Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy nie gęsi II.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy nie gęsi II.... Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2015

Któregoś dnia weszła bez zaproszenia do jej mieszkania i już w nim została...


Ewa, Martyna, Hanna, Janina, Danuta, Magda – kobiety w różnym wieku i z różnym bagażem życiowych doświadczeń . To co je łączy to Samotność, która niejedno ma imię. To również pachnąca domowym ciastem opowieść o codzienności, w której tęsknota za bliskością odnajduje zrozumienie, mocnej siłą przyjaźni i rodziny. 

Autor: Monika A. Oleksa
Wydawnictwo: Zysk i S-KA
Wydano: październik 2014
stron: 424
Oprawa: miękk
a

Monika A. Oleksa jest jedyną polską pisarką przed którą czuje respekt. To nic osobistego, może inaczej...
Boje się jej książek. Zazwyczaj po przeczytaniu którejś z jej powieści miałam problem z zebraniem myśli, ułożeniem sobie wszystkiego w głowie, nie mówiąc już o jakiejś opinii. Emocje, które pojawiają się podczas czytania nie pozwalają na to, by sklecić jakiś tekst, który byłby napisany z sensem. Może po jakimś czasie jestem w stanie coś powiedzieć, napisać, tylko zawsze mam wrażeniem, że nie jest to to, co chciałabym i jak chciałabym to przekazać. Tylko Oleksa sprawia, że boję się sięgać po jej kolejną powieść, boje się tych emocji...bo ciężko potem ochłonąć.
Autorka ma dar! Śmiało mogę napisać, że jest jedyną polską pisarką, która potrafi pisać tak emocjonalnie, a do tego pięknym językiem i w niesamowicie, niepowtarzalnym stylu. Jest jedyną, która z taką umiejętnością potrafi posługiwać się słowem, wywołując przy tym niesamowite emocje, wzruszenie czy łzy...
Do tego wszystkiego, przekazać to w nietypowo piękny, delikatny sposób, a zarazem trafić prosto w serce z trudnym tematem, przełamując to słodyczą liter...powiedziałabym magią...
Oj tak, Monika A. Oleksa czaruje słowem, czaruje swoje czytelniczki, ale przy tym trafia prosto w serce, bo o niej, jak i jej książkach się nie zapomina...

"Samotność ma twoje imię" to najnowsze dzieło polskiej pisarki. Muszę przyznać, że dopracowane, na bardzo (jak zawsze) wysokim poziomie. Tytuł jest baaaardzo trafny i wymowny...jednak nie do końca, bo Autorka potrafi zaskoczyć....

 "Samotność po prostu była. Któregoś dnia weszła bez zaproszenia do jej mieszkania i już w nim została. Nie pytała, czy może, czy ona chce, czy potrzebuje jej obecności. Po prostu zamieszkała z Janiną, rozepchała się po kątach i doszła do wniosku, że tu zostanie."
Samotność, tak naprawdę towarzyszy każdemu. Mnie, Tobie, jej, jemu... Kwestia tego na ile pozwolimy jej rozpanoszyć się w naszym mieszkaniu. Przychodzi taki moment, choć niekiedy lubimy takie chwile, gdzie zostajemy sami, czytamy, sprzątamy, leżymy i oglądamy TV, a ona czai się za oknem i obserwuje... czy wejdzie, zamieszka dłużej, czy jednak będzie zmuszona się odwrócić i zajrzeć w inne okna?
Chyba najprościej samotności wprowadzić się do osób starszych, schorowanych, takich, które odpuściły życie towarzyskie, bądź zostały w pewnym stopniu do tego zmuszone. Przecież rodzina nie ma czasu dla matki, babki, prababki... praca, dom, trzeba pędzić! O tak! U  takich osób samotność czuje się najlepiej, najpewniej...siedzi i chichocze... zostaje już na stałe...
W rzeczywistości nie tylko osoby starsze bywają osamotnione, w wielu domach "panuje" samotność we dwoje...
Przecież dawno drogi się rozeszły, zostały tylko wspólne dzieci, wspólne sprawy, a i to nie do końca... Być może jedno wyemigrowało, drugie tęskni... i uchyla drzwi samotności...
A ona korzysta...
Z życia innych: starszych, samotnych we dwoje, samotnych... czy potrzebujących...
Jej bez różnicy, korzysta z okazji kiedy zobaczy uchylone okno czy drzwi...a potem już panoszy się jak u siebie... i ciężko się jej pozbyć.
Monika A. Oleksa w piękny, wręcz poetycki i łapiący za serce pokazuje nam, uświadamia jak łatwo jest do naszego, bądź naszych najbliższych wpuścić tę krążącą i tylko czekającą na okazję - SAMOTNOŚĆ...

W powieści ukazuje nam, jak zawsze w swych książkach, jak ważna w życiu jest przyjaźń i miłość, jak ważni w naszym życiu są inni ludzie... choć mam wrażenie, że coraz mniej osób dostrzega tych, których powinni dostrzegać, szanować i kochać...
"Przyjaźń podeszła do tulących się do siebie kobiet i mocno je objęła. (...)
Przyjaźń nie potrzebowała rozumu ani wyjaśnień, by wiedzieć, co tu się wydarzyło. Wystarczyło jej serce, które czuło. Miała oczy, które zauważały każdy grymas na twarzy tej, która była bliska spragnionemu obdarowywania sercu. Miała uszy, które potrafiły usłyszeć nawet niewypowiedziane słowa. Nogi same prowadziły ją tam, gdzie czuła się potrzebna, a dłonie miała po to aby wyciągać je ku tej, którą pokochała. Szczerze bez stawianych warunków. Przyjaźń potrzebowała człowieka nie dlatego, że wiele dla niej znaczył; ale przede wszystkim po to, aby to ona mogła dla niego wiele uczynić. Bo taka właśnie była. Szczera, bezinteresowna i gotowa do poświęceń."
Taka właśnie powinna być przyjaźń, tylko od nas zależy czy mamy przyjaciół czy ich nie mamy.Tylko od nas samych zależy czy zasługujemy na czyjąś przyjaźń, miłość czy też nie...
Łatwiej i prościej otwierać drzwi przyjaciołom aniżeli samotności. Tylko my o tym decydujemy kogo wpuszczamy do mieszkania...
Na koniec z ogromnym podziękowaniem dla Moniki i moich najbliższych mi w życiu ludzi , których kocham, szanuje, bardzo lubię i jestem wdzięczna, że są...
"Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na drodze naszego życia, ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu człowiekowi pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł"

Pozostaje mi tylko polecić "Samotność ma twoje imię", i przeprosić, że nie potrafię wyrazić, opisać tej historii tak jakbym chciała, jak na to zasługuje. Każde słowa wydają się zbyt płytkie, mało określające, bez emocji... oj co tu dużo pisać, nie potrafię tak emocjonalnie pisać i "pokazać" tego wszystkiego tak jak robi to Autorka.
Nie jestem w stanie wypisać tych wszystkich pięknych myśli, cytatów, które na długo zagoszczą w mojej pamięci i na karteczkach, których jest mnóstwo w moim egzemplarzu.
Czekam na kolejną książkę, na dalsze losy i powrót do Kazimierza, Nałęczowa, które stały mi się bardzo bliskie, podobnie jak postać Róży...
Wiem, że warto czekać, pewnie jeszcze długo poczekam, bo Autorka każdą swą powieść dopieszcza, a przy tym trzyma równy i bardzo wysoki poziom, o co ostatnio w polskiej literaturze trudno. Pisać może każdy, dużo, niekoniecznie dobrze. 












niedziela, 2 listopada 2014

Literatura polska...

