Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 października 2011

Na piaskach pustyni...

Julia Schlick, fotoreporterka, od lat dokumentuje na swoich zdjęciach wyzysk dzieci w Trzecim Świecie. Jej partnerem w życiu i w pracy jest Cliff Clifton, światowej sławy dziennikarz, zajmujący się tym samym tematem. Stanowili nierozłączną parę aż do dnia, gdy trzy lata temu Cliff zniknął bez śladu. Choć Julia poruszyła niebo i ziemię, by go odnaleźć, jej poszukiwania zakończyły się fiaskiem. 

Autor: Stephane Heaume
Wydawnictwo: Muza
Wydano: 2011
stron : 208
okładka: miękka


 Co mnie pokusiło by wybrać tę powieść? Nie wiem, być może okładka, która jest dość tajemnicza, a zarazem bardzo kusząca. Myślę jednak, ze zdecydował opis, który zachęcał tematyką, pewną tajemnicą, a zarazem kuszącą podróżą w głąb Afryki. Nie miałam wcześniej okazji przeczytać książek Stephane Heaume, to pierwsza powieść, jednak już wiem, że nie ostatnia. Dlaczego? Dlatego, że autor zawładnął moją wyobraźnią...
Oj tak, wyobraźnia była bardzo potrzebna. Autor zabrał mnie w podróż po Afryce. Zaczynając od Pan'Jah do przełęczy Aoudi-Skandolar na skraju pustyni, przez Wielki Erg w kierunku opustoszałej osady Assi-Haoud. Następnie przez pasma gór Akhmed i płaskowyżu El-Amkar i dalej karawaną do celu podróży fortu Haggar. Podróż wydaje się być wyczerpująca, ale czego nie robi się dla ukochanej osoby? Gdy tylko Julia, fotoreporterka dowiaduje się, że ma możliwość odnalezienia Cliftona, który zaginął przed 3 laty, nie waha się, zgadza się na wszystko. Wyrusza wraz z handlarzami i wojskiem, by odnaleźć swojego ukochanego. Czy uda się jej spotkać z Cliftonem? Czy oczyści jego złe imię? Kim okażę się tajemnicza kobieta?
"Noc w forcie Haggar" to fantastyczna powieść, która choć nie należy do lekkich, to czyta się ją niezwykle szybko. Ciekawość powoduje, ze przewracamy kartki w błyskawicznym tempie, by dowiedzieć się czy Julia odnajdzie Cliftona? Autor wplata wiele wątków, które po części odwracają uwagę od głównego problemu powieści. Książka przepełniona jest tajemnicą, niepewnością, ale przede wszystkim sensacją. Pojawiają się też wątki drastyczne, które mną wstrząsnęły. Jednak świat jest taki, a nie inny, brutalność staje się czymś oczywistym, tak jak w odległych krajach handel ludźmi, który i w tej powieści występuje. Choć Stephane Heaume wiele wspaniałych miejsc zawdzięcza swej wyobraźni, to i tak miało się ogromne wrażenie, że podróż, którą nam zafundował w powieści jest bardzo realistyczna. 
"Noc w forcie Haggar" polecam z czystym sumieniem, wspaniale było zatopić się w interesującą powieść, której akcja dzieje się głównie na piaskach pustyni. Jest wręcz idealna na zimne i pochmurne dni przy lampce dobrego wina, bądź kubku gorącej herbaty.

piątek, 31 grudnia 2010

Podsuma roku 2010

W sumie ciężko mi podsumować , bo blog jest od niedawna , nie będę się nim zbyt dużo kierować w moich obliczeniach..
Dziękuje Wam ,że tu zaglądacie , muszę przyznać ,że nie spodziewałam się tylu wejść i komentarzy , ale bardzo się cieszę,ze zaglądacie i zostawiacie ślad po sobie. Ślady te w postaci komentarza będą nagradzane - obiecuję, oczywiście moimi zakładkami :O) co 500 komentarz nagrodzę :O)
Bardzo mi miło ,że autorki książek tu zaglądają , zdaje sobie sprawę ,że moje opisy nie są profesjonalne, ale pisane sercem , moimi wrażeniami i spontanem po przeczytaniu danej książki, są to moje luźne odczucia ... nie będę tego zmieniać i przy takiej formie pozostanę .
Zostanę też przy literaturze polskiej, bo ją uwielbiam najbardziej, oczywiście też przy debiutach.W przyszłym roku z literatury obcej będzie też Sparks, Zafon  i pewnie coś co mnie samą zaskoczy :O)

Sama jestem zaskoczona tym ,ze odważyłam się sięgać po fantastykę , za to dziękuję Autorce Kasi M. , która małymi kroczkami wpycha mnie w świat fantastyki ... o dziwo ten świat zaczynam odkrywać, delektować się nim i zagłębiać się w niego co raz bardziej . Kasiu M. dziękuję !

 Zapraszam Was tez do udziału w nowej ankiecie , znajduje się tam gdzie zwykle ...

Miały być statystyki :
roku 2010 przeczytałam 64 książki , 4 nie doczytałam, 6 książek wygrałam.
Mam nadzieje ,ze w przyszłym roku liczba książek będzie podobna i nadal będzie dopisywało mi szczęście :O)

Jeszcze w tym roku dwa zaskoczenia:
1. to maleńki urywek mojego opisu w najnowszym katalogu KDC
2. mój opis bedzie wykorzystany przez Agnieszkę Lingas - Łoniewską - dziękuję
dla mnie to ogromne wyróżnienia. 


Życzę Wam w Nowym Roku tego byście byli szczęśliwi, by zdrowie dopisywało, by czas był dla Was łaskawy i pozwalał na dłuuuugie czytanie oraz by Wasze marzenia się spełniły ....
Tym co dziś balują życzę szampańskiej zabawy !!!
Do zobaczenia w przyszłym roku :O)

środa, 29 grudnia 2010

"Zakręty losu" Agnieszka Lingas - Łoniewska

Dramat sensacyjny opowiadający o życiu pełnym pokus, zagrożeń, zgubnych nałogów, fałszywych idei, mafii i wielkiej miłości.
Pierwsza część trylogii o braciach Borowskich, pełna wzruszeń, łez i namiętności. Poznajemy Krzysztofa Borowskiego, adwokata broniącego bossów narkotykowej mafii, Katarzynę Kochańską, prokurator oskarżającą w procesie zorganizowanej grupy przestępczej, Łukasza „Lukasa” Borowskiego, starszego brata Krzysztofa, od najmłodszych lat działającego w mafijnych strukturach oraz Małgorzatę Filipiak – dziewczynę, której tragiczny los na zawsze odbił się rykoszetem na życiu pozostałej trójki.




Wydawnictwo: NovaeRes
Wydano: 2011
stron :341

Agnieszka Lingas - Łoniewska autorka powieści "Zakręty losu" , mieszka w pięknym Wrocławiu, z wykształcenia polonistka, wyczytałam w krótkiej biografii,że postanowiła zrealizować  swoje  zapędy pisarskie i napisać książki - i bardzo dobrze!!!! brakowało mi takiej książki ostatnio. Książkę zaczęłam późnym popołudniem, skończyłam przed północą :O) nie mogłam jej odłożyć , jakby się przykleiła....


