Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 maja 2018

21. Międzynarodowe Tragi Książki w Krakowie - dlaczego pojechałam?

21. Międzynarodowe Tragi Książki w Krakowie odbyły się w dniach 26-29 października 2017, w sumie nie miałam zaplanowanego wyjazdu. Jednak okazało się, że dostałam kilka przymusowych dni wolnych, żal było nie skorzystać...
Zabrałam syna, bo to było jego marzenie, pojechać i podejść do ulubionego Autora... a nawet dwóch.
Czekał, czekał i się doczekał, mimo, że nie było jeszcze go na "stanowisku" mój syn już stał w powiększającej się kolejce. A było tak do pana Andrzeja Maleszki, Autora serii "Magiczne drzewo". 
Miłosz pierwsze co zrobił zakupił najnowszą część i czekał...









Pan Maleszka wiadomo...
Ale mój syn jeszcze bardzo chciał iść do jednego z Autorów
- Rafał Kosik





piątek, 7 kwietnia 2017

Oj doczekać się nie mogę...

%
Doczekać się już nie mogę...
Baaaardzo lubię serię Magdaleny Kordel - "Malownicze", uwielbiam to miasteczko i jego mieszkańców, lubię tu powracać i spędzać swój czas, który ostatnio jest baaardzo okrojony...

Magdalena postanowiła nam czytelnikom przedstawić całkiem nową historię - serię.
Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę miała ją w ręce. 
Okładka niesamowita! 
Zapowiedź...intrygująca i zachęcająca, bo to całkowicie moje klimaty.

Widzieliście?
Czekacie?


O przeszłości, która zmienia wszystko.
Nowa seria autorki bestsellerowego "Anioła do wynajęcia".
Życie Konstancji już raz legło w gruzach. Dzięki własnej sile i determinacji stanęła na nogach. Jest panią dużego majątku, ale trzyma się na uboczu, wiedzie spokojne, choć samotne życie. Jej powiernicą jest stara ochmistrzyni Pelasia.
Kiedy po wielu latach do jej dworu przyjeżdża Jan, Konstancja jest przekonana, że stoi za tym coś więcej niż chęć spotkania się z dawną miłością. Z niezwykłą siłą wracają wspomnienia i uśpione uczucia: rozpacz po śmierci męża, powstanie listopadowe, rozstanie z najlepszą przyjaciółką. Wizyta Jana sprawia, że Konstancja zaczyna inaczej patrzeć na otaczający ją świat i ludzi, dostrzega sprawy, które dotąd umykały jej uwadze. A to dopiero początek zmian. Co musi się stać, by jej życie wróciło do dawnego rytmu?
Pierwszy tom nowej serii "Wilczy dwór" Magdaleny Kordel to wciągająca opowieść o długo skrywanych tajemnicach, a także o sile więzi, magii wspomnień i meandrach uczuć. Dzięki niej przeniesiesz się do świata ponadczasowych emocji.
Opis - empik.com

Interesujący baner zapowiadający premierę pierwszego tomu


Pojawiła się już przedsprzedaż w Empiku - KLIK

Niestety musimy poczekać z przeczytaniem powieści do 14 czerwca 2017 roku
Z pewnością warto!


sobota, 7 stycznia 2017

Premiera stycznia - "Sezon na cuda"

W styczniu ukażę się wznowienie "Sezonu na cuda"
Dlaczego o tym piszę?
Ponieważ, to moja ulubiona seria o Malowniczym.
Magicznym miejscu gdzieś w moich ukochanych górach, chodząc z plecakiem, zawsze mam nadzieję, że znajdę tę miejscowość i jej mieszkańców...
A tak już poważnie.
 Lubię wracać do urokliwego Malowniczego, choć tylko na łamach książki, to bez znaczenia, skoro za każdym razem mam niedosyt i bardzo dobrze się w nim czuje...

TUTAJ pisałam o "Sezonie na cuda"

Magdalena Kordel postanowiła wznowić "Sezon na cuda". Tym razem ukażę się w Wydawnictwie ZNAK - klik

O niebo lepsza okładka, jest wręcz cudowna :)


PREMIERA: 11 stycznia 

Można kupić w przedsprzedaży 
TUTAJ


To dla mnie najważniejsza książka Magdaleny Kordel - to od tej książki, a raczej recenzji wszystko się zaczęło...
to już prawie 7 lat...
Dziękuję Madzia :)


sobota, 18 kwietnia 2015

Zapachniało bzem...

Malownicze, ciche miasteczko ukryte w Sudetach. Miejsce, gdzie czas i miłość leczą rany. Pewnego dnia pani Leontynie ginie pierścionek przekazywany z pokolenia na pokolenie, a przed jej sklepem ze starociami zatrzymuje się tajemniczy mężczyzna. Czy to przeszłość zaczyna się o nią upominać? Leontyna wyrusza więc w pełną nostalgicznego uroku podróż do krainy pachnącej bzami...

Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: ZNAK
PREMIERA:  MAJ 2015
stron : 400
okładka: miękka  



Malownicze. Kocham Malownicze. Każdy z nas ma takie swoje miejsce na Ziemi, moim jest zdecydowanie miasteczko położone gdzieś w Sudetach, piękne, przyjazne, malownicze...
Póki co, odwiedzam miejsce stworzone przez Magdalenę Kordel, ale z nadzieją, że kiedyś trafię do takiego miejsca i od razu będę wiedziała, że to jest to! Moje Malownicze! Cały czas na to liczę, wierzę i marzę o takim miejscu... Wiem, że znajdę...

Kolejny raz Magdalena Kordel zabiera mnie w góry, do ludzi za którymi tęsknie...
"Tajemnica bzów" to najnowsza powieść Autorki. Najnowsza, ale zarazem najlepsza! Oj tak! Pierwszy raz (a czytałam jej wszystkie książki i opowiadania),Magdalena Kordel otrzymała ode mnie najwyższą notę. Zawsze zostawiałam jakąś granicę, bo wierzyłam, że potrafi lepiej, ciekawiej, dokładniej, bardziej! Oj potrafi. I co? Przeszła samą siebie! Oj przeszła! Widać ogromne przygotowanie, pracę nad książką, słownictwem, pisaniem czy choćby tym, że Autorka zaskakuje! Oj zaskakuje...
Zaniedbaniem by było, gdyby nie wspomnieć o pięknej oprawie. Pierwszy raz, bardzo, ależ to bardzo podoba mi się okładka. Piękna, klimatyczna, ale przede wszystkim oddająca to co zawiera książka. Rewelacyjnie współgra z treścią. Warto było tak dłuuuuugo czekać na powrót do Malowniczego!

Z pojawieniem się "Tajemnicy bzów" powróciłam do dobrze mi znanego miejsca, tak bardzo przeze mnie lubianego. Wraz ze mną przyjechał starszy pan, pierwszy raz go widziałam, sam zresztą stwierdził, że "przyniosły" go tu wspomnienia...
Spotkałam i wymieniłam uprzejmości z Proboszczem, zadomowiłam się jak zwykle u Majki, odwiedziłam Kraśniakową, która jak zawsze miała świeże plotki o wszystkim i o wszystkich. Zmęczona poszłam do Krysi zjeść coś słodkiego i wypić dobrą kawę, bo przecież nie tylko migdałową podaje...
Spotkałam Madeleine, która biegała po mieście, teraz przykładna matka, a i bizneswomen. Tak, tak, przecież wkrótce otwarcie księgarni. W Malowniczym brakowało dobrze zaopatrzonej księgarenki...
Wraz z Magdą poszłyśmy do mojej ulubionej Leontyny i jej cudownego i niepowtarzalnego "Kuferka". Tym razem pogaduchy przy herbatce. Leontyna była "dziwna", to nie ta kobieta, którą znam od tak już dawna. Starsza pani zaczęła opowiadać o swoim niesamowitym, jedynym i niepowtarzalnym pierścionku, który ostatnio ewidentnie nie chce u niej zostać...
Wspomnienia, to coś co ciężko wyrzucić z głowy, najczęściej pozostają te najbardziej bolesne, niestety. Leontyna opowiedziała nam o swoim życiu. Zaczynając od historii jej dziadków, rodziców, leśniczówce, którą tak kochała, ukochanym Lwowie,gdzie przez dużą część życia mieszkała, wojnie, pierwszych miłościach, a kończąc na przyjaźniach, przyjeździe do Malowniczego. Usłyszałam także całą historię o jej darze i o tajemnicy "Kuferka"...
Starsza pani potrafi opowiadać, widać było, że wiele wspomnień jest dla niej bardzo bolesnych, ale chyba przychodzi taki moment w życiu każdego, że trzeba podzielić się z innymi swoimi "bolączkami", ale także tym co dobre. Czas dać odpocząć Leontynie, wychodząc, znowu widzę tajemniczego starszego pana. Co z tym moim Malowniczym? Same tajemnice, przypuszczenia i wspomnienia... 
Chyba musiałam tu powrócić, by poznać historię życia mojej ulubionej starszej pani... Jednak widać, że nie tylko ja chciałam ją zobaczyć...
Czas odpocząć w Uroczysku, to był trudny, a zarazem niesamowity pobyt w Malowniczym. Pobyt pełen wzruszeń, miłości i tajemnic. 

Będąc w Malowniczym nie spodziewałam się, że Autorka zabierze mnie do Lwowa, nigdy w nim nie byłam. Magdalena Kordel zrobiła wszystko, by czytając, czytelnik czuł, że w nim jest, zwiedza, spaceruje i obserwuje ludzi. Widać ogromne przygotowanie do tej książki, pojawia się nawet gwara, idealnie wyważona,która nie męczy. Wkraczając w życie Leontyny, Autorka nie uniknęła bardzo dla nas trudnego tematu II wojny światowej. Jednak zrobiła to w sposób interesujący, nie skupiając się na datach, faktach, ale przede wszystkim na tragediach ludzi, bo wojna to głównie ludzie i ich życie, a nie tylko fakty i daty...

