Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Replika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

ABC... Krystyny Śmigielskiej

Do marcowego ABC... zaprosiłam panią Krystynę Śmigielską. 
Pani Krystyna bardzo chętnie przyjęła moje zaproszenie. 

Cieszę się bardzo, ponieważ w kwietniu odwiedzi, z tego co się dowiedziałam, po raz kolejny, południową Wielkopolskę. 


Krystyna Śmigielska ur. 18.08.1957 r. w Głuchołazach. Zodiakalny lew.
Autorka książek dla dzieci i dorosłych. Zadebiutowała w 2006 roku opowiadaniem "Zbieracz grzechów".


 Laureatka konkursu, zdobywczyni II nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Nie pochłonie nas ekran" 2006 r.



Do tej pory ukazały się:
- "Węszący Renifer, czyli tydzień z ciocią Julią"
- "Ty to głupia jesteś"
- "Tekla"
- "Skarb z leśnego grobowca"
- "Berżeretka bez przepisu"
- "Tekla i płaczący braciszek"
- "Zbieracz grzechów i inne opowiadania"
- "Gotowe na zmiany"
- "Mój przyjaciel Kwako"
- "Kochanek pani Grawerskiej"



ABC... Krystyny Śmigielskiej


Anty… - Przeciwnik.
Bajki… - Tekla.
Czekam… - Wiecznie na coś czekam.
Domownicy  - Tadeusz.
Ekranizacje  - Kiedyś mi się uda!
Fart   - Mój niefart.
Grawerska   - Marcin.
Historia pisania  - Droga przez mękę.
Interesujący jest  - Mijający czas.
Jestem  - Widocznie tak musiało być.


Kocham  - Tadeusz.
Lubię - Zamykać drzwi mojego świata.
Łezka szczęścia - Zbyt intymne, aby głośno o tym mówić.
Muzyka - Słuchawki w uszach.
Napiszę - Napiszę o Joachimie.
Opinie blogerów  - Ciekawe znajomości.
Pisanie - Och jak boli dusza…
Replika - Oby tak dalej J.
Skrzat - Miło było J.
Śmigielska  - Nie ma mnie w Wikipedii.


Test życia  - Zrobić po swojemu, nie patrząc, czy się innym to będzie podobało.
Ukochany - Tadeusz.    
Wracam - Ciągle wracam do mojego świata.
Znów  - Znów napisałam to samo zdanie… Znów to samo…


 - K-O-N-K-U-R-S-

Wraz z Autorką oraz Wydawnictwem Replika zapraszamy do udziału w konkursie 



REGULAMIN:
1. Organizator: organizatorem konkursu jest właścicielka bloga "Sabinkowe czytanie..." czyli sabinka.t1
2. Czas trwania konkursu: konkurs trwa od dziś tj. 22 marca 2015 roku do 5 kwietnia 2015.
Wyniki pojawią się w ciągu trzech dni roboczych od zakończenia konkursu.
3.Nagrody: Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki Krystyny Śmigielskiej "Kochanek pani Grawerskiej"
4. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Replika.
5. W konkursie może wziąć udział każda chętna osoba, która odpowie na pytanie i wyśle prawidłową odpowiedź na adres mailowy 
sabinkowe.czytanie[małpa]wp.pl
6. Aby wziąć udział w konkursie wystarczy napisać odpowiedź na pytanie: 
  Proszę podać panieńskie nazwisko Marty Grawerskiej.
7. Odpowiedzi na pytanie proszę wysłać na wyżej podany adres. 
13 prawidłowy mail wygrywa.
8. Jury: czyli Sabina Tyrakowska - autorka bloga, udostępni osobę, która udzieli prawidłowej odpowiedzi i wyślę maila jako 13 osoba.
 9. Zwycięzca zostanie powiadomiony poprzez wiadomość e-mailową.
10. Reklamacje: będą uwzględniane tylko w ciągu trzech dni od ogłoszenia wyników.
 
Podziękowania:

Oczywiście wszystkim Czytelnikom, licznie tu zaglądającym i regularnie czytającym ABC.
Pani Krystynie Śmigielskiej za udział w zabawie.
Także Wydawnictwu Replika za egzemplarz książki.



Zdjęcia pochodzą ze zbioru prywatnego Autorki

środa, 11 grudnia 2013

ABC...Marty Obuch - wyniki konkursu

Wyniki...