"Zakręty losu" to powieść podzielona na dwa działy - lata wcześniejsze , szkolne i te bardziej dorosłe...
W pierwszej części  poznajemy losy Kasi Matczak , która wraz z ojcem przenosi się do domu swej macochy i przybranej siostry. Dziewczyny nie pałają  do siebie miłością , nie mówiąc już nawet o przyjaźni. Kaśka czuje się w nowym domu obco. Podczas joggingu poznaje pewnego przystojniaka, który okazuje się być chłopakiem Gośki - przybranej siostry.
Jednak los płata figla , Kaśka staje się dziewczyną Krzyśka Borowskiego , Gośka dziewczyną starszego brata Krzyska- Łukasza Borowskiego, wtedy wychodzą na jaw pewne zdarzenia sprzed dwóch lat, które zmieniają życie Kaśki i Krzyśka, rodziny Borowskich , Matczaków i Gośki.
Druga część przenosi nas 13 lat później, kiedy to mecenas Borowski staje oko w oko z prokurator Kochańską, co łączy tych dwoje ???? nie będę Wam zdradzać , bo książka straci na wartości :O) W drugiej części pojawia się także Łukasz Borowski, który po części zmienia los tych dwoje.
Nie chcę pisać więcej o treści książki by nie zdradzić zbyt wiele, koniecznie trzeba samemu przeczytać o wielkiej , prawdziwej miłości, zdradzie , strachu a także o dramatycznych wydarzeniach.


"Zakręty losu" to powieść , która mnie zaskoczyła. Szczerze mówiąc okładka mnie zniechęcała, ale jak to mówią nie oceniaj książki po okładce. Posłuchałam starego powiedzenia i zagłębiłam się w lekturę ...
Autorka w swej powieści głównie oparła się na konkretnym problemie wśród młodzieży mianowicie zażywanie narkotyków, nadużywanie alkoholu. Jest to problem, z którym niestety maja do czynienia też młodsze dzieci, strach pomyśleć co to będzie jeśli kiedykolwiek narkotyki zostaną zalegalizowane ...mam nadzieję ,że nigdy do tego nie dojdzie.


Książka jest świetnie napisana , prostym , zrozumiałym językiem, podobały mi się dialogi i wyważone opisy. Podobało mi się przeniesienie w lata późniejsze i delikatne wprowadzenie do czasów obecnych. Muszę przyznać ,że p. Agnieszka ma niezwykłą wyobraźnie i umie to doskonale przelać na papier.

Jedyne co mi się nie podobało to ostatnie zdanie w książce!!!! bo sprawiło ,że będę musiała czekać aż do wiosny na kontynuację ....
Książkę polecam przede wszystkim osobom pełnoletnim, lubiącym dreszczyk emocji, akcję , ale także tym , którzy lubują się w romansach , bo  w "Zakrętach losu" znajdziemy dużą nutkę miłości ...Mnie nie pozostaje nic innego by dodać Agnieszkę Lingas - Łoniewską do ulubionych autorów oraz zaopatrzyć się jak najszybciej w jej pozostałe książki.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa NovaeRes za co ogromnie dziękuję :O)







wtorek, 28 grudnia 2010

"Opowieści wigilijne " praca zbiorowa

To książka szczególna - jak szczególna jest sama Wigilia i to wszystko, co się z nią wiąże. Opłatek, choinka, bliscy przy stole, prezenty... Specjalny prezent dla swoich czytelników przygotowało czternastu z najbardziej lubianych i najchętniej czytanych polskich autorów wydawnictwa Prószyński i S-ka. Każdy z nich napisał opowiadanie tematycznie związane z Wigilią. A że każdy też pozostał wierny swojej problematyce i stylowi, powstała książka lśniąca wszystkimi barwami prozy, rozjarzona, migotliwa i piękna jak bożonarodzeniowa choinka.





 Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Wydano: 2005
stron :276

"Opowieści wigilijne" to zbiór opowiadań znakomitych pisarzy i pisarek. Znajdziemy tam opowiadania : Janusza L. Wisniewskiego, Moniki Szwai, Dominiki Stec, Izabeli Sowy, Olgi Saskiej, Macieja Przepiery, Ewy ostrowskiej, Zofii Mossakowskiej, Iwony Menzel, Ireny Matuszkiewicz, Manuli Kalickiej, Marka Harnego, Irka Grin, Grażyny Bąkiewicz. Same znane i lubiane przeze mnie nazwiska, szczególnie niektóre ulubione.

Skoro nazwiska lubiane  ucieszyłam się na widok tej książki w bibliotece, jeszcze przed świętami, więc pomyślałam ,że to jakaś magia i cud ,że tak spokojnie na mnie czeka. Zabrałam się za nią przed świętami, niestety notoryczny brak czasu nie pozwolił przeczytać książki jednym tchem, podzieliłam na opowiadania i tak dobrnęłam do końca. Zachwycona dobrnęłam. Świąteczny klimat nastroił mnie pozytywnie na przygotowania świąteczne, świąteczne porządki i czekanie na przyjście małego Jezusa. 
Każde opowiadanie ma jakieś przesłanie, daje do myślenia, każe się rozejrzeć dookoła nas, by nie przeoczyć tak istotnych rzeczy i ludzkich problemów, zastanowić się nad swoim postępowaniem i nie tylko w święta , ale cały czas, czy my przypadkiem możemy zrobić coś więcej dla innych....


Najbardziej spodobały mi się trzy opowiadania :
* Wigilia jest tylko raz w roku
*Wigilie Kaskadera
*Wigilia dla Iskarioty


Wszystkie opowiadania wywarły na mnie ogromne wrażenie, może to i dobrze, że czytałam spokojnie  opowiadanie po opowiadaniu z przerwami, w tych przerwach miałam masę czasu by się zastanowić , przemyśleć wiele spraw.... Polecam wszystkim , którzy uwielbiają Boże Narodzenie.

mały dopisek : 
już dawno miałam problem z odmiana pewnego nazwiska, widziałam różnie odmieniane i sama nie byłam pewna jak jest prawidłowo, zapytałam u wydawcy , dostałam odpowiedź i jest mi strasznie wstyd ,że do tej pory pisałam niepoprawnie. Panią Monikę bardzo przepraszam  za te wszystkie "byki" więcej ich nie popełnię !!!
a teraz dla tych co też mieli dylemat, widziałam ,ze wiele osób 
Szwaja - Szwai

środa, 22 grudnia 2010

"Rzeka szaleństwa" Marek P. Wiśniewski

Autor zaskakuje czytelnika zwrotami akcji, sprawnie buduje suspensy, ale przede wszystkim wprowadza w mroczne i tajemnicze zakamarki ludzkiej osobowości, zachowując przy tym niezbędny dystans, chociaż główny wątek psychologiczny tworzy silne napięcie, na które czytelnik musi być przygotowany i odporny. Do tego dochodzą celne charakterystyki osób, ich zachowań i ubiorów, co powoduje, że otrzymaliśmy niemal thriller we współczesnych bardzo polskich realiach.
Piotr Dobrołęcki, Magazyn Literacki
Wydawnictwo: SOL
Wydano: 2010
stron : 333

 Pierwsze spotkanie z panem Markiem Wiśniewskim, szczerze mówiąc ogromnie się bałam. Wzięłam książkę do ręki, obejrzałam. Sama okładka jest jakaś tajemnicza, a zarazem fascynująca, zapowiadająca coś niesamowitego, ekstremalnego i niebezpiecznego. Takie były moje pierwsze odczucia i skojarzenia gdy zobaczyłam tę aksamitną , czarną, ale urozmaiconą krwisto czerwonym tytułem. Gdy już się napatrzyłam , na dotykałam literek tytułu, dokładnie takich jak lubię - wypukłych , postanowiłam przejść do rzeczy, mianowicie do zagłębienia się w ten debiucik....