Tak mnie ostatnio wzięło na przemyślenia. Zabrałam się za układanie książek na regale, bo dawno na to czekały... Nie miałam jakoś ani chęci, ani weny, by to wszystko ogarnąć. Teraz już musiałam.


Wracając do przemyśleń, zastanawiałam się, kiedy w moim życiu pojawiła się literatura polska?
Wiadomo, że nie chodzi tu o lektury, albo inne przypadkowe książki, ale ta miłość, pasja do literatury polskiej, polskich pisarek i pisarzy...
Jedno nazwisko  - MONIKA SZWAJA! Tak, tak, to pani Monice, i jej książkom zawdzięczam to, że chętniej sięgałam i kupowałam książki naszych rodaków! 
A na pani Moniki książkę natrafiłam w serii, którą namiętnie kupowałam i czytałam! Wiecie co?
Szkoda, że już takich serii nie ma, one wiele dawały, odkryłam nazwiska, które do dziś mi towarzyszą.
Były wybrane, a dziś w dobie mega ilości wydawców, i jeszcze większej ilości piszących... nie zawsze trafia się na te "perełki". Niestety.
Jednak nadal próbuje, szukam tych wyjątkowych nazwisk pośród "zalanego" rynku książki i wiecie co? Trafiam! Nadal kupuje wszystkie książki ulubionych Autorów, nadal po niech sięgam, nadal czytam i nadal czekam na jeszcze! 
Nie wykluczając i wciąż dorzucając jakiś rewelacyjny debiut czy kolejne nazwisko.
Niestety, jakiś numerów mi brakuje i gdyby ktoś posiadał i miał na oddanie, to ja chętnie przygarnę ;)
Mam do tej serii zwyczajny sentyment! 





A Wasza miłość do literatury polskiej? Skąd się wzięła? Od jakiego nazwiska zaczęła?
A może to nie miłość, nie pasja, nie to, że ktoś lubi literaturę polską, ale tylko i wyłącznie to, że nazwisk pojawiło się bardzo dużo, a i łatwo postarać się o "darmową" książkę??
Jak uważacie?

A na koniec regał z literaturą polską...




***
A tak przy okazji.

BARDZO WAM dziękuję za wszystkie wejścia, nawet nie zauważyłam, 
że licznik pokazał 500 000 wejść!

Liczba jest imponująca!
Statystyki cały czas zaskakujące biorąc pod uwagę, że ostatnio czas nie zawsze mi pozwala na pisanie czy czytanie!
DZIĘKUJĘ!







piątek, 10 października 2014

Złodziejka czasu!

Joanna to czterdziestoletnia nauczycielka samotnie wychowująca nastoletnią córkę Lusię. Zmęczona pracą zawodową postanawia iść na urlop zdrowotny i zacząć realizować swe marzenia. Zamiast odpoczywać, musi jednak wyjechać, by zaopiekować się chorą ciocią. Pobyt w Starogardzie Gdańskim okazuje się pełen niespodzianek.

Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Szara Godzina
Wydano: 2014
stron : 240
oprawa: miękka 


 Anna Sakowicz...zastanawiam się co o Ani napisać? Debiutująca Autorka? Owszem. Choć nie do końca, od dawien dawna podczytuje to co napisze, gdzie? Na blogu. Jedna z lepszych polskich blogerek piszących o wszystkim!
"Kura pazurem" to jeden z moich ulubionych blogów, na który zaglądam mimo, że brakuje mi czasu. To właśnie Ania poprawia mi nastrój, to ona czasem sprawia, że śmieje się w głos, ale to i ona też zmusza do przemyśleń...
Ucieszyłam się, kiedy ukazała się jej pierwsza książka "Żółta tabletka". Proszę, a tu teraz powieść! I to jaka! "Złodziejkę marzeń" pochłonęłam! Ta książka powinna nosić miano "złodziejki czasu" - bo niestety tak jest, jak już zaczniesz czytać, to przepadniesz! Blogująca Kura domowa zachowała styl z bloga i chwała jej za to!

 "Złodziejka marzeń" z opisu wydaje się być lekką i przyjemną lekturą na kilka krótszych wieczorów. Nic bardziej mylnego! 
Joanna jest główną bohaterką powieści. Kobieta po przejściach, wychowująca samotnie córkę. Każdy dzień wygląda podobnie, dom, praca, dziecko, czasami przyjaciółki. Upragniony spokój, ale to tylko pozory. Nadchodzi czas na urlop zdrowotny... który i tak okazuje się być już w pełni zaplanowany przez rodzicielkę. Tak o to Joanna trafia do niewielkiego miasteczka, a dokładniej do chorej i potrzebującej opieki ciotki...
Wraz z przyjazdem do nowego miejsca jej życie wywraca się do góry nogami... Okazuje się, że na nic nigdy nie jest za późno - wystarczy chcieć i poznać odpowiednie towarzystwo! Nie ważne jak, nieważne gdzie, zawsze można zacząć od nowa...

Autorka ma bardzo lekkie pióro, które rewelacyjnie się czyta. Z opisu możne wynikać, że książka ta jest lekka i zabawna. Jednak tak nie jest. Ania porusza bardzo ważne i trudne tematy. Pokazuje nam na przykładzie Joanny, że nie trzeba wiele, by zauważyć innych w potrzebie i im pomóc, i to nie musi być jakaś wielka pomoc, wystarczy odrobina czasu, chęci i serca...
Sakowicz porusza trudne tematy, ale osładzając je słodkościami w formie ciast. Nie łatwo jest opisać historie dzieci przebywających w hospicjum, nie łatwo ukazać to co czują chorzy, ale chyba najtrudniej opisać to co czują najbliżsi...Anna jak najbardziej sobie z tym poradziła.
Łącząc słodkości, poczucie humoru i zabawne sceny ( choćby te z penisem :) ), Autorka idealnie wyważyła powieść. Nie zrobiła z niej dramatu, melodramatu czy choćby komedii, a rewelacyjnie wyważoną powieść obyczajową. Taką, która da do myślenia, rozbawi, ale przede wszystkim będzie czuło się niedosyt. Ja czuję! Chętnie, ba! Bardzo chętnie sięgnę po inne powieści koleżanki blogerki. Nadal będę częstym gościem na jej blogu, nadal będę śledzić co tam u Kury i Jaja, ale też z niecierpliwością oczekiwać kolejnej powieści. 