Konkurs wygrywa Edyta Ch. - kobieta myśląca, ale i podstępna, której wypowiedź ujęła Martę Obuch wyobraźnią i zdrowym rozsądkiem. Tak trzymać i wbijać gwoździe każdemu facetowi, który na to zasługuje...

 No cóż, po przemyśleniu tej jakże trudnej kwestii, jakich metod użyć do skutecznego zdobycia męskiego serca, doszłam do wniosku, że łopaty bym nie zastosowała, bo to oznaczałoby, że bardzo tępy musi być ten osobnik, jeśli z takimi drastycznymi narzędziami trzeba do niego podchodzić, a po co mi głupek…męczyłabym się resztę życia ;)
Przydałoby się coś mniejszego i bardziej precyzyjnego…
Skalpel? No jak mu zaproponuję zabawę w doktora, to pomyśli, że jakąś ladacznicą jestem…
Nóż myśliwski? Mężczyźni mają naturę łowcy, lubią czuć, że zdobyli kobietę swoimi staraniami…taaa, a potem mnie zaciągnie za włosy do jaskini i każe strawę pichcić…
A może gwóźdź? Nie taki do trumny…o ćwiek mi chodzi, wbiję mu ćwieka i niech się głowi, deliberuje, bije z myślami i szuka rozwiązania, dlaczego go kuszę, a potem odtrącam, uśmiecham się, a potem biję po twarzy ;) Jak tu zrozumieć kobietę? Jak już się zmęczy próbą rozszyfrowania skomplikowanej natury płci pięknej, a ćwiek go będzie drażnił i uwierał, to sam przyjdzie i odda mi serce na dłoni. No i cel osiągnięty :D
Pozdrawiam
Edyta Ch.

Edytkę poproszę o kontakt na adres sabinka.t1[małpa]wp.pl

Pani Marcie ogromnie dziękuję za cierpliwość, za wyrozumiałość, ale przede wszystkim za to, że zgodziła się wziąć udział w ABC. 

Czytelnikom bloga dziękuję, że nadal są choć bywa tu różnie...

A teraz myślę dobra wiadomość - niebawem, na dniach, kolejny gość. 
Będzie to wspaniała pisarka... która zrobiła na mnie ogromne wrażenie ;) 

wtorek, 26 listopada 2013

ABC...Marty Obuch

xxx
Po dłuuuuuugiej przerwie czas wrócić do tego lubianego cyklu. 
Niestety nie będzie już tak często jak to było, ale... najważniejsze, że będzie. 
Chciałabym by Abc z moimi gośćmi ukazało się raz w miesiącu. Zobaczymy jak wyjdzie w praktyce.
xxx

Dzisiejszym gościem jest ceniona przeze mnie:

 Pani Marta Obuch 



-autorka komedii kryminalnych, fotograf, poetka, dziennikarka.

 Debiutowała w 2007 r. powieścią ,,Precz z brunetami!”. 
Następnie wyszły:
 ,,Odrobina fałszerstwa” (2008), 
,,Diabelska ewolucja” (2009), 
,,Miłość, szkielet i spaghetti” (2012),
"Łopatą do serca" (2013). 

Prowadzi strony:


ABC... MARTY OBUCH

Będę... do końca swoich dni samą ze sobą. To jest najbardziej pewne, dlatego siebie szanuję. Wciąż uczę się siebie mądrze kochać. Dopieszczam. Łoję w lustrze, jeśli zasłużę. Mówię sobie prawdę, bo zasługuję na to i ja, i moja rodzina.

Chmielewska. Dla mnie wzór, kobieta, która, nie znając mnie, była ze mną przez wiele lat. Uczyłam się od niej pokonywania trudności z uśmiechem na ustach. Kształtowała moje poczucie humoru. Tytan pracy! Trzeba o niej mówić, żeby pamięć o niej trwała, nawet jeśli gazety przestaną o Joannie Chmielewskiej pisać.

Debiut. Na początku był chaos i ta zasada znalazła potwierdzenie również i w tym przypadku. Uważam, że ,,Precz z brunetami!” to najsłabsza z moich książek, ale czytelnicy bardzo ją lubią, nie wiedzieć czemu… Jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu, przekroczenie bariery, moje małe zwycięstwo.