Głównym bohaterem książki jest młody historyk, który "łapie " zlecenie. Zlecenie wydaje się być prostym zadaniem za bardzo duże pieniądze. Zgadzając się na pracę Michał Marlowski wypływa barką po rzece. Ma dostarczyć towar (bazaltowa ogromna rzeźba) ze Szczecina w okolice Sieradza. Podczas rejsu dochodzi do dziwnych, niewytłumaczalnych zdarzeń , przewidzeń i historii. Podróżuje z kapitanem Listkiewiczem i bosmanem Hryciukiem.
Po dopłynięciu na miejsce, trafia do pałacu, w którym mieści się ośrodek terapeutyczny, poznaje starszą kobietę ,z którą nawiązuje romans....
Jego pobyt się przedłuża, odkrywa tez niesamowite historie i wydarzenia, ale nie chcę tu za dużo zdradzić by nie popsuć efektu całej powieści.

Trudno mi zebrać myśli.
Książka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, po okładce spodziewałam się wiele , ale autor zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Do końca, do ostatnich kartek nie szło nic wywnioskować , gdy już byłam pewna swojej interpretacji, zostałam znowu brutalnie ustawiona w inna stronę , moja wyobraźnia szalała, a pan Wiśniewski i tak robił swoje...
Nie wiem ile p. Wiśniewski ma wspólnego z psychologią , ale mnie  przekonał i  ujął, podporządkował tak ,ze nie mogłam się oderwać od książki . Nie wiem ile w tym manipulacji i przenikania do wyobraźni, a ile mej ciekawości,  ?? Ujął mnie stylem pisania, tematyką, niewyobrażalną wyobraźnią i umiejętnością przekonania zwykłego czytelnika. "Rzeka szaleństwa" to świetny debiut, który nam pokazuje jak łatwo można manipulować drugą osobą, jak wpływać na jego decyzję i postępowanie.


Z niecierpliwością będę czekała na inne książki p. Marka !!!! byle za długo nie kazał mi czekać. "Rzeka szaleństwa"  dała mi możliwość odskoczni od tego co czytam zazwyczaj. Jestem bardzo zadowolona,że mogłam te książkę przeczytać . Oczywiście polecam tym, którzy lubią dreszczyk emocji, wątki psychologiczne. Powieść zawiera wulgaryzmy, które w sumie mi nie przeszkadzały, ale może są osoby, które nie tolerują ich w książkach. p. Marka Wiśniewskiego z czystym sumieniem dodaję do ulubionych autorów.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa SOL, za co ogromnie dziękuje.






środa, 15 grudnia 2010

"Kudłata" Dorota Berg

Antydepresyjna historia o kobiecie w poszukiwaniu normalności.
Biały domek na przedmieściach, w ogródku gromadka szczęśliwych dzieciaków, a przy rozpalonym grillu przystojny mąż wpatrzony z miłością w spełnioną żonę swoich marzeń.

Tak miało być.

Ale los zagrał jej na nosie…
Dogonić szczęście, podnosić się wielokrotnie z kolan, zawsze widzieć światełko w tunelu i nie poddawać się – to historia życia Kudłatej, trzydziestokilkuletniej Matki Polki, która niemal traci nadzieję na prawdziwą miłość i radość życia.
Świat pełen przeciwieństw, smutku i radości, poukładanych i pobałaganionych wartości, wina, łez i śmiechu.
Opowieść o tym, jak pogodzić przyjaźń, rodzinę, macierzyństwo i karierę, czyli nasze babskie codziennostki.



Wydawnictwo: Prószyński S-ka
Wydano: 2010
stron : 311

 Czy ja już pisałam,że lubię poznawać książki autorów debiutujących????Jeśli nie to właśnie to piszę , lubię , nawet bardzo, uważam ,że wielu z nich jest nie docenianych, bo mają mało znane nazwiska....wszystko zależy od dobrej reklamy i dobrego wydawnictwa co będzie dalej...dlatego ja chętnie kupuję czy też wypożyczam polskie debiuty.
Tym razem padło na debiut pani Doroty Berg - "Kudłata". Jest to pierwsza książka tej autorki. Na okładce widnieje dość wyraźny napis " historia antydepresyjna", niestety czytając początek książki, miałam wrażenie,że jednak jest bardziej depresyjna niż anty. 


Wiktoria Turska, młoda osóbka , zakochana , w związku od 5 lat, plany na przyszłość, mąż , dzieci , biały mały domek i nagle wszystko się sypie....by zapomnieć wychodzi za mąż za poznanego, mało przystojnego faceta, który okazuje się nieudacznikiem, egoistom zakochanym w sobie. Ze związku zostają jej dwoje ukochanych maleńkich dzieci , zbyt wysoka samokrytyka i nastawienie anty dla facetów. Z pomocą przychodzą rodzice oraz przyjaciółki zwane pieszczotliwie baby-jagami, które zloty robiły regularnie w piątki. W słynne piątki dzieci idą spać , Wiktoria, Gośka , Patrysia, Edytka i Aga czyli baby -jagi piją wino i układają dalekosiężne plany jak ułożyć życie każdej z nich. 
Wiktoria pomału odzyskując równowagę fizyczną i psychiczną dostaje pracę, zaczyna dobrze zarabiać , za to pozostaje nieugiętą singielką. Na wakacje z dziećmi  wyjeżdża z koleżanką i jej córką. Poznaje tam Maćka , który odegra w jej i jej przyjaciółki  życiu pewną rolę ....
Dla niej najważniejsze są dzieci,z nimi spędza każdą wolną chwilkę, mężczyźni schodzą na daleki plan, jej przyjaciółki na siłę próbują ją swatać , lecz Wiki pozostaje nieugięta , aż do momentu gdy zgadza się spontanicznie by jechać na Mazury z kolegami i koleżankami z pracy. Na wyjazd ten jedzie też informatyk Piotr, który okazuje się być zainteresowany Wiktorią. 
Czy uda się Piotrowi przełamać bariery i poderwać Wiktorię ???
Jaka rolę odegra Maciek???
Tego Wam nie zdradzę, odpowiedzi na te pytania i na wiele innych znajdziecie w książce pani Doroty Berg.


"Kudłata"  to książka , którą warto przeczytać, powieść raczej typowo kobieca i śmiało mogę napisać,że jest to historia antydepresyjna :o) Choć początek może troszkę zniechęcić, tak reszta książki wciąga i ciężko się od niej oderwać. Powieść  napisana lekko, prostym językiem z dość dużą dawką humoru.
Mam cichą nadzieję ,że pani Berg napiszę coś jeszcze, a ja chętnie po nową powieść sięgnę , bo jak dla mnie "Kudłata" to udany debiut.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński, za co dziękuję :O)






wtorek, 14 grudnia 2010

"Kapelusz z zielonymi jaszczurkami" Hanna Kowalewska

Zbiór kunsztownych  opowiadań o miłości, samotności i śmierci.











Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydano: 1999
stron : 157

Po książkę p. Kowalewskiej wyciągnęłam rękę po raz drugi. Tym razem padło na opowiadania.
"Kapelusz z zielonymi jaszczurkami" to niesamowite dzieło. Dzieło, którym należy się delektować, opowiadanie po opowiadaniu. Bogaty język, niesamowite porównania, niesamowite opisy , rewelacyjne dialogi ....muszę przyznać,że byłam zaskoczona, nie tego się spodziewałam.
Szczerze mówiąc nie wiem co mam napisać , mam problem .... ponieważ ten zbiór jest niesamowity!!! 
Ciężko opisać mi go słowami , powiem krótko koniecznie zajrzyjcie do tej książki !!!

czwartek, 9 grudnia 2010

"Sezon na cuda" Magdalena Kordel

Wyczekiwany powrót do malowniczego Uroczyska. Ciepła opowieść o miłości i walce z samotnością.
Maja zadomowiła się na dobre w Malowniczym - urokliwym miasteczku w Sudetach, gdzie uciekła z hałaśliwego miasta od przeszłości i byłego męża. Prowadzi pensjonat i żyje niespiesznym rytmem miejscowości, którą ponoć pod swoje skrzydła wziął jeden z aniołów.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Maja postanawia zaprosić na Wigilię wszystkich samotnych mieszkańców Malowniczego. Jednak spełnienie oczekiwań gości wcale nie będzie proste!
W jednej chwili na Maję spadną problemy uczuciowe sąsiadów i przyjaciół. W dodatku jej córka zacznie zachowywać się dziwnie, a na horyzoncie pojawi się atrakcyjny mężczyzna. Kiedy jeszcze do drzwi pensjonatu zapuka nieznośna Paulina, która postanawia poszukać sobie w okolicy faceta, świat Mai stanie na głowie...



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydano: 2010
stron : 318

"Sezon na Cuda " Magdaleny Kordel to kontynuacja bestsellerowej powieści "Uroczysko". "Uroczysko" mnie oczarowało i dlatego  natychmiast sięgnęłam po dalsze losy Mai, jej rodziny i przyjaciół. Czasem bywa, że kontynuację jakiejś serii bywają nieudane,  miałam tego świadomość sięgając po Sezon....


Przenosimy się do małego miasteczka Malownicze w Sudetach, gdzie wszyscy wszystkich znają , o wszystkich wszyscy wiedzą. Miasteczko okrywa ciepła pierzynka białego grudniowego puchu. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia - prawdziwe, białe i zimne.
A co słychać u mieszkańców małego miasteczka ????
Pani Leontyna - starsza kobieta , która prowadzi sklep z antykami, samotna  osoba, która obawia się,że te święta będą smutne i samotne. Jednak nie jest sama , takich samotnych osób w Malowniczem jest bardzo wiele, wpada na ciekawy pomysł....

Maja  - zawiedziona tym ,że pensjonat nie jest oblegany, nadal pracuje w szkole, broni "swoich dzieci" przed uprzedzoną panią dyrektor.... W domu może liczyć na przyjaciół,  wychowuję Manię, która przechodzi różne humorzaste i pełne buntu dni,  z dnia na dzień zdaje sobie sprawę ,że weterynarz Czarek staje się dla niej kimś bardzo bliskim, niestety na horyzoncie pojawia się pewien ciekawy mężczyzna ....
Pojawia się też Paulina - koleżanka z dawnych lat, dziwna  i nieznośna ....
Maja pomaga też młodej kobiecie z dwojgiem maleńkich dzieci, kim okażę się kobieta ????

Co łączy panią Leontynę z Majką ???? obie są niesamowicie dobrymi i ciepłymi kobietami, które nie potrafią przejść obojętnie obok osób potrzebujących. Obie z proboszczem organizują Wigilię dla Wszystkich osób samotnych, niestety zadanie nie jest łatwe...Za nim dojdzie do tej uroczystej kolacji muszą pokonać wiele trudności....

"Sezon na cuda" jest niesamowitą historią, którą warto przeczytać  przed świętami , wszystkie te przygotowania, pomysły , pomoc osobom starszym , wszystko to daje do myślenia. Jeszcze wczoraj nie miałam zbyt wielkiej ochoty na Boże Narodzenie i przygotowania, po tak ciekawej lekturze, przeplatanej różnymi przygodami , magią i oczywiście humorem cieszę się ,ze będą. Nabrałam chęci i ochoty na przygotowania. Mam też cicha nadzieję ,że i nad moim miasteczkiem czuwa Anioł, który przynosi szczęście mieszkańcom , jak to jest w przypadku Malowniczego....
Autorka jednak jeszcze ujęła mnie czymś szczególnym , tym ,ze w jej książkach znajdujemy rękodzieło, szydełkowe poduszki, kapy , ręcznie robione czapki, szaliki , ale także rzeźba , malarstwo. Cieszę się ,że młode pisarki nie pozwalają by rękodzieło poszło w niepamięć .
Powieść jest bardzo udana , mam nadzieję ,że będzie kontynuacja i poznam dalsze losy Majki, Marysi , Jagody, Czarka i innych mieszkańców tego pięknego miasteczka. Książkę polecam, szczególnie tym , którzy kochają Boże Narodzenie i ten szczególny czas przygotowań i niezwykłej magicznej atmosfery.

środa, 8 grudnia 2010

"Uroczysko" Magdalena Kordel

Porzucona przez męża Maja, mama piętnastoletniej Marysi, właścicielka dwóch psów i kota, myśli, że limit przypisanych jej nieszczęść został już wyczerpany. Wkrótce przekonuje się, że to zaledwie początek. Nieszczęścia, jak to mają w zwyczaju, chodzą nie tylko parami, ale wręcz stadami. Paradoksalnie jednak to co złe prowadzi do zmian na lepsze. I tak Majka – pomimo zmagań z samotnym rodzicielstwem i mężem, który niczego nie ułatwia – znajduje w sobie siłę, o której istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Pobyt w Sudetach, w domku należącym kiedyś do jej ciotki, daje początek zmianom, które odmienią egzystencję całej jej rodziny. A wszystko to w malowniczej scenerii gór i lasów, przesycone ciepłem nowych i starych przyjaźni oraz okraszone humorem.


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydano: 2010
stron : 254

Magdalena Kordel - pisarka , którą polubiłam za "48 tygodni"  - na mojej półce dość "wymęczona", bo chętnie do niej wracam, najczęściej wtedy gdy mam ochotę się pośmiać . Bardzo długo czekałam na nową powieść , miałam cichą nadzieję , że MK nie przestała pisać !!!! Ucieszyłam się i natychmiast kupiłam nową książkę "Uroczysko". Po cichu liczyłam, że będzie tak samo fajnie i z humorem napisana :o) NIE przeliczyłam się !


"Uroczysko" to historia młodej kobiety, która zostaje zdradzona przez męża, on wyprowadza się, informując ją tylko o kłopotach , kredytach i kochance..... Maja zostaje z nastoletnią córką i zwierzakami, na początku załamana, trafia do pięknego górskiego miasteczka gdzie musi odreagować, poznaje cudowne osoby, które stają jej się bliskie, postanawia się tam przenieść wraz z córką...W pięknych i malowniczych Sudetach zaczyna wszystko od nowa.... i tu się będzie działo, a wszystko "okraszone" dawką humoru.