"Złodziejka marzeń" to powieść na pięć z bardzo dużym plusem! Wiem, że Ania potrafi i na pewno kolejna książka będzie jeszcze lepsza. Książka godna polecenia, ale ostrzegam toć to ZŁODZIEJKA CZASU!



Za książkę dziękuję Autorce









 
 

niedziela, 5 października 2014

Zawsze chętnie!

Tytułowe kobiety, to tak naprawdę zbiór przelotnych romansów bohatera, mężczyzny, który wiecznie doznaje rozczarowań i myśli, że nie potrafi się zakochać. Aż poznaje Gabi, tajemniczą i wyuzdaną piosenkarkę, która wywraca do góry nogami jego alfabetycznie uporządkowany haromonogram dni.

Autor: Łukasz Gołębiewski
Wydawnictwo: BURDA Książki
Wydano: 2014
stron: 240
Oprawa: twarda
  


"Kobiety to męska specjalność" to najnowsza powieść jednego z moich ulubionych polskich Autorów - Łukasza Gołębiewskiego. 
Patrząc na okładkę...kolejny erotyk. Większość pomyśli, no tak nadal trwa moda na erotyki, gdyby nie było zapotrzebowania już by znikły. Dalej. Kolejny Autor, który zabrał się za pisanie tego typu literatury! Błąd, ogromny błąd! Jeśli ktoś tak myśli, pomyślał, jest w ogromnym błędzie. Dlaczego? Ano dlatego, że Gołębiewski w swoich wcześniejszych książkach zawsze zawierał seks, wulgaryzmy, brak cenzury! I za to własnie go lubię - za bezpośredniość!

"Kobiety to męska specjalność" to historia pisarza C. Bykowskiego. Historia? Może nie do końca nazwałabym to historią, a wspomnieniami faceta po czterdziestce. Bykowski to typowy singiel mieszkający z kotką, nigdy z kobietami. One bywają, przewijają się, zmieniają, znikają, czasem wracają, czasami nie. 
Pisarzowi to na rękę, nie chce się wiązać, bo i po co? Skoro może mieć każdą, którą chce mieć...
Tak mu się jednak wydawało...do czasu kiedy poznaje Gabi.
Kobieta zmienia wszystko w jego życiu...
Widać wystarczy jedna, by namieszać, ale tylko ta odpowiednia, dla której warto rzucić wszystko?!

Łukasz Gołębiewski to Autor przeze mnie bardzo ceniony. Lubię jego styl, bezpośredniość. Choć pamiętam, że kiedyś byłam rozczarowana zakończeniem, czekałam na wielkie BUM, a dostałam...no cóż, czas o tym zapomnieć, tym razem zakończenie... sami musicie przeczytać.!

Powieść ta mnie nie rozczarowała. Ukazała typ faceta jakich wielu na świecie, dla których słowo KOCHAM nie ma najmniejszego znaczenia. Zwykłe puste słowo, które pomaga czasami coś uzyskać... Chyba nie muszę mówić co. Bykowski na całe szczęście należy do tych szczerych, który "wali" prosto z mostu, i albo kobiecie to odpowiada...albo niech znika. Nie ta, znajdzie się inna.
Pytanie czyja to tak naprawdę wina? Facetów, którzy są jacy są, czy kobiet, które pozwalają się traktować przedmiotowo?
Można by polemizować długo...
Tak naprawdę chyba każdy z nas ma nadzieję na miłość, na poznanie kogoś z kim będzie się do końca życia. Ale czy tak naprawdę to jest możliwe? Czy może faktycznie lepiej zostać przy podejściu C. Bykowskiego? Żyć z dnia na dzień, karmić kota, pisać w razie potrzeby, uprawiać dobry seks i popijać wszystko dobrym alkoholem!

Dla kogo "Kobiety to męska specjalność"? Może inaczej, kto nie powinien sięgać po tę powieść? Na pewno ktoś kto nie lubi wulgaryzmów, ale przede wszystkim erotyzmu w bardzo bezpośrednim wydaniu...
Gołębiewski jak zwykle stawia na mocne słowa, mocny alkohol, seks, punk i tym razem na fatlne zauroczenie!
Warto oj warto! Jak zwykle rewelacyjnie ;)
Po tego Autora warto sięgać!



Podziękowania dla Pani Ewy i Pana Łukasza :)


 




niedziela, 18 maja 2014

Kruchość jutra

Pewien e-mail odnaleziony w komputerze męża wywraca świat Anny do góry nogami. Kobieta zabiera dzieci i próbuje ułożyć sobie życie na nowo u boku innego mężczyzny. Podczas rozprawy rozwodowej wychodzą na jaw zaskakujące fakty z przeszłości bohaterów, które gwałtownie zmienią bieg wydarzeń…

Autor: Ewa Bauer
Wydawnictwo: Szara Godzina
Wydano: luty 2013
stron : 192
oprawa: miękka 


 Pierwsze moje spotkanie z książką Ewy Bauer, a także pierwszy raz sięgam po powieść wydaną w Wydawnictwie Szara Godzina, więc...
Ciekawość moja była ogromna.
"Kruchość jutra" jest drugą książką Autorki. Dobrą książką. To muszę przyznać. Mimo niewielkich gabarytów, książka ma swój przekaz, jest przekonująca choć bardzo prosto napisana... Mimo problematyki, trudnych sytuacji czyta się ją szybko. 

Ewa Bauer przedstawia nam losy Anny. Żony, matki, przyjaciółki... Na co dzień pracująca u swojego przyjaciela w małej i przytulnej galerii. Po południu zmienia się w opiekuńczą mamę bliźniaków i wyczekującą żonę... 
Jak to w małżeństwach -  bywa różnie. Raz lepiej raz gorzej, ale lata uciekają. Wiele kompromisów, wybaczeń, oczekiwań, aż do momentu kiedy Anna odkrywa maila od byłej kochanki męża...
W tym momencie kobieta podejmuje decyzję o odejściu...
Zabiera dzieci i się wyprowadza...
Podejmuje decyzje, które zmieniają jej życie. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak kruche potrafi być życie, jak jedna decyzja potrafi odmienić całe życie...

"Kruchość jutra" to historia, która tak naprawdę może spotkać każdego z nas. Niektórzy się oburzą! Jak to!? Niemożliwe! Nie mnie! Ale czy tak naprawdę wiemy co nas czeka? Czy wiemy co będzie kolejnego dnia? A może następna taka Ania odkryje romans swojego męża i co? 
Nigdy nie wiemy co przyniesie nam los, co jest zapisane tam na górze... co dla nas przygotował...
Życie niestety jest kruche, może warto korzystać z niego i czerpać całymi garściami. Póki możemy, póki chcemy, póki mamy takie możliwości. Nie wiadomo jakie będzie jutro...
"Tak, niewątpliwie ktoś tam na górze wszystko zaplanował. Przykre doświadczenia, które nas spotykają, są jedynie środkiem do osiągnięcia celu."
Ganiamy za pieniędzmi, nie zwalniamy, totalny wyścig szczurów... Ale czy warto? Może warto zwolnić, zobaczyć, to czego nie dostrzegamy. Zauważyć  bliskich, którzy w pewnym sensie są samotni. Taka samotność we dwoje... 