Erotyzm. Jedna z najważniejszych sfer człowieka, dlatego nie może zostać pominięta nawet w kryminale. Siła sprawcza dorównująca przemożnej sile śmierci. A może i ją zwycięża?

Fotografia. Hołd złożony mojej potrzebie piękna i równowagi. Zawsze oglądałam świat przez obiektyw aparatu i zza grzbietu książki.




Gotowanie. Czar, magia, bezpieczeństwo, filozofia, dom. I erotyzm hi hi. Jeśli chodzi o mnie – droga do serca. Dobrze gotujący mężczyzna…

Humor. Absolutnie niezbędny do przeżycia bez planowanej operacji nacięcia płata czołowego. Patrzenie na siebie z dystansem pomaga. Człowiek uśmiechnięty nie przejmuje się tak strasznie i śmiertelnie swoją życiową rolą. Krowy będą muczeć, śmieciarka jak co dzień wyjedzie na Sienkiewicza, a o naszych przewinach nie napiszą w New York Times’ie..




Indywidualizm. Mam, niestety, wrodzony. Niestety, bo dążenie, żeby wszystko zrobić samej i wszystko zrozumieć samej, jest męczące. Ale nie lubię tłumu, nie chcę zlewać się z tłumem i przejmować czyichś potrzeb. Leśne ścieżki (torowane osobistą maczetą)- tak, nie: wygodne autostrady.

Jestem... ciekawa świata. Dostrzegam w sobie przede wszystkim człowieka, a nie matkę, żonę czy kochankę. Nie chcę, żeby mnie wpychano w role (co nie zawsze się udaje, oczywiście, ale tak to już bywa). Jestem i mam nadzieję, że będę. Jeśli nie ja, to moje książki.

Kocham... rodzinę i wielu innych ludzi. Bez prawdziwych więzi nie ma życia.

Lubię... poranki. Drzewa, przestrzeń, powietrze. Samotność, inspirujących ludzi. Skromność. Czerwone wino. Okrągłe kamienie. Dobre filmy, dobre książki, dobre rozmowy. Rower. Buty, sukienki, kobiecość. Ackera Bilk’a. Zapachy. Porządek. Bób i truskawki.

Łzy. Rzadko. Najczęściej z powodu bliskich – ale to wiadomo, z bliska precyzyjnie się trafia.

Mąż. Na stanie jeden, od kilkunastu lat. Człowiek, który swoim życiem uczy, jak można mało myśleć o sobie. Imponuje mi chyba najbardziej na świecie. Przyjaciel.

Nowa powieść. To zawsze wyzwanie i wkraczanie w nowe światy. Bytowanie w książce przez wiele godzin w ciągu dnia. Ciągła koncentracja. Odskocznia. Obecnie pracuję nad książką pod roboczym tytułem: ,,Szajba na peronie 5.”, przy której mam ogrom pracy. Powoli zamieniam się w specjalistkę od międzywojennych Katowic, bo rzecz będzie dotyczyć przenosin w czasie. Już nie mogę się doczekać finału. Póki co siedzę w domu z nogą w gipsie, bo biegając po starym dworcu, wykonałam niefortunny piruet pod semaforem.




Opinia innych. Interesuje mnie tylko i wyłącznie opinia moich przyjaciół, a i to nie zawsze. Dulszczyznę i przykładne życie dla publiki mam w głębokim poważaniu. Moje życie, moja sprawa, mój wstyd, moja radość. I moja wycieraczka, mogę na nią nawet nasmarkać. Inne fizjologiczne akcje odpadają, stawiam granicę pomiędzy wyrażaniem siebie a celowym gorszeniem czy krzywdzeniem innych.

Rygor. Bardzo ładne słowo zawierające dwie literki ,,r”…

Synowie. Katalizatory zmian. Bez nich byłabym małą, egoistyczną paskudą. Dwa cuda. I dwa cudaki, które lubię obserwować.

To moje miejsca... Jestem bardzo związana z osiedlem, na którym mieszkam, i które opisuję w książkach. Osiedle Tysiąclecia w Katowicach to wielka, zielona enklawa. Staw niedaleko mojego bloku, park Chorzowski, a w nim mnóstwo soczystej trawy i mój ogródek. Tam odpoczywam. Nie umiałabym żyć w betonowisku pośrodku centrum, udusiłabym się.