Sama książka ma niezwykle fajne dialogi! pełna humoru i trafionych tekstów. Widać ,że autorka jest niezwykle pogodną i pełna poczucia humoru osobą , która przelała  te zalety na kartki papieru. czytając "Uroczysko" parskałam śmiechem,  więc wszystkim , którzy lubią się śmiać , a także tym , którzy są zestresowani, bez humoru POLECAM książki pani Magdaleny ! ! ! Gwarantuję ,że rozbawią największego gbura....


Wam polecam "Uroczysko", a sama zabieram się za "Sezon na cuda" Magdaleny Kordel oczywiście :o)

Cytaty :

"Nadzieja i wiara to nieśmiertelne wartości" 
„(...) jednak człowiek jest zwierzęciem stadnym i niezbyt dobrze się czuje, gdy jest sam jak palec.”

„A potem... Potem zacząć wszystko od nowa z jutrem jeszcze wolnym od błędów.”

wtorek, 7 grudnia 2010

"Fikołki na trzepaku" Małgorzata Kalicińska

Fikołki na trzepaku to literackie pocztówki dzieciństwa. zapamiętane i "zatrzymane w kadrze pamięci" podwórko, szkoła, wakacje i życie rodzinne...










Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydano: 2009
stron : 332

Małgorzata Kalicińska dla mnie znana głównie z trylogii o rozlewisku, która bardzo mi się podobała. Najbardziej jednak spodobała mi się  "Miłość nad rozlewiskiem". 
Będąc ostatnio w bibliotece, leżała sobie na półce przedostatnia??? książka pani Kalicińskiej "Fikołki na trzepaku", postanowiłam wypożyczyć.

Książkę dawkowałam....dlaczego ???? ano dlatego ,że jakoś nie potrafiłam się w nią całkowicie, dogłębnie zatracić.... krótko mówiąc nie wciągnęła mnie. Dla mnie opisy lat dziecięcych, wczesnej młodości są interesujące owszem , ale te wszystkie szczegóły , detale , wspomnienia o większości sąsiadów, znajomych, rodziny ....raczej nie dla mnie, okropnie mi się dłuuuużyła . Znudziłam mnie, uparłam się ,że ją skończę i dziś skończyłam, jednak znudzona.
To nie znaczy ,że książka nie jest ciekawa, pewnie jest, ale dla osób bezpośrednio zainteresowanych.  Może to być ciekawe doświadczenie czytać o sobie, a dla najbliższych osób pani Kalicińskiej piękna pamiątka na lata, zachowana na kartach książki urozmaicona różnymi zdjęciami z lat ubiegłych.


Szczerze mówiąc nie wiem czy polecać i komu, chyba sami musicie zdecydować czy chcecie do niej zajrzeć , ja wiem jedno , już nigdy do niej nie powrócę.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

"Zima w Poziomce" Katarzyna Michalak

Dziś Mikołaj, dziś nie ma przegranych :O) Specjalnie dla Was od Katarzyny Michalak nowy felieton:


ZIMA W POZIOMCE

Nie powinnyśmy być zaskoczone – my Poziomkowe kobiety – że mniej więcej w listopadzie, czasem wcześniej, już w październiku, a niekiedy trochę później, w grudniu, no nieważne kiedy, ale na pewno po jesieni nadejdzie zima. A z nią, jak przystało na globalne ocieplenie, mrozy takie, że włos przymarza do czapki, a powieki do gałek ocznych. Ale jesteśmy. Zaskoczone. Jak co roku drogowcy.
Tydzień temu nas zasypało. Takie zaskoczone.
Ja, pani na Poziomce, byłam zdumiona nie tyle opadami śniegu (mam wyobraźnię, mam też niezłą pamięć), co tym, że… jest prąd! Alleluja! Nie zamarznę pod naciągniętą na głowę kołdrą, modląc się gorąco o wiosnę (bo nadal, jak przystało na XXI wiek ogrzewam domostwo prądem).
Sajgonki – Gapu i Pepsi – były zdumione, że brązy i zielenie nagle zbielały! Łał, ale radocha! Można kicać po całym ogrodzie, tarzać się w białym puchu, ryć nochem w tym zimnym czymś i łykać łapczywie lodowe pyszności! Pani zasłała stajenkę grubą warstwą pachnącego siana (może zawieruszy się z nim któraś ze świnek morskich i fajnie będzie ją przydepnąć?), żeby nam pupy nie przymarzły do ziemi, ale ja – Pepsi-pies i tak jestem gotowa na długą mroźną zimę, bo zrobiłam WIELKI I OGROMNY PODKOP. Podkop prowadzi… nie wiem właściwie dokąd, bo jeszcze go nie skończyłam. I nie wiem, po co go w ogóle wykopałam, ale na zimę robi się chyba podkopy. Robi się, no nie?
Kuropatki, trzy, które wychowałam od jajka, też były nieco zaskoczone: jeszcze wczoraj grzebały, niczym domowe kury, w zasłanej sianem ziemi, szukając rozsypywanych co dzień ziaren słonecznika (w miseczce mają granulat dla kuropatek, ale rozpieszczam te moje wyrośnięte kurczęta słonecznikiem i płatkami owsianymi), a dziś łapy przymarzają do podłoża! Ale śnieg jest taaaki fajny! Można się w nim zakopać, jak w sianie i wtedy wygląda się jak rasowa, polna kuropatwa. A nie jakaś tam udomowiona. O, pani przyniosła miskę z czymś dobrym, trzeba się trochę popopisywać. I już śliczne błękitno-jarzębiate ptice fruwają po całej wolierze, zerkając, czy aby na pewno patrzę i podziwiam. Patrzę i podziwiam. Nigdy bym nie przypuszczała, że kuropatwy, synonim małego szarego ptaka, są tak piękne, tak pełne wdzięku i tak sympatyczne.
Na koniec świnki morskie. Dwie. W lecie wyeksmitowałam je na dwór, do wielkiej woliery zbudowanej dla kuropatek. Jest piękna, rozległa (ze dwa razy większa niż moja łazienka) i bezpieczna, żaden drapieżnik nie dobierze się do moich zwierzaków, pomyślałam więc, że świnkom będzie w niej równie fajnie, co ptakom. I jest. Z kuropatkami dogadały się w ciągu paru dni. Kuropatki bronią ziaren słonecznika, świnki marchewki, jabłka czy cykorii. Granulat jedzą wszystkie razem z jednej miski (to dopiero widok: dwie egzotyczne prosianki i trzy stanowczo polskie ptaki). Żyły sobie w piątkę do pierwszych przymrozków. Świnkom tylko różowe pięty migały, gdy zakopywały się po uszy w sianie, ciągnąc za sobą marchewkowe skarby. Któregoś dnia prosinaki się jednak zdziwiły: zamiast woliery – klatka, tak bardzo ciasna po rozległej przestrzeni. Zamiast kuropatek-kumpelek – czarny nochal Pepsi, gdy w mróz nocuje w domu. Świnki wyglądają przez kraty, niczym więźniowie Alcatraz i widzę w ich czarnych paciorkowatych oczach to, co o czym myślimy wszystkie Poziomkowe kobiety: byle do wiosny!