Ewa Bauer w swojej powieści ukazała nam bardzo dobrze współczesność. Szybkie decyzje, rozstania, ale także ludzi, którzy potrafią rozczarować i manipulować innymi. Przed takimi osobami należy uciekać i to jak najdalej się da... 
"Kruchość jutra" to lektura pouczająca, idealna na jeden wieczór. Idealna odskocznia od wymagających i trudnych powieści. Z przyjemnością sięgnę po kolejne powieści Bauer.



Za książkę dziękuję Autorce i Wydawnictwu. 









 

czwartek, 15 maja 2014

Zatęskniłam

Korfu, lato 2010 roku. Spokój Jannisa Kassalisa mąci pojawienie się tajemniczej, młodej Polki. Dziewczyna ma podstawy podejrzewać, że jest jego córką... Choć obojgu trudno odnaleźć się w nowej sytuacji, po przełamaniu początkowej nieufności nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Jannis stopniowo wyjawia Ninie swą przeszłość i kolejne rodzinne tajemnice. Co wyniknie z tego niezwykłego spotkania?


Autor: Hanna Cygler
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Wydano: luty 2014
stron : 352
oprawa: miękka 


Kupiłam jak tylko się ukazała, bo jakbym mogła nie zakupić najnowszej książki Hanny Cygler???!! No jak??? Niemożliwe. Kupiłam, odłożyłam i zaplanowałam na lato. Grecja kojarzy mi się z ciepłem, latem, słonkiem, które nie chowa się co chwilkę za chmurami. Lato uznałam za najodpowiedniejszy moment. Plany się zmieniły wraz z informacją o wizycie Autorki w moim miasteczku. Jaka była moja radość! Tak więc... plany uległy drastycznym zmianom, bo jak iść na spotkanie nie znając ostatniej powieści?! W moim przypadku wstyd! Powiedzmy, że mi się udało. Prawie, bo zostało mi zaledwie kilka stroniczek do przeczytania...

"Grecka mozaika", bo o niej mowa, jest najnowszą powieścią Hanny Cygler. Autorki, która w tłumie współczesności bardzo się wyróżnia stylem, tematem, ale przede wszystkim wyjątkowością. Dlaczego jest wyjątkowa? Choćby dlatego, że porusza lata, których inni nie tykają...Do tego tło polityczne, wojenne... tak, tak, ale napisane tak by było tylko delikatnym szkicem, tłem wątku, który jest najważniejszy, by czytelnik wiedział, ba, by wczuł się w atmosferę, a raczej poczuł to co czuli bohaterzy...

Korfu rok 2010.
Na wyspę przylatuję do pracy młoda Polka Nina. Kobieta przybywając na Korfu ma zamiar połączyć dwie sprawy, jak to się mówi upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Praca pracą, ale jej celem jest ustalenie czy tajemniczy Greg, którego znała matka jest jej ojcem. Odnajduje Jannisa Kassalisa polskiego Greka. Między tym dwojgiem zawiązuje się niepowtarzalna więź...
Los jednak potrafi płatać figle, bo przecież świat wcale nie jest taki wielki jak nam się wydaje...
Szykuje wiele, wiele niespodzianek...
Nina ma przyjemność usłyszeć od Jannisa całą jego historię, która po części powiązana jest z tematem, który ją interesował, a raczej z jej matką, która...
A o tym dowiecie się z książki...
Hanna Cygler bardzo dobrze przemieszcza się między latami pięćdziesiątymi, siedemdziesiątymi aż po współczesność. Przedstawia nam życie polskiego Janka urodzonego w Polsce, wychowanego w Polsce mimo greckich korzeni. Opisuje życie i losy jego rodziny, która zmuszona była wyemigrować do Polski wtedy, kiedy w Grecji "panowała" wojna domowa...
Autorka z  łatwością opowiada historie ludzi zmuszonych do opuszczenia miejsc, które kochają. Ich losy, trudy, które musieli znosić, zdrady, ale także miłości...

Tak, tak!
Hanna Cygler mimo trudnych tematów nie zapomina o miłości. Bądź co bądź jest pisarką, która pisze głównie o miłości. Za to uwielbiam jej książki. Mimo powikłań, trudnych decyzji, wojny, nadal w tym wszystkim są ludzie. Ludzie, którzy w momentach zwątpienia, ogromnych zmartwień jeszcze bardziej chcą mieć kogoś do kogo mogą się przytulić, z kim mogą porozmawiać, po prostu kochać... 
Autorka o tym nie zapomniała i chwała jej za to. Przecież to, że sytuacja była ciężka nie przekreśla to uczuć, być może jeszcze bardziej ich pragniemy, oczekujemy...

"Grecka mozaika" absolutnie mnie nie  rozczarowała. Cieszę się ogromnie, że zabrałam się i przeczytałam tę książkę teraz, a nie czekałam do lata. Żałuję, że tak zaplanowałam, bardzo żałuje, takie książki nie powinny czekać. Hanna Cygler ze swoim stylem, jak zwykle na bardzo wysokim poziomie i to bardzo cieszy czytelnika takiego jak ja. Byle do kolejnej powieści...
Polecam  - naprawdę WARTO!
Wspaniała i niezapomniana podróż na Korfu, ale także wycieczka po Krakowie i  po rodzinnym mieście Autorki - Gdańsku.






 
  



środa, 26 marca 2014

Braterstwo krwi...

Kontynuacja pierwszej części trylogii o braciach Borowskich. Opowieść o tym, że honor, rodzina i miłość są w stanie walczyć nawet z największym zagrożeniem.

Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska Wydawnictwo: NOVAE RES
Wydano:  październik 2012
stron: 352
okładka: miękka 
seria: Bracia Borowscy tom II

Szczerze?Jak można nie wziąć się za tom drugi, skoro czytało się pierwszy?????? Nie ma takiej opcji... Absolutnie nie! 
Czego można spodziewać się po "Braterstwie krwi"? Tego nie wiedziałam, ale jedno wiem, po "Zakrętach losu" na pewno czuje sie niedosyt! Chce się jeszcze i jeszcze!!! 
Zabrałam się więc za kontynuację... i co? I nic. Przeczytałam. Czy jestem zaskoczona????? NIE! Dlaczego nie??? Ano nie, bo wiem, że Agnieszka Lingas Łoniewska jest świetną pisarką, która od A do Z potrafi trzymać czytelnika w napięciu, targać jego emocjami, wzruszać, ale też nieźle wk... Nie zawodzi!
"Braterstwo krwi"to powieść, w której dzieje się, oj dzieje!
Trzeba się nieźle skupić, by nadążyć za wydarzeniami w rodzinie Borowskich.