Urlop. Mam każdego dnia i sobie cenię. Sama organizuję swój czas.

Wydawcy. Też ludzie. Jak do tej pory – trafiałam na solidnych. Choć między pisarzami słyszy się różne, niezbyt optymistyczne opowieści o wydawcach, którzy sprzedają książki, ale nie płacą.

Zasze chciałam… pisać książki, mieć wspaniały dom, dwa koty i wiele par butów. Moje marzenia ciągle się spełniają (dokupuję buty)!



Nie wiem jak Wam, ale mnie wywiad baaaaardzo się podobał :)

***
Drogie Panie, Dziewczęta, Kobiety i Kokietki!

Przed nadchodzącymi świętami chciałabym Wam życzyć żelaznej woli (Małżonek również potrafi zmyć podłogę, trzeba go tylko do tego odpowiednio zachęcić), pomysłowości w układaniu menu (co by nie spędzić całego dnia w kuchni, chyba że się to lubi), pod choinką wspaniałej książki lub seksownego fatałaszka (a nie bawełnianych majtek w rozmiarze XXL, które spokojnie mogłyby robić za świąteczny obrus), a przy stole... po prostu CIEPŁA I MIŁOŚCI. Bez żadnych nawiasów. 

Pozdrawiam serdecznie, Marta Obuch
***
Pani Marto serdecznie dziękuję za poświęcony czas i cierpliwość dla mnie!
Życzę powrotu do zdrowia, a raczej do całkowitej sprawności, by znowu mogła Pani biegać, skakać i uciekać sokistom ;)
Spełnienia marzeń i nieustającej weny!

***
KONKURS

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do udzialu w konkursie, gdzie sponsorem jest Wydawnictwo Replika.



   REGULAMIN:
1. Organizator: organizatorem konkursu jest właścicielka bloga "Sabinkowe czytanie..." czyli sabinka.t1
2. Czas trwania konkursu: konkurs trwa od dziś tj. 26 listopada 2013 roku do 10 grudnia 2013.
Wyniki pojawią się w ciągu trzech dni roboczych od zakończenia konkursu.
3.Nagrody: Nagrodami w konkursie jest egzemplarz książki Marty Obuch "Łopatą do serca"
4. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Replika
5. W konkursie może wziąć udział każda chętna osoba, która odpowie na pytanie i pozostawi swój adres mailowy.
6. Aby wziąć udział w konkursie wystarczy napisać odpowiedź na pytanie: 
 Łopatą do serca czy innym sposobem?
 Uzasadnij.
7. Odpowiedzi na pytanie proszę umieszczać w komentarzu pod tym postem.
8. Jury: czyli Marta Obuch - pisarka, a zarazem gość ABC wybierze najlepszą, a jednocześnie najciekawszą odpowiedź.
9. Zwycięzca zostanie powiadomiony poprzez wiadomość e-mailową.
10. Reklamacje: będą uwzględniane tylko w ciągu trzech dni od ogłoszenia wyników.


 Serdeczne podziękowania dla pani Justynki Cichowlas i Wydawnictwu Replika





Zdjęcia są własnością autorki.

środa, 23 października 2013

Kocia premiera czyli...

czyli najnowsza powieść Autorki, którą bardzo szanuję, której książki chętnie czytam...
Generalnie lubię polską literaturę, no wiadomo, ale jeśli jest okładka jaka jest, są koty...to już szczyt marzeń!!!!
Mam nadzieję, że Pani Renata Górska mnie nie zawiedzie!

Premiera książki 26 listopada!

Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o AUTORCE - klik




środa, 13 marca 2013

Co Autor miał na myśli?

Szyszka (oficjalnie: Urszula) miała w życiu zdecydowanie więcej pecha niż szczęścia. Zawsze jednak mogła liczyć na współlokatorów kamienicy przy ulicy Krzywej: przyszywaną babcię Julię, emerytowanego księdza Franciszka, Młodego Franka, Marcela i Sebastiana.