"Tajemnica bzów" słodko i pachnąco brzmiący tytuł, ale jakże mylący. W powieści znajdziemy łzy i smutek, miłość, ale i rozczarowanie, wojnę i pokój, ale przede wszystkim tajemnice i gdzieś głęboko ukryte szczęście. Książka mimo trudnych i bolesnych wspomnień, takiej małej goryczki, którą podaje nam Autorka, przepleciona zwinnie jest majem i słodkim zapachem bzów, która ma nam osładzać to co gorzkie i złe...

Wierzyłam w Kordel, oj wierzyłam, i doczekałam się. "Tajemnica bzów" to powieść rewelacyjna, inna niż wszystkie, ale jednocześnie najlepsza! Warto było tak długo czekać na tę powieść. Oj warto!
Mnie pozostaje poczekać na kolejną podróż do mojego ukochanego miejsca na Ziemi jakim jest  Malownicze, a Wam pozostaje poczekać do maja...



Za niesamowitą i wyjątkową podróż do Malowniczego i Lwowa serdecznie dziękuję Autorce!






środa, 5 lutego 2014

Są takie miejsca...

Każdy ma swój Wymarzony Dom. Miejsce, w którym może znaleźć ukojenie, szczęście i miłość. Kiedy Magda podejmuje szaloną decyzję i kupuje stary dom w Malowniczem, miasteczku u podnóża Sudetów, nie wie jeszcze, jak bardzo zmieni się jej życie. W pierwszym odruchu chce się go pozbyć, ale dom nie chce wcale pozbyć się jej. Siła kryjąca się w jego wnętrzu pozwala Magdzie odnaleźć swoje miejsce i...

Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: ZNAK
PREMIERA: 17 LUTY 2014
stron : 400
okładka: miękka  


Są takie miejsca... do których wracamy. Każdy z nas ma azyl do którego ucieka, by pobyć albo w samotności, albo wręcz przeciwnie w gronie które bardzo się lubi. Może też to działa na zasadzie: czego kto potrzebuje w danym momencie czy chwili...
U mnie to wygląda różnie, czasem lubię być sama, uciekam do mojej tzw samotni, czasem wręcz przeciwnie potrzebuje przyjaciół... a czasem, nie, nie! Nie czasami, bardzo często powracam do miejsc, które już znam, do ludzi, których szczerze polubiłam - tyle tylko, że są to miasteczka i mieszkańcy cudownych miejsc znajdujących się gdzieś na kartach książek.
Mam kilka takich miejsc: Zatoka Aniołów, Alaska, Szczecin, Virgin River czy choćby Malownicze...
Staram się je odwiedzać regularnie. Dlaczego? Otóż sprawiają, że czytelnik zapomina o swoich własnych problemach, przenosi się do miejsca które lubi, "żyje" życiem mieszkańców...choć przez chwile...aż do kolejnej ucieczki...

Magdalena Kordel - Autorka, która zabiera mnie do Malowniczego. Do miejsca, które pokochałam od razu, do którego wręcz uwielbiam powracać. Czuję się tu dobrze, z czasem poznałam mieszkańców, choć Kordel dba, by pojawiali się nowi, ale trudno się dziwić, do takiego miejsca każdy chciałby trafić - ja też. I choć nie ma Malowniczego na mapie - Autorka jest naprawdę przekonująca w tym co opisuje, czytelnik nie ma najmniejszego dylematu co do miejsca obdarzonego niezwykłą aurą, miasteczka nad którym czuwa nie tylko anioł ale i święty Antonii oraz, a może przede wszystkim Kraśniakowa - bez której Malownicze nie ma prawa bytu...
Malownicze pokochałam...szkoda tylko, że mogę bywać tu tak rzadko...

Wreszcie nadszedł dzień kiedy mogłam powrócić do miasteczka gdzieś w Sudetach. Odwiedzić Majkę, pszczelarza, Kraśniakową, wypić herbatkę w kawiarni u Krysi, czy spróbować słynnych kłopotków, a także pobuszować u Leontyny w jej jakże klimatycznym i nader wyjątkowym sklepie...
Malownicze od ostatniego mojego pobytu troszkę się zmieniło, przybyło mieszkańców, była okazja by zapoznać się z tymi, których wcześniej nie zdążyłam poznać, bo niestety wizyty są zbyt krótkie, zbyt rzadkie, a to już niestety wszystko przez Autorkę...