Nigdy nie jest tak, by było dobrze, albo za dobrze. Gdy wszystko się układa przychodzi moment i sypie się wszystko - jak domek z kart... 
Katarzyna i Krzysiek -  musiało minąć wiele lat, by odnowić znajomość, odświeżyć miłość, pokochać się jeszcze bardziej... Miłość, małżeństwo, staranie o dziecko. Sielanka - chce się to powiedzieć. Jednak przeszłość nie znika, zawsze potrafi objawić się w najmniej oczekiwanym momencie i pod nieoczekiwaną postacią... Łukasz "Lukas" Borowski - brat marnotrawny, który powraca i ma pewne żądania...
Kasia i Krzysiek Borowscy stają na zakręcie życia i muszą wybrać odpowiednią drogę, czy im się to uda? Czy przeszłość, mafia, Lukas da im żyć w spokoju i szczęściu?
Czy uda im się odciąć od świata przestępczości?

Kto jak kto, ale Agnieszka Lingas - Łoniewska nie pozwala nudzić się swoim czytelnikom! Miała być sielanka, miłość, szczęście... Ha! nie w tej książce! W tej powieści Autorka nie da nam odpocząć, wydarzenie za wydarzeniem, wzruszenie, szok, tajemniczość, niebezpieczeństwo, może odrobina uczuć... Odrobina...
Lubię styl Łoniewskiej, potrafi dawkować i trzymać czytających w napięciu, oj potrafi! "Zakręty losu. Braterstwo krwi" to splot wielu, naprawdę wielu interesujących i jakże niebezpiecznych wydarzeń, gdzie w grę wchodzi nie tylko życie ludzi, ale także uczucia, które wymykają się spod kontroli, których absolutnie nikt się nie spodziewał. Być może i sama Autorka też nie J.
Nie wiem jak to robi, ale książki w tym stylu pisze doskonale. Nie potrafiłam się oderwać, by dowiedzieć się jak potoczą się losy Kaśki i Krzyśka czy też choćby samego Lukasa, człowieka zimnego i wyrachowanego - może jednak nie tak do końca, jak uważaliśmy. 
Mimo charakteru, wykonywanego "zawodu" i zachowań Łukasza Borowskiego, bardzo polubiłam tego bohatera i zdecydowanie sięgnę po kolejną część trylogii Borowskich, choćby tylko po to, by dowiedzieć się jak potoczą się dalsze losy rodziny i czy uda im się pokonać wszystkie zakręty...

"Zakręty losu. Braterstwo krwi" to rewelacyjna powieść, którą oczywiście z całego serca polecam! 
Agnieszka Lingas - Łoniewska powinna pisać zawsze o mafii, narkotykach, gangach i wszystkich "akcjach" na granicy prawa - robi to doskonale, dodatkowo łącząc to z miłością i namiętnością! Mmmmmm cóż więcej chcieć?!
Brawo Łoniewska!

















poniedziałek, 24 marca 2014

Powrót do Szkoły Żon...

Bohaterki SZKOŁY ŻON powracają! Po lekcjach w Szkole wiedzą, że ich los zależy przede wszystkim od nich samych. Biorą sprawy w swoje ręce. Podupadły hotel położony w samym sercu kaszubskich lasów zamieniają w PENSJONAT MARZEŃ.


Autor: Magdalena Witkiewicz  Wydawnictwo: FILIA Wydano: luty 2014
stron: 256
okładka: miękka

seria: z tulipanem


"Pensjonat Marzeń" Magdaleny Witkiewicz jest kontynuacją niesamowitej powieści, która ukazała się w kwietniu 2013 roku - "Szkoły żon". Pierwszą część pochłonęłam, zatraciłam się w niej. Wiem, że Magdalena Witkiewicz ma niesamowite pióro i z całą pewnością potrafi to wykorzystać. "Szkoła żon" nauczyła nas - czytelniczki - by czasami skorzystać z czegoś tak dobrze znanego, a jednak mało wykorzystanego przez kobiety, mianowicie czystego i zdrowego egoizmu.
Po skończeniu powieści większość z czytających zapragnęła znaleźć się w takim SPA, wziąć kilka lekcji ( i nie tylko lekcji) i poszukać szczęścia, egoizmu jak i własnej wartości...

Ucieszyłam się gdy zobaczyłam zapowiedź "Pensjonatu Marzeń". Bardzo się ucieszyłam!
Magdalena Witkiewicz to dla mnie Pisarka przez duże P. Potrafi pisać, być może dlatego u mnie ma bardzo wysoką poprzeczkę i jestem wobec niej wymagająca, ale sama ją sobie tak wysoko zawiesiła wraz z wydaniem "Opowieści niewiernej", "Zamku z piasku" czy właśnie choćby ""Szkoły żon"!
Póki co nigdy mnie nie zawiodła...do teraz.

Miśka, Jagoda, Julka dobrze nam już znane kobiety, które poznały się w szkole żon. Poznały, zaprzyjaźniły i nadal utrzymują ze sobą kontakt. Każda z nich ma swoje życie, swoje problemy, swoje zmagania, jak to w życiu raz z górki, raz pod górkę, ale znając już swoją wartość. Wierzą, ba, wiedzą, że zasługują na wiele, że potrafią walczyć o szczęście, że mogą zrobić wiele, choćby kosztem innych - trudno - czasem to jest konieczne.
Kobiety dążą do swoich celów, kroczek po kroczku, pełne obaw, ale wiedzą, że wszystko jest możliwe, tym bardziej jak ma się wsparcie przyjaciół i bliskich, choć w drugim przypadku różnie to bywa... jak w życiu.

Magdalena Witkiewicz w swojej najnowszej powieści zabiera nas w podróż do szkoły żon, ale nie pozostawia nas tam na długo, bo kobiet z problemami jest bardzo dużo i nie każda ma możliwość znaleźć się w takiej szkole, dlatego za sprawą Elżbiety postanawia sprawić niespodziankę i kupić na Kaszubach piękny pensjonat ze swoją historią, a może i duchem, w którym powstaje Pensjonat Marzeń...

"Pensjonat Marzeń" przeczytałam szybciutko, ciekawa co też tam słychać u głównych bohaterek, co też zmieniło się w szkole, czy też kogo obecnie gości SPA?
Cóż rozczarowanie? Może troszkę tak. Choć szybko się czytało, troszkę się działo, ale mnie nie przekonało. Być może trudno napisać kontynuację niesamowicie rewelacyjnej powieści, być może Autorka nie do końca nas zaskoczyła czymś niesamowitym, ale to już nie jest to! Nie ma tych emocji, tego dreszczyku... Jednak i tak warto było odwiedzić miejsce, w którym fajnie spędzało się czas...
Magdalena Witkiewicz w powieści przedstawiła piękną i dojrzałą miłość. Miłość, która z przyjaźnią, a może odwrotnie, tworzy wspaniałą, przemyślaną, dojrzałą całość.
Ogromna cierpliwość, szacunek, troskliwość - wiele osób w związkach tylko o tym marzy...
Autorka świetnie ukazała to co miała ukazać, w niezwykle delikatny, ulotny i jakże piękny sposób na przykładzie Jagody i Andrzeja...