Autor: Aurelia Es
Wydawnictwo: Replika  
Wydano:  2012
stron: 276
okładka: miękka


To pierwsze moje spotkanie z Autorką Aurelią Es i pewnie ostatnie. Nie pokuszę się więcej. Od książki oczekuje jakiś emocji, fajnej historii, jakiegoś "czegoś" co mnie zaciekawi, zabawi, zatrzyma na dłużej. Historii, która zostanie w mojej głowie na dłużej, do której będę chciała powrócić, czy choćby pewności, że jeszcze przeczytam inne książki Autorki. "miłość? bardzo proszę" ma bardzo zachęcający tytuł i okładkę - na tym koniec... niestety. Jeszcze długo po przeczytaniu tej powieści zastanawiałam się "co Autor miał na myśli???" W tym przypadku Autorka, ale to bez znaczenia...

Szyszka to główna bohaterka powieści. Mieszkająca w kamienicy na ulicy Krzywej. Z sąsiadami ma bardzo dobry kontakt, nawet powiedziałabym wyjątkowy, a mieszkają tam całkowicie różni ludzie. Znajdzie się starsza pani, emerytowany ksiądz czy też para gejów, do tego młody alkoholik. Wszyscy żyjący w niesamowitej zgodzie... Pomagają dziewczynie, która na świecie została całkiem sama. Los się do niej uśmiecha, dostaje świetną pracę, pojawia się świetny mężczyzna, który niestety znika...a los zsyła jej kobietę, która okazuje się być...
 
Ta książka to jakiś jeden wielki misz - masz, niektóre rzeczy całkowicie wyrwane z kontekstu, męczące dialogi, nie wspominając już o opisach. Aurelia Es chciała dodać nieco fantastyki, trzymać czytelnika w napięciu czy choćby zrobić fajną emocjonalną powieść o młodej kobiecie, niestety moim zdaniem wyszła kompletna klapa, nie każdy jednak potrafi "grać" na emocjach czytelnika. Szkoda, bo książka miała potencjał, fajne pomysły, trudny temat, ale to  wszystko napisane w kiepskim, ba! bardzo kiepskim stylu... Szczerze mówiąc miałam ochotę już po kilkunastu stronach odłożyć książkę, ale brnęłam z nadzieją na poprawę... było coraz gorzej. Totalna strata czasu...
Wydawnictwo Replika wydaje fajne powieści, więc dlaczego "miłość? bardzo proszę" została wydana? Być może gdyby Autorka dopracowała pewne rzeczy... 
W tej książce raziło mnie niesamowicie z jednej strony bogobojność, którą wprowadziła Autorka, z drugiej zaś wulgaryzmy, które się pojawiały. Generalnie ani do pierwszego, ani do drugiego nic nie mam, ale w tej książce to zestawienia strasznie się "gryzło".
Czy polecam? Ja do niej już nie zajrzę, a jeśli ktoś sam musi się przekonać - proszę bardzo...



 Dziękuję  pani Justynce oraz Wydawnictwu Replika.


Wyzwanie: Polacy nie gęsi... 

  

piątek, 8 lutego 2013

Samo życie...

Trzydziestoletnia, trochę roztrzepana, ale niepewna siebie Ola zawsze wmawiała sobie i wszystkim wokół, że rola niepracującej „kury salonowej” to jej powołanie.
Pewnego dnia jej poukładane i szczęśliwe życie rozsypuje się jak domek z kart: mąż nagle wyprowadza się z domu i wydaje się, że ma to związek z przyjaciółką rodziny.



Autor: Alina Białowąs
Wydawnictwo: Replika  
Wydano:  lipiec 2012
stron: 372
okładka: miękka



"Galeria uczuć", jakże opis na okładce jest oklepany... żona, matka, kura domowa, a raczej pieszczotliwie nazywana "salonową", rzuca ją mąż, ona zastanawia się co dalej??? No i co z tego, że opis i temat oklepany??? Chyba też nie do końca, raczej to samo życie, które toczy się u nas, albo koło nas...wystarczy się rozejrzeć!
 O uczuciach, rozstaniach, miłości i emocjach trzeba jeszcze potrafić pisać, a nie każdy potrafi to robić!!! Alina Białowąs na całe szczęście do tej grupy Autorów niepotrafiących - nie należy! Białowąs dosyć, że potrafi pisać, to na dodatek robi to emocjonalnie. Potrafi smutek i gorycz osłodzić małą dawką cukru - coby nie zemdliło. Mnie nie zemdliło! Z przyjemnością przeczytałam, nie! Z przyjemnością pochłonęłam "Galerię uczuć"! Uważam, że to bardzo dobry debiut!