Czasem w życiu wszystko się sypie... rozwala jak domek z kart, o tym również przekonała się Magdalena.  Wystarczy jedna chwila, moment, by zmienić swoje życie, ale zawsze coś jest po coś...
W przypływie impulsu, a raczej w przypływie dobrego wina i zwyczajnej spontaniczności Magda zakupuje domek w Malowniczym. Nie wie jednak, że domek jest trochę magiczny, trochę dziwny, jakby tajemniczy, a na dodatek przyciąga ludzi z problemami...
Wymarzony dom, dom, który pomieści niezapowiedzianych gości...
Julię, którą tajemnica rodzinna przyprowadziła aż do Malowniczego...
Krysię, którą Julia próbuje poznać i wyjaśnić co wydarzyło się przed wieloma laty...
Tymka, który za sprawą Julki wiele rzeczy zrozumiał i niestety wiele tajemnic odkrył...
Wreszcie Jazzmena, którego życie jest jak jego imię - nietypowe.
Albo...
Katarzynę i Antka czy choćby Michała...
Michał - choć trzymał się z daleka, to właśnie w "Malownicze. Wymarzony dom" - to on skradł moje serce... Stał się bliski choć był daleko... A może zwyczajnie kogoś baaaardzo mocno mi przypomina... Mam cichą nadzieję, że przy kolejnej wyprawie do Malowniczego jeszcze się spotkamy...może nie tylko tam...
Nie sposób wymienić wszystkich, których polubiłam, odwiedziłam i zobaczyłam...bo bez wycieczki w góry się nie obyło...
Jest jednak coś, albo ktoś, kto szczególnie zwraca na siebie uwagę prócz oczywiście Madeleine.
Jest to mała dziewczynka, czasem smutna, czasem wesoła, czasem wystraszona, a czasem zwyczajnie szczęśliwa...
Marcysia - to postać bardzo realistyczna, może właśnie zbyt mocno. Może dlatego zbyt dużo wzruszeń, zbyt dużo łez...
Dziewczynka w gruncie rzeczy bardzo samotna, wychowywana przez dziadków - wychowywana to zbyt wielkie słowo - przechowywana - bardziej, niestety pasuje...
Dziecko potrzebujące przyjaciela, przytulenia, a tak naprawdę kogoś kto da jej wymarzony Dom - i niekoniecznie chodzi tu o budynek... Wreszcie pojawia się w Malowniczym ktoś kto częściowo będzie mógł spełnić marzenia dziewczynki, ale to wcale nie będzie proste...

Magdalena Kordel pisze przede wszystkim z humorem... Nie tym razem. "Malownicze. Wymarzony dom" to powieść, która wzrusza, zmusza do przemyśleń, do rozglądania się co się dzieje koło nas, bo być może się dzieje, a my tego nie zauważamy... Zawiało niestety powagą, ale czasem tak trzeba! Autorka nie zapomina o istotnych rzeczach, o małych przypomnieniach, czy choćby o przyjaźni i miłości, która w życiu jest bardzo ważna, a może nawet najważniejsza...
Niestety nie obyło się bez problemów...choć łatwiej jest rozwiązywać czyjeś niż swoje, może dlatego tak lubię powracać do tych miejsc, do Malowniczego...
Doskonale wiem, że zawsze jak powrócę, czekają na mnie mieszkańcy, których znam, Ci których dopiero poznam, ale przede wszystkim ciepło, dobra aura miasteczka i ciepła, aromatyczna herbata...

Kolejna wyprawa do Malowniczego. Jak zwykle udana, jak zwykle odchodzę z nadzieją, że będę mogła tu powrócić, sprawdzić co u Madeleine, Cataliny, Antonia, Marcysi i jej siostry, starszych mieszkańców, natomiast tym razem przede wszystkich z niecierpliwością sprawdzić co słychać u Michała...
Moja wyprawa dobiegła końca, niestety żałuję, zazdroszczą innym, że mają wycieczkę do Malowniczego gdzieś przed sobą. Niebawem wyruszą, na ryneczek gdzieś u podnóża Sudetów, przespacerują się po urokliwym miasteczku, nad którym czuwa święty Antonii, wypiją herbatkę w niezwykle klimatycznej herbaciarni Krysi i zapoznają się z historią Marcysi, Magdy, Julki i innych...

Magdalena Kordel nadal rozśmiesza, nadal wzrusza, ale przede wszystkim coraz lepiej, coraz bardziej przekonująco pisze... Gdybym nie wiedziała, że tego miasteczka nie ma na mapie  - to z całą pewnością byłoby to miejsce, gdzie chciałabym spędzać moją każdą wolną chwilę... 
Zrobiłabym podobnie jak Magda czy Julka - spakowała torbę i wyruszyła do Malowniczego...





Za zaufanie dziękuję Magdzie Kordel...


wtorek, 28 sierpnia 2012

Czy jesteś szczęśliwa/szczęśliwy?

Hania straciła wszystko. Jej życie zatrzymało się pewnego sierpniowego dnia. Przestała marzyć, a jedyne plany to te, które układa dla swoich uczniów.
Kiedy na jej drodze staje Mikołaj, Hania boi się zaangażować, ale on walczy o miłość za nich dwoje.