Niemniej jednak książka warta przeczytania. Mam nadzieję, że może kiedyś Magdalena Witkiewicz powróci na Kaszuby, do pięknego pensjonatu, do historii Maliny i Karola, która mnie bardzo zaciekawiła, a nie została rozwinięta - może kiedyś przy okazji kolejnej podróży z Witkiewicz...






Za możliwość przeczytania "Pensjonatu Marzeń" dziękuję p. Oldze oraz Wydawnictwu:





niedziela, 2 marca 2014

Polski harlekin

Poruszająca opowieść o spotkaniu dwojga ludzi, których pozornie nic nie jest w stanie połączyć… Daniel i Angelika to ludzie, którzy już od dawna mają w życiu jasno sprecyzowane cele i są w stanie zrobić wiele, by je osiągnąć. Teraz los zetknął ich ze sobą w sytuacji, z której tylko jedno z nich może wyjść zwycięsko.


Autor:  Krystyna Mirek
 blog autorki 
Wydawnictwo: Feeria
Wydano: luty 2014
stron : 260
oprawa: miękka 


Na czytanie książek napisanych przez Krystynę Mirek nie trzeba mnie namawiać, sama chętnie sięgam. Dwie poprzednie książki okazały się być rewelacyjne, pełne emocji, wiary, nadziei, ale nie tylko...
Ucieszyłam się gdy zobaczyłam zapowiedź "Miłości z jasnego nieba", nawet bardzo. Autorka zawsze poprawia mi nastrój, każe z książki wydobyć tak zwane "drugie dno" - nie tym razem!
Czy przypadkiem ktoś nie podmienił okładek????
Czy w drukarni nie pomylili książek????
O to jest pytanie.
Przyznaję się, gdyby nie to, że na okładce jasno widnieje KRYSTYNA MIREK miałabym problem z przypisaniem tej książki Autorce - właśnie tej Autorce...
Dlaczego?
O tym za chwile...

"Miłość z jasnego nieba" to historia Angeliki i Daniela. Ludzi zapracowanych,ustawionych na karierę. Życie osobiste schodzi na dalszy plan - bywa. Zresztą coraz to częściej, szczególnie w dużych miastach, gdzie trwa wyścig szczurów.
Angelika to piękna kobieta, dzieciństwo nie było dla niej łaskawe, ale kiedy pojawiła się szansa to skorzystała z niej i zrobiła wszystko, by być samodzielną, niezależną kobietą. Kariera to jej priorytet - nawet "po trupach" byle do celu...
Daniel - przystojniak jakich mało, żadna kobieta nie jest w stanie mu odmówić... w takim tempie prędzej w Krakowie ich zabraknie, lecz każda z nich ma nadzieję być tą ostatnią. 
Firma to jego "dziecko" i priorytet. Cóż mu więcej potrzebne???
 Za to wszystko się zmienia i wywraca do góry nogami kiedy to w Krakowie pojawia się Angelika...
Przecież w dniu Świętego Walentego może wiele się zdarzyć!

Przeczytałam "Miłość z jasnego nieba" i poczułam ogromne rozczarowanie - to tak od razu. Długo zabierałam się za opinię tej książki, chodziła za mną bardzo długo, bo miałam mieszane uczucia. 
Z jednej strony genialne: "Pojedynek uczuć" i "Droga do marzeń", z drugiej zaś zbyt lekka historyjka, słodka, przerysowana, czasami wręcz mdląca - przypominająca zwyczajny harlekin. 
Przecież i harlekiny są potrzebne, lekkie, miłosne historie, które podnoszą nas na duchu, dają nadzieję, bo sami przecież chcemy happy endów!
Na początku byłam zła na Krystynę Mirek - bo przecież dla mnie to jedna z polskich najlepszych pisarek - o tak! Jednak tak samo jak inne pisarki ma prawo do napisania czegoś lżejszego, mniej problematycznego, mniej dającego do myślenia. No przecież. 
W sumie i ja takiej książki potrzebowałam, o miłości, o spełniających się marzeniach, czy pogodzeniem z przeszłością.  
Trudno było uwierzyć, że ta książka wyszła spod klawiatury Mirek, no ale jednak.
Książka oczywiście dobra i godna polecenia, ale tym co czytali dwie poprzednie książki Autorki - może czegoś brakować. Mnie zabrakło, niemniej jednak i tak będę sięgała po kolejne książki Krystyny Mirek - z całą pewnością! Czy to będą książki, które dają do myślenia, czy też harlekiny dające nadzieje - i tak sięgnę! Wiem, że warto!


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję pani Monice i Wydawnictwu Feeria.










 

środa, 5 lutego 2014

Są takie miejsca...

Każdy ma swój Wymarzony Dom. Miejsce, w którym może znaleźć ukojenie, szczęście i miłość. Kiedy Magda podejmuje szaloną decyzję i kupuje stary dom w Malowniczem, miasteczku u podnóża Sudetów, nie wie jeszcze, jak bardzo zmieni się jej życie. W pierwszym odruchu chce się go pozbyć, ale dom nie chce wcale pozbyć się jej. Siła kryjąca się w jego wnętrzu pozwala Magdzie odnaleźć swoje miejsce i...

Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: ZNAK
PREMIERA: 17 LUTY 2014
stron : 400
okładka: miękka  


Są takie miejsca... do których wracamy. Każdy z nas ma azyl do którego ucieka, by pobyć albo w samotności, albo wręcz przeciwnie w gronie które bardzo się lubi. Może też to działa na zasadzie: czego kto potrzebuje w danym momencie czy chwili...
U mnie to wygląda różnie, czasem lubię być sama, uciekam do mojej tzw samotni, czasem wręcz przeciwnie potrzebuje przyjaciół... a czasem, nie, nie! Nie czasami, bardzo często powracam do miejsc, które już znam, do ludzi, których szczerze polubiłam - tyle tylko, że są to miasteczka i mieszkańcy cudownych miejsc znajdujących się gdzieś na kartach książek.
Mam kilka takich miejsc: Zatoka Aniołów, Alaska, Szczecin, Virgin River czy choćby Malownicze...
Staram się je odwiedzać regularnie. Dlaczego? Otóż sprawiają, że czytelnik zapomina o swoich własnych problemach, przenosi się do miejsca które lubi, "żyje" życiem mieszkańców...choć przez chwile...aż do kolejnej ucieczki...

Magdalena Kordel - Autorka, która zabiera mnie do Malowniczego. Do miejsca, które pokochałam od razu, do którego wręcz uwielbiam powracać. Czuję się tu dobrze, z czasem poznałam mieszkańców, choć Kordel dba, by pojawiali się nowi, ale trudno się dziwić, do takiego miejsca każdy chciałby trafić - ja też. I choć nie ma Malowniczego na mapie - Autorka jest naprawdę przekonująca w tym co opisuje, czytelnik nie ma najmniejszego dylematu co do miejsca obdarzonego niezwykłą aurą, miasteczka nad którym czuwa nie tylko anioł ale i święty Antonii oraz, a może przede wszystkim Kraśniakowa - bez której Malownicze nie ma prawa bytu...
Malownicze pokochałam...szkoda tylko, że mogę bywać tu tak rzadko...