Aleksandra, zwana przez wszystkich Olą. Trzydziestolatka, matka dwóch chłopców, żona marząca o tym, by móc poświęcić się tylko rodzinie. Póki co pracuje w sklepiku z bibelotami, przez szefową zwanym galerią. Ola jest szczęśliwa, spełniona, lecz czy na pewno ma wszystko o czym marzyła?
Paweł ma dobrą pracę, chce zapewnić chłopcom i Oli wszystko co najlepsze. Lecz w pewnym wieku faceta nachodzą różne myśli...
Wyprowadza się z domu do mieszkania swojej mamy, która obecnie przebywa w Stanach...
Oli szczęśliwe życie rozsypuje się jak domek z kart. Mąż ją opuszcza, zostaje sama z dziećmi, okazuje się, że przyjaciółka rodziny, nie do końca była przyjaciółką...na pewno nie Oli...
Jak postąpi młoda kobieta???

Uczucia, miłość, zdrada, opuszczenie żony przez męża - temat oklepany. Na pewno??? Moim zdaniem absolutnie nie! Pewnie w Polsce, raz na kilka minut jakaś kobieta słyszy od swojego męża czy partnera magiczne słowo "odchodzę". Pewnie w drugą stronę działa to tak samo. Nagle życie jakiegoś mężczyzny czy kobiety sypie się jak domek z kart. Zostają dzieci na utrzymaniu, pół biedy jeśli są to osoby pracujące. Co z matkami, które na co dzień wychowują dzieci, mąż utrzymuje dom. Nagle takiemu "tatuśkowi" wpada do głowy pomysł, by zmienić partnerkę, zabawić się jak za starych dobrych czasów, albo zwyczajnie znudziło mu się życie rodzinne??? Alimenty? Co komu po kilku stówach, kiedy żyło się pod jednym dachem przez kilka, kilkanaście lat, a nagle jedno z małżonków postanawia się wyszaleć??? Znika bezpieczeństwo, oparcie i miłość...
Pozostaje niesmak, złość, bezradność...
Wiele kobiet pozostaje bez środków do życia, być może same są sobie winne, bo nie zadbały o siebie, o to by być niezależnymi i nie tylko finansowo. Ale nikt nie jest wróżką i nie zna przyszłości, nie przewidzi tego co zaplanował los... Każdy chce wierzyć w to, że będzie dobrze, że miłość przetrwa, że słowa: i Cię nie opuszczę aż do śmierci mają znaczenie...
Gdyby, gdyby, na gdybanie zawsze przyjdzie czas...

Ola - świetnie wykreowana postać, realna, ale czasem bardzo irytująca. Lecz któż z nas nie ma wad? Czasem sami nie dostrzegamy własnego postępowania i ktoś z zewnątrz musi nas uświadomić. Lepiej wcześniej niż później, gdyby miało być za późno. Takich kobiet, jak Ola jest mnóstwo, być może i ja, i ty też masz coś z Oli, ale jeszcze nikt nas o tym nie uświadomił...
Może warto zastanowić się nad własnym zachowaniem, postępowaniem, podejściem do innych, do najbliższych - zanim będzie za późno...

Alina Białowąs nie stworzyła powieści wybitnej, ale opowiedziała nam ciekawą historię kobiety i  mężczyzny, niegdyś bardzo szczęśliwych. Autorka potrafi opowiadać, przekonywać, ale w pewnym sensie przestrzec innych przed popełnieniem tych samych błędów co główni bohaterowie "Galerii uczuć". Tak jak bajki (zazwyczaj) mają morał, tak i Białowąs w całą tę historię zręcznie i być może nie zamierzając, wplotła morał, tym samym zmuszając czytelnika do pewnych przemyśleń...

"Galerię uczuć" jak najbardziej polecam. Komu? Może kurom domowym? Może kobietom spełnionym? Może matkom, żonom i kochankom? A może by tak mężczyznom? Być może każdy z tych grup znajdzie coś dla siebie... ja znalazłam...
Mam nadzieję, że wkrótce Alina Białowąs wyda swą kolejną powieść - mądrą, życiową i z morałem.



Dziękuję pani Alinie, a także pani Justynce oraz Wydawnictwu Replika.



Wyzwanie: Polacy nie gęsi... 



środa, 30 stycznia 2013

Róże czy stokrotki?