niedziela, 5 grudnia 2010

"Przegryźć dżdżownicę" Katarzyna Grochola

''Wrażliwe, wnikliwe i poruszające sprawozdanie pisane z głębi zdradzonego serca i ciała kobiety.
Oryginalna, lekka, a zarazem niezwykle intymna, chwilami poetycka narracja, gdzie słowa nie służą do opisu czy nazywania, lecz przede wszystkim do wyrażania uczuć i nastrojów.'' - Wojciech Eichelberger





Wydawnictwo: Do
Wydano: 1997
stron :83

"Przegryźć dżdżownicę" to szybka lektura, z której można się dowiedzieć ,że żona o zdradzie dowiaduję się ostatnia i to przypadkiem od sąsiada .... 
Kiedy wszędzie dookoła mężowie zdradzają żony, żony mężów zwykły obserwator jest szczęśliwy ,ze jego taka sytuacja nie dotyczy , ale czy na pewno tak jest ?????
Książka napisana z humorem, nadaję się na niedzielną sjestę po objedzie. Niestety jest z tych , które oddam do biblioteki i o niej zwyczajnie zapomnę ....
Polecam tym , którzy lubią Katarzynę Grocholę i tym co nudzą się w niedzielne popołudnie.


Coś mnie jednak ubawiło : 
"(...) U Anki w bloku mieszkał facet, który miał kochankę na dole. Żonę oszukiwał lat parę, wyjeżdżając na delegacje piętro niżej. Az pewnej nocy, jak był na delegacji, kochanka go wysłała z kubłem śmieci. Zsyp na 6 był zatkany, poszedł na 7, wywalił kubeł w pidżamce, stanął pod drzwiami i zadzwonił do własnego mieszkania. Otworzyła żona, spokojnie przeszedł do kuchni, otworzył szafkę pod zlewem i zobaczył pełen kubeł. potem zemdlał. potem się rozwiódł. (...)"


"(...) - czego Pani szuka?
- Koszuli... Dla męża
- jakiej?
- Nie wiem , może coś pod kolor oczu...
 - A przepraszam mąż królik??? - roześmiał się ten facet .
Patrze na koszule3 , którą trzymam  - krwistoczerwona ... (...)"



"Rosjska baletnica" Danielle Steel

Młoda Amerykanka po śmierci babci otrzymuje z domu spokojnej starości pozostałe po niej przedmioty. Jest tam para baletek, stare zdjęcia i pożółkła korespondencja. Na ich podstawie kobieta odtwarza nieznaną jej zupełnie historię życia ukochanej babki przed wyjazdem do Ameryki. Romantyczna i tragiczna zarazem historia pięknej Daniny przedstawiona jest na tle dramatycznych wydarzeń rewolucji 1917 roku, które w szczególny sposób dotknęły warstwę inteligencji, arystokracji i kręgi dworskie.




Wydawnictwo: Świat Książki
Wydano: 2000
stron : 174

Kiedy mam gorsze dni, albo brak ochoty na jakieś wielkie dzieła sięgam po Danielle Steel, ta autorka jest dla mnie jak jakaś odskocznia. Wiem ,że jak sięgnę po jej książkę nie ważne jaką ona i tak mnie pochłonie, pomoże się zrelaksować , przenieść gdzie indziej. 


W bibliotece wpadła mi w oko okładka, potem spojrzałam na tytuł, do Rosji mam jakiś sentyment, może dlatego,ze tyle lat uczyłam się tego języka :O)
" Rosyjska baletnica" okazała się piękną historią.

Poznajemy młoda Amerykankę , która po śmierci swojej ukochanej babci, otrzymuje z domu opieki paczkę.
Odkrywa w niej babcine rzeczy -  piękny medalion ze zdjęciem mężczyzny , plik listów napisanych po rosyjsku, baletki oraz stare zdjęcia. Wtedy dopiero zdaje sobie sprawę ,ze jej babcia nigdy nie mówiła jak i po co  trafiła do Ameryki!!! Nigdy nie opowiadała o swoich latach z młodości.....
Gdy daje listy do przetłumaczenia zagłębia się w młodość swojej babci, kiedy ta była primabaleriną , odnosiła sukcesy dzięki swojej ciężkiej pracy, gdzie treningi trwały kilkanaście godzin dziennie, poznaje tez prawdę dotyczącą osoby z medalionu - wielką miłość kobiety.


Wzruszająca opowieść. Piękna miłość lecz z barierami nie do pokonania. Ona sławna baletnica, która nie potrafi rozstać się ze swoją pasją i szkołą , on, lekarz na dworze Cara, żonaty. Jednak ich miłość trwa, rozwija się, niestety wybucha rewolucja , los chce inaczej, ona trafia do Ameryki , on zostaje zesłany na Syberię ....koniecznie musicie poznać szczegóły :O)

Przeczytałam ją w sumie bardzo szybko, polecam ją na zimne wieczory pod ciepłą kołderką :O)Warta przeczytania .


sobota, 4 grudnia 2010

"Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę !!!" Małgorzata Musierowicz

Ciepło, mądrość i humor, cechujące cykl powieściowy Małgorzaty Musierowicz "Jeżycjada", odnaleźć można i we "Frywolitkach" - felietonach dla młodzieży, ukazujących się na łamach "Tygodnika Powszechnego". Mowa w nich przede wszystkim o książkach i o radości czytania, ale nie tylko: Małgorzata Musierowicz zwierza się ze swoich marzeń i obaw, opowiada o radościach i troskach, a także o swoim hobby.










Wydawnictwo: Akapit Press
Wydano: 1997
stron : 237

To moje pierwsze spotkanie z Małgorzatą Musierowicz, chyba mało udane :O( 
Nie bardzo wiem co mam napisać , były momenty , z których się śmiałam , ale większość jakoś mało mnie zainteresowała, w niektórych momentach przysypiałam , bo czytałam ja głównie wieczorami, dłuuugo ją coś czytałam.
Książka pewnie świetna , ale nie dla mnie ;o( 
Nie mówię jednak NIE książkom p. Małgorzaty , oj nie , mam zamiar sięgnąć, ale po coś innego niż felietony ....
Może macie jakiś pomysł??? co by mnie zainteresowało i co powinnam wypożyczyć w najbliższym czasie tej autorki ?

piątek, 3 grudnia 2010

"Dobry adres to człowiek " Dorota Terakowska

Przepis na dobry felieton:
1 łyżeczka przenikliwości 
szczypta humoru
porcja bezpośredniego języka
pół szklanki życzliwości 


nie dodawać pokory!!!
przyprawić na ostro !




Wydawnictwo: Literackie
Wydano:2004
stron : 63

Zmęczona troszkę "Frywolitkami" postanowiłam wieczorem troszkę odreagować i sięgnąć po coś innego. Padło na książkę p. Doroty Terakowskiej ( jeju muszę uważać by nie pomylić nazwiska z przyzwyczajenia , prawie codziennie coś podpisuję :o) ). Dlaczego Terakowska ???? po przeczytaniu  "Tam gdzie spadają Anioły " czuję jakąś niezwykłą sympatie do książek autorki.  O tej książce pisałam TUTAJ.