Wreszcie nadszedł dzień kiedy mogłam powrócić do miasteczka gdzieś w Sudetach. Odwiedzić Majkę, pszczelarza, Kraśniakową, wypić herbatkę w kawiarni u Krysi, czy spróbować słynnych kłopotków, a także pobuszować u Leontyny w jej jakże klimatycznym i nader wyjątkowym sklepie...
Malownicze od ostatniego mojego pobytu troszkę się zmieniło, przybyło mieszkańców, była okazja by zapoznać się z tymi, których wcześniej nie zdążyłam poznać, bo niestety wizyty są zbyt krótkie, zbyt rzadkie, a to już niestety wszystko przez Autorkę...

Czasem w życiu wszystko się sypie... rozwala jak domek z kart, o tym również przekonała się Magdalena.  Wystarczy jedna chwila, moment, by zmienić swoje życie, ale zawsze coś jest po coś...
W przypływie impulsu, a raczej w przypływie dobrego wina i zwyczajnej spontaniczności Magda zakupuje domek w Malowniczym. Nie wie jednak, że domek jest trochę magiczny, trochę dziwny, jakby tajemniczy, a na dodatek przyciąga ludzi z problemami...
Wymarzony dom, dom, który pomieści niezapowiedzianych gości...
Julię, którą tajemnica rodzinna przyprowadziła aż do Malowniczego...
Krysię, którą Julia próbuje poznać i wyjaśnić co wydarzyło się przed wieloma laty...
Tymka, który za sprawą Julki wiele rzeczy zrozumiał i niestety wiele tajemnic odkrył...
Wreszcie Jazzmena, którego życie jest jak jego imię - nietypowe.
Albo...
Katarzynę i Antka czy choćby Michała...
Michał - choć trzymał się z daleka, to właśnie w "Malownicze. Wymarzony dom" - to on skradł moje serce... Stał się bliski choć był daleko... A może zwyczajnie kogoś baaaardzo mocno mi przypomina... Mam cichą nadzieję, że przy kolejnej wyprawie do Malowniczego jeszcze się spotkamy...może nie tylko tam...
Nie sposób wymienić wszystkich, których polubiłam, odwiedziłam i zobaczyłam...bo bez wycieczki w góry się nie obyło...
Jest jednak coś, albo ktoś, kto szczególnie zwraca na siebie uwagę prócz oczywiście Madeleine.
Jest to mała dziewczynka, czasem smutna, czasem wesoła, czasem wystraszona, a czasem zwyczajnie szczęśliwa...
Marcysia - to postać bardzo realistyczna, może właśnie zbyt mocno. Może dlatego zbyt dużo wzruszeń, zbyt dużo łez...
Dziewczynka w gruncie rzeczy bardzo samotna, wychowywana przez dziadków - wychowywana to zbyt wielkie słowo - przechowywana - bardziej, niestety pasuje...
Dziecko potrzebujące przyjaciela, przytulenia, a tak naprawdę kogoś kto da jej wymarzony Dom - i niekoniecznie chodzi tu o budynek... Wreszcie pojawia się w Malowniczym ktoś kto częściowo będzie mógł spełnić marzenia dziewczynki, ale to wcale nie będzie proste...

Magdalena Kordel pisze przede wszystkim z humorem... Nie tym razem. "Malownicze. Wymarzony dom" to powieść, która wzrusza, zmusza do przemyśleń, do rozglądania się co się dzieje koło nas, bo być może się dzieje, a my tego nie zauważamy... Zawiało niestety powagą, ale czasem tak trzeba! Autorka nie zapomina o istotnych rzeczach, o małych przypomnieniach, czy choćby o przyjaźni i miłości, która w życiu jest bardzo ważna, a może nawet najważniejsza...
Niestety nie obyło się bez problemów...choć łatwiej jest rozwiązywać czyjeś niż swoje, może dlatego tak lubię powracać do tych miejsc, do Malowniczego...
Doskonale wiem, że zawsze jak powrócę, czekają na mnie mieszkańcy, których znam, Ci których dopiero poznam, ale przede wszystkim ciepło, dobra aura miasteczka i ciepła, aromatyczna herbata...

Kolejna wyprawa do Malowniczego. Jak zwykle udana, jak zwykle odchodzę z nadzieją, że będę mogła tu powrócić, sprawdzić co u Madeleine, Cataliny, Antonia, Marcysi i jej siostry, starszych mieszkańców, natomiast tym razem przede wszystkich z niecierpliwością sprawdzić co słychać u Michała...
Moja wyprawa dobiegła końca, niestety żałuję, zazdroszczą innym, że mają wycieczkę do Malowniczego gdzieś przed sobą. Niebawem wyruszą, na ryneczek gdzieś u podnóża Sudetów, przespacerują się po urokliwym miasteczku, nad którym czuwa święty Antonii, wypiją herbatkę w niezwykle klimatycznej herbaciarni Krysi i zapoznają się z historią Marcysi, Magdy, Julki i innych...

Magdalena Kordel nadal rozśmiesza, nadal wzrusza, ale przede wszystkim coraz lepiej, coraz bardziej przekonująco pisze... Gdybym nie wiedziała, że tego miasteczka nie ma na mapie  - to z całą pewnością byłoby to miejsce, gdzie chciałabym spędzać moją każdą wolną chwilę... 
Zrobiłabym podobnie jak Magda czy Julka - spakowała torbę i wyruszyła do Malowniczego...





Za zaufanie dziękuję Magdzie Kordel...


niedziela, 19 stycznia 2014

W życiu ważne jest słońce!

Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. 


Autor:  Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Feeria
Wydano: styczeń 2014
stron : 392
oprawa: miękka 

PREMIERA: 15 styczeń 2014 

Dawno nie miałam tak emocjonalnej książki w ręku. "Namaluj mi słońce" Gabrieli Gargaś wzruszyło mnie do łez! Sprawiło, że nie wiem co mam napisać, a mnie naprawdę bardzo rzadko brakuje słów. Z jednej strony mam ogrom myśli, które tu chciałabym przeleć, z drugiej nie potrafię tego odpowiednio ująć w słowa, tak by zawrzeć tu wszystko co poczułam, podczas czytania powieści  jak i po przeczytaniu, kiedy pierwsze emocje zaczęły opadać...
Bardzo cenię styl Gabrieli Gargaś, z przyjemnością sięgam po każdą powieść, gdy tylko zostaje wydana. Lubię książki tej Autorki. Dlaczego? Bo bardzo wyróżniają się od pozostałych powieści polskich Autorów i Autorek tym,  iż zawierają w sobie mnóstwo pięknych słów, mądrości, cytatów, które wręcz trzeba zapisać sobie gdzieś "ku pamięci". Tylko w książkach Gargaś, które znajdują się na moim regale wystają karteczki... mnóstwo karteczek - oznaczające słowa, które chciałabym w każdej chwili odszukać, zapamiętać, zapisać...przeżyć... Tylko do książek tej Autorki zasiadam z mini zakładeczkami...

