Nauczycielki równie chętnie korzystają z wierszyków ćwicząc pamięć swoich podopiecznych.
Moim ulubionym wierszykiem jest "Żuk", którego czytałam synkowi jako małemu i bardzo zainteresowanemu brzdącowi. Nie przeszkadzało mu to, że wierszyk czytany jest po raz kolejny i kolejny... Dziś sam chętnie sięga po dzieła Brzechwy, Tuwima czy też innych dziecięcych poetów.

"Wiersze i wierszyki dla najmłodszych" to zbiór 16 wesołych wierszyków, które są łatwe i przyjemne. Dodatkowym atutem książki są piękne, wyraziste i bardzo kolorowe ilustracje, które zatrzymują wzrok dziecka na dłużej. Obrazki z pewnością i zdecydowanie nawiązują do konkretnego wierszyka, przy tym są wyraźne i dowcipne.Obrazki wykonała Marianna Jagoda - Mioduszewska, która miała swój własny i świetny pomysł. 

Książeczka idealnie nadaje się dla dzieci najmłodszych ponieważ format książeczki jest niewielki, okładka kolorowa, ale jednocześnie otulona miękką gąbką, zdecydowanym plusem są sztywno stronicowe strony, a także usztywniana okładka. Książeczka nie posiada ostrych kantów, które mogłyby skaleczyć dziecko. 
Jednak zdecydowanie uważam, że "Wiersze i wierszyki dla najmłodszych" Jana Brzechwy nie tylko są dla tej najmłodszej grupy wiekowej, generalnie polecam też dzieciom przedszkolnym, szkolnym, a i dorośli nie będą się przy niej nudzili. 


Czyż nie piękne wydanie??????







Za książeczkę dziękujemy Pani Agatce z wydawnictwa WILGA :)

piątek, 19 sierpnia 2011

Zaproszenie...

Mam przyjemność zaprosić Was do udziału w ... a jednak... wymianie "Z książką  przy kominku".
Mam nadzieję, że będzie to wyjątkowa wymiana, połączona też delikatnie z Bożym Narodzeniem, co daje nam wiele wspaniałych możliwości, a także ogrom radości. 
Za ogromną pomoc i wsparcie dziękuję przede wszystkim Katarzynie Michalak, a także Oleńce. Dziękuję dziewczyny :)
Tym razem nie odbędzie się ona na moim blogu. Razem z Olą zapraszam serdecznie w nowe miejsce.
Zapraszam do nowego domu...



"Iskierki" Henryk Urbanek









Wydawnictwo: Drzewo Laurowe
Wydano:  2011
stron :327

Muszę przyznać, że Henryk Urbanek zaskoczył mnie swoją prozą,  swoimi przemyśleniami, ale także swoimi wnioskami...
"Iskierki" to z pewnością najtrudniejszy rodzaj pamiętnika z jakim przyszło mi się zmierzyć.
Henryk Urbanek jest laureatem konkursu na Dobrą powieść zorganizowaną przez Wydawnictwo Drzewo Laurowe. Myślę, że ta historia zasługuje na to, by ją poznać. Niestety nie należy do powieści, o których łatwo jest napisać...

"Iskierki" to połączenie pamiętnika napisanego przez emeryta, jak i opowiadań jego syna. Syna, który z biegiem lat był mu co raz to bardziej obcy, niedostępny. Ich drogi z czasem się rozchodziły, aż pewnego dnia, podczas pobytu w sanatorium mężczyzna otrzymuje informację o tragicznej - samobójczej śmierci Michała, wtedy to ich drogi rozeszły się na zawsze..
Śmierć dziecka sprawia, że starszego pana nachodzą różne myśli, wyrzuty sumienia, ale też rozmaite pytania, na które ciężko znaleźć odpowiedź.
Czy można było zapobiec śmierci syna? Czy gdyby nie krytykował tego czym się zajmował Michał byłaby nić porozumienia??? Przyjaźni? Wspaniałego kontaktu? Czy tak się musiała stać? Na ile powinien obwiniać siebie za śmierć syna? 
Te i wiele pytań można zadać sobie już po fakcie dokonanym, niestety nikt z nas nie uzyska już odpowiedzi. Po stracie kogoś bliskiego zawsze czujemy, że mogliśmy jeszcze coś zmienić, nadrobić, poprawić czy też wybaczyć. Próbujemy zmierzyć się z tymi wątpliwościami, niedopowiedzeniami, ale niestety jest już za późno. Być może żałujemy wielu rzeczy, jednak śmierć kogoś bliskiego potrafi wiele zmienić... niekoniecznie na lepsze.
Bohater tej historii próbuje zmierzyć się ze śmiercią jedynego syna, czuje żal, rozgoryczenie, lecz nie potrafi zapomnieć, wręcz przeciwnie, próbuje zrozumieć postępowanie i samobójstwo Michała. Niestety nie jest to proste zadanie, zbyt dużo wątpliwości, filozoficznych odpowiedzi, ale przede wszystkim bólu.

Uważam, że książka jest przede wszystkim dla tych, którzy nie potrafią się zmierzyć lub też poradzić ze śmiercią bliskiej osoby, przyjaciela czy też kogoś kto był dla niego ważną osobą. Warto zmierzyć się z tematem samotności, śmierci czy też z własnym sumieniem.
Polecam.


Za książkę dziękuję Pani Urszuli z Wydawnictwa:


"Iskierki" można kupić: www.skryby.pl



czwartek, 18 sierpnia 2011

c.d.n

Niechorze:)





Kołobrzeg, w którym jednak zagościliśmy dłużej :o)








W Kołobrzegu jest troszkę atrakcji dla dzieci :)
Nasz mały korzystał z parku linowego, niestety nie podołał :) Tak jestem z niego dumna, bo w sumie i tak był za mały, jednak chciał i się odwazył, lekko nie było :) Nie płakał tylko dzielnie próbował...obok 8 latek płakał ...rodzice zmusili...

Moi chłopcy skorzystali z Kina 5D, ja pobiegłam do pobliskiej dawnej "Cepelii".
Gdy wracałam, dojarzałam już moich chłopców. Miłosz uparcie wycierał buzię :o)
Pytam:
- co tak się wycierasz ???
usłyszałam...
- Mamuś pies mnie opluł !!!!!
Troszkę żałowałam, że nie wybrałam się z nimi....

Spaliśmy w tym samym miejscu co w ubiegłym roku :)
Cisza, spokój, fajna atmosfera, kontakt z natura i zwierzakami, nie ma to jak Agroturystyka  i "Teraja" :o)

środa, 17 sierpnia 2011

Fajnie było....

ale jak to bywa się szybko skończyło...
Biskupin odpuściliśmy...ale wybierzemy się innym razem, daleko nie mamy :o)

Gąski:







Grzybowo:




Rewal:






Było cuuuuuuudnie ...
c.d.n