Miało być tak pięknie, landrynkowo, a tymczasem jest zwyczajnie, z problemami. Ale nie ma sensu martwić się na zapas.
Przecież w naszym życiu jest też miejsce na szczęśliwe zakończenia…


Autor: Anna Gratkowska
Wydawnictwo: Replika  
Wydano:  listopad 2012
stron: 228
okładka: miękka


Debiut - czyli coś co Sabinka bardzo lubi... A tak na poważnie, faktycznie lubuję się w debiutanckich powieściach, znajduję w nich świeżość, powiew nowych zapachów, smaków, jakiś nowinek, niektóre okazują się być niezłymi perełkami, ale niestety zdarzają się też rozczarowania... "Stokrotki w deszczu" okazały się być takim rozczarowaniem, choć mogła być niezła powieść!!!

Główna bohaterką jest młodziutka mężatka marząca o swoim kącie, szczęściu i satysfakcjonującej pracy. Część z nich dochodzi do realizacji. Przeprowadzają się do wynajętego mieszkanka - idylla! Do czasu... 
Czasem trzeba pomóc innym, do ich "gniazdka" wprowadza się na jakiś czas kolega z pracy Jurka - Michał. Na początku jest malo uciążliwym lokatorem, ale z czasem... Z czasem wprowadza sporo zamieszania w życie młodego małżeństwa...

"Miało być tak pięknie, landrynkowo, a tymczasem jest zwyczajnie" tak określa cytat z okładki zapowiadającą powieść, ja niestety mogę tylko napisać, że dodając "ale nie było" rewelacyjnie określa samą powieść.
Książka zapowiadała się być fajną, lekką, ciekawą powieścią z morałem, okazała się być szybko czytającym się czytadełkiem. Niestety.
Gdy kończyłam czytać nasunęła mi się pewna myśl - porównanie.
Podsumowałabym "Stokrotki w deszczu" porównując je do krótkiej podróży pociągiem. Ferie sprzyjają podróżom. Najpierw czekamy aż pociąg wreszcie wjedzie na stacje, wsiądziemy, znajdziemy odpowiednie i wygodne miejsce w przedziale. Rozbieramy się, przedział jest pusty. Będzie nam ciepło i wygodnie, może znajdziemy czas na rozmyślanie, albo chwilę zadumy, bądź idealny czas na książkę czy drzemkę. Za oknem piękne i malownicze widoki. Niestety drzwi się otwierają. Wchodzi do przedziału młodziutka kobieta. Będziemy wspólnie podróżować przez najbliższe dwie - trzy godziny. Podczas podróży okazuje się, że kobieta jest niezwykle rozmowna, buzia się jej nie zamyka. Opowiada o swoim małżeństwie, relacjach z teściami, rodzicami, kłopotach zdrowotnych ojca, poszukiwaniu pracy, porodzie przyjaciółki, milostkach innej, a jeszcze o koleżance, która bywa męcząca. O kłopotach z lokatorem. Nagle zrywa się, bo zbliża się jej stacja... Wysiada. Była i nie ma. Nie zdążyłam nawet zapytać jak jej było na imię? Zwierzyła się, opowiedziała, zniknęła, a ja zapomniałam.
Idealnie tak samo jest z książką Anny Gratkowskiej. Autorka opowiada, zwierza się, w pewnych momentach irytuje, i kończy się książka, a ja zapominam... Nie odczuwam potrzeby przemyślenia pewnych spraw, zdecydowanie ma na to wpływ braku emocji. Tego właśnie najbardziej zabrakło mi w  tej powieści - emocji, przekazu, ale przede wszystkim umiejętności przekonania czytelnika. 

"Stokrotki w deszczu" to może życiowa książka, którą się bardzo szybko czyta, ale brakuje jej przekazu i emocji. Czasami miałam wrażenie, że Autorka "zapychała" strony, by powstała powieść. Może się mylę, ale takie idzie odnieść wrażenie. Plusy? Owszem są. Szybko się czyta, dialogom też nic nie brakuje, bardzo prosty język ( choć chyba do końca to nie plus), niewymagająca powieść, która najbardziej nadaje się podczas korzystania ze środków komunikacji- nie wymaga myślenia i skupienia - po prostu się czyta.

 
Dziękuję pani Justynce oraz Wydawnictwu Replika.


 



Wyzwanie: Polacy nie gęsi...