Autor:
Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2012
stron : 656
okładka: miękka

"Alibi na szczęście" to powieść rekomendowana przez polskie gwiazdy kina. Danuta Stenka, Artur Żmijewski przekonują, że warto sięgnąć po ten sporych rozmiarów debiut. Nie powiem, że nie jestem zaskoczona. Debiutanci na naszym polskim rynku łatwo nie mają. Nie oszukujmy się, rzadko są promowani. Muszą sami wspinać się po tej dość wysokiej drabinie wydawniczo -  księgarskiej... Zaskoczeniem dla mnie jest taka rekomendacja i promocja jaką zagwarantowało wydawnictwo. Reklama nie zawsze idzie w parze z jakością... Obawiałam się, żeby czasami nie okazało się, że jest to gniot, którego nie warto absolutnie czytać!!!!

Anna Ficner - Ogonowska zabiera nas nad Wybrzeże, gdzie poznajemy główną bohaterkę książki - Hannę. Spędza ona swoje wakacje nad ukochanym morzem, które ma na nią zbawienny, uciszający i uspokajający wpływ. Gdy była mała przyjeżdżała tutaj z rodzicami, potem z rodzicami i Dominiką, teraz robi samotne wypady. Zatrzymuje się w tym samym miejscu od lat - u pani Irenki. Kobieta jest dla niej bardzo bliska. Zresztą ze wzajemnością. Pani Irenka traktuję Hanię jak córkę: pociesza, dokarmia, doradza, czy choćby przytula gdy tego potrzebuje...
Hania kiedy ma taką potrzebę, wsiada w samochód i kilka godzin później jest w pachnącym jedzeniem domu pani Irenki czy też na plaży, którą ubóstwia...
Ale nie tak dawno...
Życie Hani zmienia się diametralnie. Kobieta popada w depresję i apatię. Gdyby nie przyjaciółka, bliska jak siostra, jej stan pewnie nie uległ by zmianie. Z dnia na dzień Hania odzyskuje siły, chęć do życia... Rozpoczyna pracę. Ma powód by rano wstać z łóżka. By zwyczajnie funkcjonować... Kiedy na jej drodze pojawia się przystojny Mikołaj... nieodległa przeszłość znowu powraca...

Jestem pod wrażeniem! Ogromnym wrażeniem! To tak krótko... Rozwijając moją myśl, uważam, że Anna Ficner - Ogonowska ma dar. Jeśli debiut okazuje się być rewelacyjną powieścią, którą gdyby nie gabaryt czytałoby się jednym tchem, to boję się pomyśleć co znajdę w zapowiadanej książce "Krok do szczęścia"????? Ogonowska przemyciła w książce jakąś magię. Kto widział, żeby powieść obyczajowa, pisana prostym językiem, naszpikowana wszystkim co możliwe, nie znudziła??? Bo na pewno nie znudzi! Nie ma takiej opcji. Fabuła jest niesamowita. Autorka opisała wszystkie wydarzenia w sposób bardzo interesujący, bezpośredni, zachęcający i tajemniczy. Brnęłam i brnęłam, by dowiedzieć się, co wydarzyło się 2 lata wcześniej. Nawet kiedy można się już coś nie coś domyśleć, to i tak nie poczujemy zniechęcenia! Na dodatek Ogonowska zostawia rewelację na koniec książki...
Zdecydowanie magia, która powoduje, by czytelnik nie potrafił odłożyć książki! Ba! By był nią zachwycony! Na mnie podziałała...

Nie można nie wspomnieć o postaciach, które poznajemy w "Alibi na szczęście". Zafascynowana jestem bohaterami książki, wyrazistymi i charakternymi. W szczególności ujęły mnie Dominika i Zuza. Sympatyczne, a zarazem dynamiczne, roztrzepane, temperamentne, jakby z wrodzonym ADHD. Nie dało się nie zwrócić na nie uwagi. Przeciwieństwem okazują się Hania i Ulka...
Postać pani Irenki, to już w ogóle mistrzostwo! Poznając tę kobietę, jej opiekuńczość, dom, w którym mieszka, natychmiast chce się tam do niej przenieść i znaleźć pod jej opiekuńczymi skrzydłami. Słuchać jej opowiadań, pospacerować w jej towarzystwie po jej pięknym i pachnącym ogrodzie...
Nie można wspomnieć o spokojnym i bardzo cierpliwym Mikołaju...
Wszystkie postaci są bardzo realistyczne, charakterystyczne i bardzo dobrze wykreowane. Można śmiało przypuszczać, że mają odzwierciedlenia w życiu realnym.

Po TAKIEJ lekturze nasuwa się myśl, że wystarczy tylko poprosić znanych i lubianych aktorów, scenarzystę i reżysera, by dokonali reszty! "Alibi na szczęście" jest idealną powieścią, którą z ogromną przyjemnością i radością obejrzałabym na wielkim ekranie!

Niesamoowite jest to, że Autorka dobitnie i twardo pokazuje nam co w życiu jest najważniejsze! Zdecydowanie stawia na prawdziwą przyjaźń, miłość i szczęście, które należy się każdemu!