Natomiast tym razem dodatkowo byłam ciekawa głównej bohaterki. Staram się szukać własnej imienniczki w literaturze. Mawiają, że imię pasuje do człowieka, że wiele o nim powie...
Sabina, którą poznałam w "Namaluj mi słońce" bardzo mocno mnie przypomina pod względem charakteru... Szkoda tylko, że musiała przejść krętą drogę, by spełnić marzenia i choć chwilę poczuć co to szczęście...
 „- A wiesz, co jest jeszcze ważne w życiu? Podniosłam na nią wzrok. - Mieć cel i spełniać swoje marzenia. Ja też miałam swoje marzenia, może nie wielkie, ale malutkie, i spełniałam je. Czasami po cichutku, nikt o nich nie wiedział.”
Sabina to singielka, która wykonuje bardzo rzadki "zawód" - mianowicie jest przyjaciółką do wynajęcia. Nietypowe zajęcie, ale jakże potrzebne. W okół nas jest wiele samotnych osób, takich które chętnie z kimś porozmawiają o swoich problemach, rozterkach czy choćby powspominają, wiadomo, że przed obcym czasem łatwiej, aniżeli przed kimś kto jest nam bliski. Czasami spotykamy takich ludzi na własnej drodze, opowiadamy, mając świadomość, że nigdy więcej ich nie spotkamy...
Sabina wykonuję wbrew pozorom ciężką pracę. Można podziwiać ją za to jak wspiera starsze osoby, które zostają na starość same, bo dzieci wyjechały "za chlebem", bądź nie mają czasu...
Ta młoda kobieta wysłuchuje wiele historii, wspiera, pociesza...ale czy jest szczęśliwa?  A może sama pozostaje samotna gdzieś w głębi serca? 
Uważa, że nigdy nie spotkała nikogo interesującego, że miłości nie ma, że chce być sama i jest jej z tym dobrze
 „Miłości nie ma. Miłość jest mitem.To tylko marzenia, cukierkowe wyobrażenia na temat drugiego człowieka,kilka chwil szczęścia, ciepło na sercu, a potem przychodzi proza życia i przyzwyczajenie.”
Czy aby na pewno? 

Jednego pięknego dnia poznaje małą, siedmioletnią dziewczynkę - Marysię. Początek znajomości był trudny, Sabina nielubiąca dzieci i Marysia, pragnąca towarzystwa dojrzałej kobiety. Mieszanka wybuchowa, lecz z czasem ogromna przyjaźń kobiety i dziecka, zamieniająca się w uczucie, które mało kto potrafi sobie wyobrazić...
„Przyjaźń dzieci różni się nieco od przyjaźni dorosłych. Mówi się, że dziecięce przyjaźnie są spontaniczne i szczere, natomiast relacje między dorosłymi często nastawione na uzyskanie osobistych korzyści, nawet kosztem drugiej osoby.”
A do tego... ojciec dziewczynki - równie samotny jak córka...
„Słyszałem, że miłość to dwie samotności, które spotykają się po to, by im było lżej w życiu.”
W tym momencie powinien, ba! Spodziewacie się happy endu...
Sabina, Maks i Marysia - nie tak szybko, przecież życie nie jest proste, a miłość to już w ogóle...
Nie da za wygraną, lubi komplikować i stawiać na swoim...
„Miłość jest rozkapryszoną kobietą, ze swym rozchwianiem, sprzecznościami, humorkami, wybrykami. Potrafi być przerażona niczym bezdomne zwierze, kryje w sobie niewypowiedziany lęk przed odrzuceniem, przychodzi sobie nie w porę, niczym nieproszony gość, i rozsiada się w sercu, hula jak halny, siejąc spustoszenie, jest delikatna jak bańka mydlana, a czar pryska wraz z lekkim podmuchem.”

Miłość bywa naprawdę trudna i skomplikowana, a może jednak nie? Może to my komplikujemy, doszukujemy się tego czego nie ma, szukamy dziury w całym...
A może poprostu boimy się miłości...
Nie wierzymy w miłość - w to, że potrzebujemy jej jak powietrza?!
Każdy człowiek powinien mieć drugiego człowieka. Powinien być szczęśliwy, kochać i być kochanym...
Niestety nie może być słodko... 
Nie da się ot tak namalować słońca...
A może wystarczy tylko znaleźć odpowiednią osobę, która nie tylko namaluje dla nas słońce...ale zostanie nawet wtedy kiedy przyjdzie czas zaćmienia...
„Miłość, ta prawdziwa, trwa tak długo, jak długo na nią zasługujemy, jak długo o nią dbamy. Wszystko inne z czasem umiera, wypala się: pożądanie, namiętność, nawet fajne kumplostwo gdzieś znika. Ale miłość...ona trwa.”

"Namaluj mi słońce"  to bardzo emocjonalna powieść, która wzruszyła mnie do łez. To piękna historia dziewczynki i kobiety, które połączyła szczera i wyjątkowa przyjaźń. Która mimo ogromnych komplikacji przetrwała... Razem przeżyły bardzo wiele... wiele burz, ale po burzy zawsze pojawia się słońce...
Niesamowite jest to jak pięknie i emocjonalnie Gabriela Gargaś potrafiła opisać przyjaźń, miłość, ale przede wszystkim zwyczajną codzienność, dostrzegając przy tym najmniejsze błahostki. Ukazując i uświadamiając nam czytelnikom to jak wiele tracimy nie zwracając uwagi na drobiazgi, które nas otaczają, na przyrodę w okół nas, ale przede wszystkim na ludzi, którzy gdzieś obok nas są samotni...
Przyszły czasy, w których mamy inne priorytety, a wystarczy się zatrzymać i zauważyć, docenić to co już mamy...
Autorka zdecydowanie jest bardzo dobrą obserwatorką, natomiast wspaniałe jest to jak potrafi to wszystko ująć w słowa - by czytelnika chwyciło za serce...
Przyznaję się, mam ogromną słabość do Gabrieli Gargaś. Pamiętam, że po przeczytaniu jej debiutanckiej powieści byłam zachwycona, każda kolejna jej książka zostaje na długo w pamięci.
Jednak "Namaluj mi słońce" jest mi najbliższa i nie tylko ze względu na główną bohaterkę, która jest moją imienniczką, ale na tematykę powieści, a także jedną postać, która... co tu dużo mówić jest mi bardzo bliska i gdyby nie to, że jest to fikcja...
"Namaluj mi słońce"  - powieść do której powrócę. Niezwykle bliska, emocjonalna, ale przede wszystkim dająca do myślenia... 
Mam nadzieję, że jak emocje opadną uda mi się bardziej zrozumieć innych...
„- Miłość tak często przychodzi nie w porę. - A mnie się wydaje, że ona jednak zawsze pojawia się wtedy kiedy ma się pojawić. Tylko,że często zakochujemy się w niewłaściwych ludziach.”

Droga Gie
Dziękuję Kochana! Ty już wiesz za co...

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję pani Monice i Wydawnictwu Feeria.