piątek, 24 sierpnia 2012

Zawsze coś jest po coś...

Wierzycie w znaki, zbiegi okoliczności czy inne cuda?

Zawsze coś jest po coś... 
Wczoraj wracałam od Milenki, było późno... Na drogach spokojnie, przypomniało mi się, że miałam wysłać sms...zjechałam, napisałam, tak ze dwa razy, trwało to kilka minut...
 Małe kilka minut... 
Pod moim miasteczkiem, kilka minutek wcześniej (pewnie tych moich sms-owych) doszło do wypadku... 
Być może te dwa sms uratowały mnie...
 Zawsze coś jest po coś...
Cieszę się tylko, że ktoś prosił o sms, że miałam napisać...
Że obiecywałam, że nie będę pisać w czasie jazdy...
Że zjechałam na chwilunię w zatoczki...
Jakoś niefajnie byłoby czołowo zderzyć się z ciężarówą...

***
Z innej beczki:

Spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel odbędzie się w najbliższą sobotę :) 




33 komentarze:

  1. takie sytuacje mrożą krew w żyłach... i ta myśl "to przecież mogłam być ja". Mnie się coś takiego chyba jeszcze nigdy nie przytrafiło, ale nad moimi znajomymi też opatrzność czuwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko tak nie myśleć, kiedy dojeżdżasz równo z karetką i strażą. Czytasz potem, że miejsce miał wypadek niecałe 5 minut przed tym jak dojechałam do tego miejsca...
      Chyba mam jeszcze jakąś misję...nie czas na mnie...

      Usuń
  2. Uff..no to dobrze,że zjechałaś:) A w nawiązaniu do Magdaleny Kordel zapraszam wszystkie chętne na rozdawajkę:) http://popoludniezksiazka.blogspot.com/2012/08/rozdawajka.html

    OdpowiedzUsuń
  3. To tak jak z tymi historiami, gdy ktoś nie wsiadł do samolotu, którym miał lecieć, a samolot się rozbił... Mrożą krew w żyłach, ale i dają szansę na większe docenienie życia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :(
      Fakt, takie sytuacje dają do myślenia...

      Usuń
  4. O matko, ciarki przechodzą po plecach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wierze jaki nic, tzn. ja to wiem! Anioły czuwają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wierze, że w naszym życiu jest jakaś magia, a przeznaczenie jest jego częścią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mialas szczescie, szkoda,ze ten kto wjechal pod ciezarowke nie musial napisac smsa, wysikac sie, czy cokolwiek...Stanowczo za duzo tych wypadkow w Polsce.Tu i anioly nie nadazaja. Smutne.Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety. Póki co okazuje się, że to wina pana z osobówki...

      Usuń
  8. Zapewne przeszedł Cię dreszcz, jak dowiedziałaś się o tej czołówce i fakcie, że to mogłaś być Ty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedy dojeżdżasz i widzisz, to chyba samo się już nasuwa myśl: kilka minut...mogłam jechać ja...

      Usuń
  9. Masakra. Nie wiem co napisać, w takich sytuacjach słowa nie mają dużego znaczenia, ale znam takie historie... Gdyby nie to, że moi sąsiedzi, jadący z moimi rodzicami na wycieczkę, nie jechali jako pierwsi swoim samochodem, to pewnie byłabym sierotą. Auto moich rodziców nie przetrwałoby takie zderzenia, jakie im zafundował los. Na szczęście nikomu wtedy nic poważnego się nie stało. Tak miało być. Ktoś czuwał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze...
      Anioł Stróż czuwa...

      Usuń
  10. dobrze, że udało Ci się uniknąć ewentualnego wypadku :/ wg mnie wszystko jest przyczynowo - skutkowe, nie ma spontanicznych wydarzeń, to wszystko z góry nam zaplanowano

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jest...
      Najwidoczniej mam tu na Ziemi coś jeszcze do zrobienia...

      Usuń
  11. Aż mi się włos na głowie zjeżył! Straszna historia...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie tak dawno podczas wakacji o 21 zapalił się drewniany domek obok domku moich rodziców. Ogień strasznie szybko zaczął się przemieszczać. Moi rodzice właściwie szli już spać, siostrzyczka oglądała bajkę. Ja nie mieszkałam w tym domku, mieszkałam kilka dalej u przyjaciółki. na szczęście sąsiedzi zauważyli dym i pożar i zaalarmowali rodziców. Zdążyliśmy spakować się całkowicie przez 3 minuty, w ciągu następnych 7 przyjechała straż pożarna. W naszym domku ucierpiał tylko dach, tamten spalił się prawie że doszczętnie. Jaki to cud, że w tamtym domku nie wybuchła gaśnica. I jaki to cud, że nie zaczął się on palić jakieś 1,5 h później, bo nikt by nie zareagował, a rodzice by się zaczadzili i spalili. Prawie w kompletnej ciszy... Także wierzę. Wierzę głęboko w cuda. I cieszę się, że i Tobie udało się uniknąć wypadku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym momencie musieliśmy już skakać przez balustradę, bo z drugiej strony przy normalnym wyjściu był już ogień. Kolejny cud: z rodzicami mieszkali dziadkowie. Gdyby nie wyjechali kilka dni wcześniej, nie wiadomo jakby z tego domku wyszli, bo taras i ziemię dzieliły 2 metry i trzeba było skoczyć.

      Usuń
    2. To dopiero historia!
      Ludzie chyba dopiero po fakcie dokonanym zdają sobie sprawę z tego, że dostali od życia jeszcze jedną szansę...
      Cieszę się, że wszystko skończyło się jak się skończyło.

      Usuń
  13. Moje aniołki chyba niestety ostatnio śpią, bo ciągle zdarzają mi się historie, które podkopują moją wiarę w ludzi w marzenia, zaufanie... i tak bym mogła jeszcze wymieniać. Budzą tylko lęk przed przyszłością. Mam nadzieję, że zła passa minie.
    Cieszę się Sabinko, że nic Ci się nie stało. Domyślam się, że bardzo to przeżywasz.
    Nyx ... niesamowita historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, by zła passa minęła, a Twój Anioł Stróż wreszcie się obudził!

      Usuń
  14. Pozostaje wierzyć, że jesteś bardzo bliska Opatrzności i za wszelką cenę postanowiła ona uchować Cię od złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że nade mną czuwa pewna osoba...

      Usuń
  15. Dobrze, że nic Ci się nie stało Sabinko.

    OdpowiedzUsuń