Przyznaję się, że Anna Ficner - Ogonowska bardzo mnie zaskoczyła! Lubuję się w debiutach, często po nie sięgam, ich poziom jest różny. Jednak "Alibi na szczęście" jest napisany z całą pewnością na bardzo dobrym poziomie! Autorka zdecydowanie potrafi pisać, ale także zatrzymać czytelnika, zachęcić go do tego, by sięgnął po kolejną powieść. Na pewno to zrobię! Pani Anna genialnie dawkuje napięcie i idealnie potrafi dostosować atmosferę i opisy do konkretnej sceny. Cieszę się bardzo, że tym razem promocja i reklama jak najbardziej jest uzasadniona! TA książka jest warta tego, by stała na najwyższych półkach...

Reasumując: "Alibi na szczęście" to jeden z lepszych debiutów jaki miałam przyjemność czytać, a raczej pochłaniać! Żałuję, że nie skusiłam się wcześniej. Nie popełnię już tego błędu po raz drugi i "Krok do szczęścia" na pewno nie będzie czekał tak długo na półce!
Kto jeszcze nie miał przyjemności czytać debiutu Ficner - Ogonowskiej to polecam z całego serca! Nie zabraknie miłości, radości, prawdziwej przyjaźni, ale także wzruszeń... A wszystko dobrane w odpowiedniej dawce i okraszone bezpośrednim językiem...

Pozostaje mi na koniec podziękować mężowi pani Anny, który zdecydował się (dzięki Bogu!) wysłać potajemnie powieść do Wydawnictwa!





niedziela, 17 czerwca 2012

Jestem zaskoczona!

Daria kochała męża.
I zabiła go.
Z miłości.
Znacznie od niej starszy Edward był redaktorem naczelnym pisma literackiego. Widział w niej zdolną pisarkę i fascynująca kobietę. Nikt jednak nie znał prawdziwego oblicza ich związku - miłości, która stała się toksyczną i niebezpieczną grą.Opis z okładki.


Autor:
Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2012
stron : 272
okładka: twarda


Jestem zaskoczona i tyle! Nie spodziewałam się, że Maria Nurowska potrafi pisać tak...powiedzmy to! Kontrowersyjnie! Nie pomyślcie, że jestem zniesmaczona, absolutnie nie! Zdecydowanie bardziej w szoku!!! Pani Nurowska stworzyła historię Darii tak prawdziwą, że nie powinniśmy mieć wątpliwości, że zdarzenie to miało miejsce...ale pamiętajmy, że w większości prawdy odnajdujemy szczyptę realizmu i prawdziwej historii, a cała reszta to wyobraźnia pisarzy... Lecz to jak odbiorą książkę czytelnicy zależy już od wspaniałych umiejętności osób piszących. Maria Nurowska jest niezwykła!

"Drzwi do piekła" to najnowsza, odważę się rzec najbardziej kontrowersyjna książka pani Marii Nurowskiej. Opowiada historię Darii, która odbywa wieloletnią karę pozbawienia wolności za zabicie męża. Trafia do kobiecego więzienia, gdzie poznaje losy innych kobiet, ale także życie za kratami...

Szczerze mówiąc od kilku dni chodzę i myślę co napisać...
Mam dylemat.
Z jednej strony jestem zachwycona książką, z drugiej zaś zaskoczona tym co tam znalazłam.
Nie bardzo potrafię ubrać w słowa emocje, które mi towarzyszyły... Z pewnością nie zabrakło złości, zaskoczenia, bólu czy rozczarowań. Autorka zręcznie opowiadała teraźniejsze życie głównej bohaterki splatając je z wspomnieniami...jakże dziwnymi i czasami wręcz aż niesmacznymi...bo czy życie  w trójkącie jest fajne???Czy pchanie męża w ramiona innych jest normalne???
To tylko mała cząstka tego co znajdziemy w "Drzwiach do piekła"!

Nie będzie głębszych rozważań...sama jestem tym zaskoczona!
Napiszę tylko tyle: książka jest niesamowicie wciągająca i zaskakująca jednoczenie. Nie brakuje w niej wzruszeń, dramatyzmu czy erotyki. Cieszę się, że dane mi było ją przeczytać i poznać losy Darii, Izy czy kobiet przebywających za kratami...
Niemniej jednak jeśli macie możliwość przeczytania "Drzwi do piekła" to nie oglądajcie się tylko przeczytajcie, choć wierzcie mi, że wywołuje różne i jakże niespodziewane emocje. Z pewnością najnowsza powieść Marii Nurowskiej należy do książek, których szybko się nie zapomina...
Gdzieś czytałam, że będzie kontynuacja tej powieści...bardzo mnie to cieszy!

sobota, 3 września 2011

W Gródku niespokojne czasy...

Proboszcz nadal dokonuje niezwykłych rzeczy wśród swoich parafian, wpływając na przemianę ich poglądów i podejścia do życia, nie potrafi sobie jednak ułożyć relacji z własną rodziną. A wszystko to dzieje się
w obliczu nadchodzącego stanu wojennego.





Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2011
stron :366





Z ogromną ciekawością wróciłam do Gródka. Chciałam się przekonać, czy część druga "Księdza Rafała" jest tak samo dobra jak pierwsza. Muszę przyznać, że jest jeszcze lepsza !!!Ciekawsza, wciągająca, choć zahacza o politykę, generalnie nie na tyle, by przeszkadzało.

"Laurkę" Maciejowi Grabskiemu wystawiłam już przy opisywaniu części pierwszej TUTAJ.
Mogę tylko dodać, że autor opisuje w kontynuacji bardzo szczegółowo czasy, których nie pamiętam, znam je tylko częściowo z historii i opowiadań. Tym mocniej książka mnie do siebie "przywiązywała". Nie potrafiłam się opanować, każdą wolną minutę spędziłam przy powieści. To nie jest normalne zachowanie zwykłego czytelnika- zresztą, jak normalne nie jest to, by powieść, a raczej autor, który ją napisał, działał jak nałóg, bez którego nie można się obyć. 


Nie będę się rozpisywała, recenzji można przeczytać mnóstwo na blogach i portalach, większość z nich jest  bardzo pozytywna, co mnie teraz nie dziwi.  Wiem z pewnością, że sięgnę po każdą kolejną książkę Macieja Grabskiego. Jednak mam cichą nadzieję, że już wkrótce będę mogła powrócić do mieszkańców gościnnego Gródka i sprawdzić jak poradzili sobie w tych trudnych czasach w jakim przyszło im żyć, a nawet niektórym ukrywać. Niestety nigdzie nie wyczytałam, czy można liczyć na kontynuację, mam jednak nadzieję, że tak!


Z czystym sumieniem i pewną dozą nieśmiałości namawiam, jeśli macie książkę w domu, nie odkładajcie na później, inne poczekają, ja żałuje, że najpierw zwlekałam z zakupem, potem z czytaniem, nie popełniajcie moich błędów ;) "Ksiądz Rafał" jak i "Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy" to książki, po które warto sięgnąć.

środa, 31 sierpnia 2011

Przywraca wiarę w dobrych ludzi, w nas samych i w dobre zakończenia...

Gródek to wieś pachnąca rozgrzanymi przez słońce ziołami. Miejsce małych radości i niewielkich smutków, spokojne i harmonijne, gdzie czas odmierzają msze w kościele i wieczorne dysputy w barze. Ludzie żyją z dnia na dzień, a ksiądz może więcej niż wójt. Ten trwający od lat porządek burzy śmierć starego proboszcza. Do Gródka musi przyjść ktoś nowy!


Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2011
stron :366

Z pewnością nie będzie to recenzja, nawet nic zbliżonego... Będzie to "laurka", którą otrzyma Maciej Grabski! Napisał rewelacyjną powieść, którą pochłonęłam. Trudno uwierzyć, że jest to debiut - genialny debiut!!!
Po debiuty sięgam zdecydowanie i często, lubię od zawsze. Zaczynam od pierwszej książki, jeśli ma to "coś" kupuje kolejne, tym sposobem powiększam grono pisarek i pisarzy. Autorów szanuję, podziwiam , a także  namiętnie kolekcjonuję i czytam ich powieści. Z pewnością Maciej Grabski poszerzył to grono, jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności i stylu pisarskiego, który w żaden sposób nie "pachnie" debiutem!!! Podziwiam ogromny talent. 


Polubiłam Gródek, małą wieś gdzieś na odludziu. Ludzie jak wszędzie, wyrywni, złośliwi i obmawiających innych, lecz gdy zachodzi konieczność są jedną wielką jednością skorą  do pomocy. Tylko podziwiać. Niestety ja nie dostrzegam czegoś podobnego w moim regionie. Być może to już nie te czasy, być może już nie to pokolenie, a może nie to miejsce...tego się już nie dowiem. Jedno wiem, chcę tam wrócić, i choć jest to tylko podróż w karty powieści z przyjemnością i ogromną ochotą ją odbędę. Najszybciej jak się da!!! 
Polubiłam mieszkańców, polubiłam proboszcza, polubiłam Dzikuska, ale przede wszystkim polubiłam to urocze malownicze miejsce z 500-letnim kościółkiem na czele. 


Podziwiam Autora za odwagę i prawdziwość. Choć nie jestem w stanie pamiętać lat 70-tych, czytałam powieść jednym tchem, chłonąc wszystko i zastanawiając się jakby to było, gdyby wielu ludzi nauczonych luksusu, dobrobytu musiało sobie poradzić w sytuacji mieszkańców Gródka? Czy daliby radę? Czy wielu z nich wróciłaby wiara w Boga  i drugiego człowieka???? Odnaleźliby właściwą drogę? Nie wiem i nie dociekam, jednak nie byłoby to łatwe...