Sięgając po "Dobry adres to człowiek" mój wzrok padł na okładkę , nie wiem dlaczego , ale dość często zwracam na to uwagę . Okładka jest prosta, wygląda jak zeszyt owinięty w szary papier, ma się wrażenie , jakby był to jakiś osobisty notatnik z zapiskami . Ma się chęć by tam zajrzeć ... normalnie wścibstwo się we mnie obudziło, którego na co dzień nie mam.
Chyba wiele się nie pomyliłam, książka zawiera zbiór tekstów Autorki publikowanych na łamach miesięcznika "ELLE"  w latach 2003 - 2004.


Muszę przyznać ,że z wyborem książki trafiłam w 100% . Uśmiałam się przed snem. Teksty napisane z  świetnym humorem, trafnymi spostrzeżeniami tego co nas i kto nas otacza. 10 tekstów , w którym każdy ma to coś. W pierwszym rozdziale śmiałam się, bo autorka wykazała się niezwykłym dystansem do siebie i świata, zresztą chyba nie tylko w tym tekście .....
Nie będę tu opisywać  co zawierają  poszczególne rozdziały , myślę ,że powinniście sami je przeczytać , książka na 1 godzinkę , urozmaicone świetnymi rysunkami wykonanymi przez Aleksandrę Kucharską  - Cybuch.
Szkoda ,że się tak szybko czyta i szybko się kończy .....

wtorek, 30 listopada 2010

"Noce w Rodanthe" Nicholas Sparks

Rodanthe Nadmorskie miasteczko na południowym krańcu Karoliny Północnej. Miejsce pełne tajemnic, wspomnień, a nade wszystko miłości. .. Trzy lata po rozwodzie z mężem, który porzuciwszy ja dla innej kobiety, na prośbę swojej przyjaciółki Adrienne Willis przyjeżdża tu na tydzień, by zając się Gospodą. Kilkudniowa znajomość z nowo przybyłym gościem, chirurgiem Paulem Flannerem, przewraca jej Świat t do góry nogami. Paul i Adrienne postanawiają wspólnie spędzić resztę życia, ale los chce inaczej. Wspomnienie tej miłości towarzyszy jej przez lata.




Wydawnictwo: Albatros
Wydano:2007
stron : 208

Pewnie powiecie , a ta co znowu Sparks !!! niestety chyba wpadłam w jakiś nałóg :O(  Wszędzie na półkach widzę Sparks, Sparks, w internetowych sklepach : Sparks .... coś chyba ze mną nie tak :o( Bardzo mi się podobają jego książki, a i okładka przyciąga oko.

Tym razem padło na "Noce w Rodanthe" .
Oczywiście akcja dzieje się nad oceanem więc chętnie czytałam, niestety tym razem nie było pięknych ciepłych plaż, a sztorm niosący wiele zniszczeń.

Małe miasteczko turystyczne nad oceanem, to tam wraca wspomnieniami Adrienne, która przeżyła tam jedne z najwspanialszych dni w swoim życiu. To właśnie tam spotyka się dwoje dojrzałych ludzi z bagażem doświadczeń, rozczarowań, to właśnie w Rodanthe odkrywają miłość na nowo, niestety los ich rozdziela,ona wraca do domu, do dzieci , on wyjeżdża do syna.... Obiecują sobie,że za rok będą już razem na stałe ....było by tak gdyby nie jedno wydarzenie...

Po wielu latach Adrienne opowiada swoja historię , najbardziej strzeżone tajemnice córce, która straciła męża i popadła w totalną depresję, ta jedna jedyna rozmowa z matką daje niesamowite efekty.

"Noc w Rodanthe" to piękna, niesamowita historia. Z książki na książkę Nicholasa Sparksa co raz bardziej jestem przekonana, że coś niespodziewanego się wydarzy, coś co wydusi ze mnie łzy.... Co mi się podobało??? chyba opis pięknej miłości, jakże dojrzałej, a jednak niespodziewanej i spontanicznej.
Powieść jest rewelacyjna wiec polecam wszystkim, którzy uwielbiają Sparksa, ale także tym , którzy chcą się oderwać od szarej rzeczywistości.

Oczywiście już odkryłam ,że jest film na podstawie książki , jestem ciekawa co tym razem okażę się lepsze???

Cytaty:
„W miłości nigdy nie jest za późno na drugą szansę.”

„Kiedy śpię, śnię o Tobie, a gdy się budzę, pragnę tulić Cię w ramionach. Nasza rozłąka sprawiła, że jeszcze bardziej upewniłem się, iż chcę spędzać noce i dnie u Twego boku.”

środa, 24 listopada 2010

"Marzenia" Jill Barnett

Zrzucenie ukochanego z drzewa z pewnością nie jest ani najlepszym początkiem znajomości, ani skutecznym sposobem na zdobycie jego serca, zwłaszcza dla Angielki, i to żyjącej w czasach, gdy narzeczonych poznaje się na balach czy w salonach.
Letitia Hornsby, niestety, od dziecka ma pecha, i nic nie wskazuje na to, by jej miłość do Richarda Lennoxa mogła zakończyć się szczęśliwie, zważywszy, że każde ich spotkanie kończy się katastrofą.
Czy pech przestanie prześladować Letitię, gdy na skutek dziwnego zbiegu okoliczności zostanie wraz z ukochanym uwięziona na statku przemytników?



Wydawnictwo: Da Capo
Wydano:1995
stron : 318

Pierwszy raz czytam książkę Jill Barnett. Sięgnęłam ją w bibliotece, bo jest z serii, którą lubię.
Na okładce widnieje " Nie chowaj tej książki przed żoną , bo i tak kupi sobie nową" - jest ciut w tym prawdy. Powieści może nie są z najwyższej półki, ale wciągają i pomagają się zrelaksować.


"Marzenia" to powieść oczywiście mega romantyczna, ot tak babskie czytadło. Opowiada o nastolatce zakochanej bez wzajemności, mało tego jest tak pechowa, że nikt nie chce mieć z nią nic wspólnego z troski o własne zdrowie,a nawet życie. Jednak dziewczyna marzy i kocha , kocha bez wzajemności Richarda, który miał przyjemność nie raz zmierzyć się z Półdiablęciem, jak mówi na Letitię. Unika jej jak ognia, a ona nadal go kocha i co raz bardziej o nim marzy. 
Pewnej nocy szpiegując Richarda, Letitia wpędza ich w kłopoty, przypadkiem odkrywają na plaży przemytników, pies dziewczyny płoszy konia Richarda , który spada i uderza się w głowę , gdy się wybudza, znajdują się już na pokładzie statku przemytników. Wtedy zaczynają się prawdziwe przygody....
Oczywiście jak to w romansach bywa....książka kończy się happy end-em :o)


"Marzenia" to powieść na dłuuugie zimowe, samotne wieczory, powieść przy której można się zrelaksować .
 

niedziela, 21 listopada 2010

"List w butelce" Nicholas Sparks

Wyrzucona za burtę butelka, zdana na kaprys losu, mogła trafić w najodleglejszy zakątek świata. Zamiast tego, po niecałym miesiącu podróży, wypłynęła na plaży nad zatoką Cape Cod, gdzie znalazła ją spędzająca nadmorskie wakacje Theresa Osborne, dziennikarka z Bostonu, samotnie wychowująca dwunastoletniego syna. W środku był list miłosny napisany do zmarłej żony i zaczynający się od słów: "Moja najdroższa Catherine, tęsknię za Tobą, ukochana, tak jak zawsze, ale dzisiaj było mi bardzo ciężko, bo ocean śpiewał o naszym wspólnym życiu." Zaintrygowana i przejęta do głębi historią pary kochanków, Theresa rozpoczyna poszukiwania człowieka, który potrafił tak mocno i wiernie kochać. Kim był mężczyzna? Gdzie się teraz znajduje? Jej spotkanie z tajemniczym Garrettem zaowocuje wielką miłością...