"Ksiądz Rafał" to świetna powieść, której było żal odłożyć, prosta, ale jednocześnie bardzo bezpośrednia. To mi się wręcz bardzo podobało, tak samo jak styl, świetne opisy i opisane sytuacje. Pan Maciej stworzył wręcz realne postaci wielopokoleniowe, o różnych charakterach, a niektóre z nich wręcz zaskakujące. Nie zapomina też z pewnością o swojej miłości do muzyki i zwierząt, którą świetnie ulokował na kartach powieści.Choć książka nie należy do najdłuższych to i tak autor zadbał o to, by czytelnik się nie nudził,bo w Gródku się działo...

Cieszę się, że Maciej Grabski ma wspaniałe osoby koło siebie, które namówiły go do napisania książki. To była właściwa decyzja, bo nie tylko ja polubiłam Gródek,  duszpasterza, ale także wszystkich mieszkańców, wiele osób zachwyca się powieścią, teraz rozumiem dlaczego...
Żałuję tylko, że książka długo czekała na swoją kolej, to był błąd! Ogromny błąd!!!!



*****************


Wszystkim BLOGEROM w dniu ich święta życzę wielu wspaniałych dni, postów i odwiedzających :)


Wiem, powinnam dać linki, do ulubionych blogów recenzenckich, ale takowe można znaleźć u mnie z lewej strony :)
Nie będę kopiować :)
Zaproponuję ciut inne blogi, które odwiedzam :)




a także Rodzynek :)

sobota, 25 czerwca 2011

"Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman

Dziewczyna, która pływała z delfinami to wspaniała podróż w głąb ludzkiego umysłu, pokazująca, jak wiele zależy od punktu widzenia i wrażliwości każdego z nas, a zarazem jak mało mamy wpływu na to, co dzieje się w naszym życiu. Sabina Berman stworzyła meksykańską wersję Forresta Gumpa w kobiecym wydaniu. Zamiast pudełka czekoladek jest puszka tuńczyka z napisem „bezpieczne dla delfinów” i „wolne od stresu”.





Wydawnictwo: Znak
Wydano: 2011
stron :232


 Sabina  Berman mnie zaskoczyła! Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie. Spodziewałam się całkiem czegoś innego, co innego dane było mi przeczytać...
"Dziewczyna, która pływała z delfinami" to debiut powieściowy pisarki. Czytałam wiele debiutów, gdyby nie to, że na okładce widnieje właśnie taki tekst, absolutnie nie dałabym temu wiary! Debiut ten, ponoć zrobił ogromne zamieszanie na rynku literackim, wcale, ale to wcale mnie to nie dziwi. Nigdy nie spotkałam się z tak dobrą i bezpośrednią powieścią, która zarazem, by była pamiętnikiem osoby autystycznej. 
Właśnie Karen jest dziewczyną autystyczną. Karen jest niezwykła, a zarazem zaskakująca, a jej spojrzenie na świat bardzo oryginalne. Przez wiele lat nic nie mówi, nie potrafi czytać i pisać.Zwyczajne czynności dnia, sprawiają jej trudność. Nie posługuje się mimiką, ani też uczuciami, zwyczajnie ich nie zna. Przez te kilka lat żyła jak dzikus w piwnicach. Jej los odmienia się gdy w Mazatlan  pojawia się Isabelle, która dziedziczy spadek po siostrze. Przygarnia dziewczynkę, uczy ją podstawowych pojęć, zachowań,a także zwyczajnego życia wśród ludzi. Odkrywa też w dziewczynie niezwykłe zdolności. Choć jej umysł jest na niskim poziomie, to inne umiejętności są na wagę złota. Umiejętności te, a także ciężka praca nad sobą pomaga dziewczynie przetrwać wiele wspaniałych lat.

Sabina Berman sprawiła, że książka nie była nudnym monologiem, ale niesłychanie ciekawą i interesującą historią, opowieścią dziewczyny, która jest Zdolna Inaczej. Tylko ciężka praca, zawziętość oraz ogromny upór pomógł Karen przetrwać trudny okres swojego życia. Jednak ciężko jest żyć, kiedy świat spostrzega się inaczej, nie potrafi się określić swoich uczuć, a inni patrzą jak na półgłówka, nie licząc się z jej zdaniem. Niesamowita pamięć pomogła w tym by dojść do punktu wyjścia, w którym się znalazła. Tym też sposobem znalazła uznanie u bardzo nielicznych osób, które przynajmniej próbowały zrozumieć Zdolną Inaczej.
Bezpośredniość i prosty język Sabiny Berman dopełniły całości, stworzyła rewelacyjną powieść, którą warto dogłębnie poznać, by zrozumieć ludzi z autyzmem, a także ich spojrzenie na nas, jako ludzi zdrowych i powiedzmy normalnych.
"Dziewczyna, która pływała z delfinami" to powieść, którą warto polecić. Idealna książka, na to by zapakować ją w plecach, torbę i zabrać na wakacje. Polecam osobom, które lubią ciekawe historię, a także nietypowe pamiętnikowe wspomnienia.




 Za powieść dziękuję Wydawnictwu Znak!!!