Wydawnictwo: Albatros
Wydano: 2008
stron : 328

Przyznaje się bez bicia!!!!! UWIELBIAM Nicholasa Sparksa, nie za to ,ze jest przystojnym, inteligentnym facetem, ale za to,ze pisze niesamowite, piękne, cudowne, życiowe, zaje..fajne ......książki. Mogłabym tak bez końca ktoś, kto nie lubi tego typu powieści powie ze zwariowałam ...zwariowałam owszem na punkcie jego książek. To nie są jakieś zwykłe romanse , o nie one mają to coś w sobie...


Ci, którzy mnie odwiedzają dość regularnie zauważyli, iż w tym miesiącu odrzuciwszy dwie książki..... może to egoistyczne, może zrobiłam się wybredna, ale wole swój cenny czas poświecić na książki, które maja w sobie coś! ! ! taka właśnie książką jest "List w butelce"


"List w butelce" to piękna historia zdradzonej, rozwiedzionej,samotnej kobiety, która samotnie wychowuje nastoletniego syna. Na co dzień pracuje w jednej z większych gazet w Bostonie.
Kiedy chłopiec przebywa u swego ojca na wakacjach Theresa wybiera się z przyjaciółmi nad morze. podczas rannego biegania na nad zatoką Cape Cod odnajduje butelkę.
W butelce był list miłosny napisany do zmarłej żony i zaczynający się od słów: "Moja najdroższa Catherine, tęsknię za Tobą, ukochana, tak jak zawsze, ale dzisiaj było mi bardzo ciężko, bo ocean śpiewał o naszym wspólnym życiu."

Razem z przyjaciółką postanawiają go opublikować, gdy się pojawia w prasie Theresa zostaje zarzucona listami, odzywa się także kobieta, która kilka lat wcześniej znalazła podobny list. 
Theresa postanawia odnaleźć mężczyznę, który napisał listy. Z pomocą przyjaciółki udaje się to jej, i już po kilku dniach ląduje w malowniczym miasteczku 1000mil od domu.

Kiedy poznaje tajemniczego autora, on niespodziewanie proponuje jej wspólną wycieczkę po oceanie.....
Wyprawa kobiety do innego stanu, poznanie Garetta zmienia ich życie. Zakochują się w sobie, choć Garett długo nie potrafi dopuścić tej myśli do siebie,tęskni za zmarła zona.... czy uda się to zmienić,czy przetrwa ta dojrzała późna miłość??? myślę, że to już sami powinniście przeczytać


Niestety, ostatnie kartki powieści zmieniają wszystko, strasznie się popłakałam .... nie wiem chyba z wiekiem staje się bardziej miękka ??? Czy Sparks dołączy do K. Michalak , która notorycznie wyciska ze mnie łzy !


Sparks mnie zaskoczył , śmiem twierdzić ,ze jest niesamowitym pisarzem , po którego zawsze chętnie sięgnę !!! mało tego zrobię to jak najszybciej się da, chce przeczytać wszystkie jego książki.


Powracając do tej powieści polecam wam gorąco ! przede wszystkim nie idzie wpaść w depresje , autor przenosi nas na gorące słońce, piękne plaże, aż robi się ciepło na sercu. Polecam tym , którzy maj chęć oderwać się od szarej rzeczywistości ....


******
Przeczytałam , ze na podstawie książki powstał film, więc robię wszystko by dostać go w swoje ręce!!!!!



piątek, 19 listopada 2010

"Randka ze śmiercią" J.D Robb

Jest koniec grudnia, w Nowym Jorku trwa przedświąteczna gorączka. Każdy myśli tylko o zbliżającej się Gwiazdce. W święta Bożego Narodzenia nikt nie chce być sam, nic więc dziwnego, że w agencjach matrymonialnych panuje wzmożony ruch. Ten właśnie okres wybrał sobie psychopatyczny morderca, który przebiera się za Świętego Mikołaja i pod pretekstem dostarczania prezentów odwiedza samotne kobiety.





Wydawnictwo: Da Capo
Wydano: 1998
stron : 318

Trafiłam w bibliotece i oczywiście nie powstrzymałam się przed dalszymi losami Eve Dallas :o) najlepszej pani porucznik.

Tym razem pani porucznik wraca do pracy po wypadku. Zbliża się Boże Narodzenie, istne szaleństwo. Miasta i sklepy pełne ludzi szukających prezentów, wszędzie Mikołaje , lecz jeden z nich to szalony morderca i gwałciciel. 
Eve Dallas zamiast uganiać się za prezentami, szuka i tropi szalonego Mikołaja , który zabija ludzi związanych z biurem matrymonialnym. 
Morderca zna swoje ofiary, wie ,że są samotne i same. Obchodzi się z nimi brutalnie, działa wg systemu, zostawia gołe, uduszone ofiary, maluje je, owija łańcuchem bożonarodzeniowym , robi tatuaż i zostawia broszkę.
Pani porucznik ma nie lada zadanie by wykryć i złapać przestępce.

Książka jest rewelacyjna !!!! Bardzo lubię ten dreszczyk emocji jaki wprowadza Nora Roberts w swoich powieściach. Seria jest świetna, choć połączona z fantastyką. Na pewno przy następnej wizycie w bibliotece, następne losy Eve Dallas znajdą się w książkach wypożyczanych :o)
Polecam każdemu, kto lubi zagadki kryminalne :O)

czwartek, 18 listopada 2010

"Jak umiera miłość" NIKT

Pobraliśmy się bardzo młodo, bynajmniej nie z musu – ale z wielkiej miłości. Moje serce zbliżyło się do niej, tak jak gdyby nie było nikogo innego na świecie. Czułem się też mocno kochany i nawet przez myśl nie przeszło mi, że przestanę być kochany.
Przez 20 lat wszystko układało nam się pomyślnie. Jak w każdym związku, zdarzały się burze – ale po nich znów wracały dni słoneczne. Żona robiła karierę zawodową, ja zajmowałem się domem i dziećmi.
I nagle coś zaczęło się psuć. Pojawił się ON – w oczach żony przystojniejszy, dowcipniejszy, lepiej wykształcony. Przecież to tylko przelotna znajomość, zamieniliśmy kilka słów na przystanku. Tyle że ten epizod – to początek końca małżeństwa...


Wydawnictwo: Poligraf
Wydano: 2009
stron : 238


Książka to rodzaj pamiętnika pewnej osoby, autor??? autorka ??? opisuje swoje kolejne dni. Narratorem jest mężczyzna, który podejrzewa żonę o zdradę :o( 
Książkę próbowałam uparcie skończyć, ale nie skończyłam, prędzej wpadłabym w depresję :o( tym bardziej ,ze za oknem wystarczająca jest już szarych, ponurych dni :o( 
Niepotrzebne mi jeszcze depresyjne opisy :o(